translate

Lekarze o "życiu po życiu" - wywiad

Z Tadeuszem Wierzbickim, anestezjologiem i algologiem, rozmawia Jędrzej Fijałkowski. 
Holenderski lekarz, Pim van Lommel, kardiolog, napisał książkę Wieczna świadomość. Naukowa wizja „życia po życiu”. Na naszym rynku ukazała się nakładem wydawnictwa Artvitae.
Polski lekarz, od lat przebywający w Holandii, Tadeusz Wierzbicki, anestezjolog, figuruje na okładce książki, jako konsultant medyczny.
Skąd w poważnej medycynie, u poważnych, „prawdziwych” lekarzy, wykształconych na poważnych akademiach medycznych zainteresowanie tematem, co do którego współczesna medycyna wciąż ma wątpliwości? Nie obawia się Pan ostracyzmu środowiska?
– Wie pan, najchętniej odpowiedziałbym panu językiem młodzieżowym, na ile mnie ów ostracyzm ziębi, ale w poważnym czasopiśmie nie wypada. Pozostańmy więc przy informacji dla czytelników, że pracując głównie w Holandii, jako algolog (lekarz od likwidowania bólu w organizmie), nie mam z tym problemów. Natomiast nad zjawiskiem „życia po życiu” nie możemy przejść obojętnie i bagatelizować je tylko dlatego, że obecny paradygmat medyczny nie ma wciąż jeszcze odpowiednich narzędzi, żeby je dokładnie badać. Nauka, konkretnie zaś fizyka kwantowa dysponuje już założeniami teoretycznymi oraz konkretami, które dość trudno będzie podważyć bez ośmieszenia się. Potwierdza się prawda, że fizycy mają do Boga najbliżej.
Jeśli istnieje…
– Nawet fizycy nie przeprowadzili jeszcze dowodu na jego istnienie, ale mogę pana zapewnić, że zbyt dużo jest przesłanek, żeby ten fakt ignorować. Nie miejsce tu, aby zagłębiać się w temat budzący emocje od wieków. Natomiast wyobrażanie sobie dzisiaj Boga, jako brodatego starca z otaczającymi go cherubinami grającymi na harfach jest tyleż naiwne, co dziecinne. Potrzebowaliśmy kogoś, kto nas będzie pilnował, doglądał z góry, podejmował za nas decyzje, kto będzie wytłumaczeniem naszych słabości i występków oraz ich rozgrzeszeniem. Mimo pobytu na tym padole od 300 000 lat, biorąc pod uwagę neandertalczyka albo nawet 1,5 miliona, jeśli policzymy ludy, które dysponowały jakimiś tam narzędziami – wciąż jesteśmy zagubieni w tym świecie i szukamy Opiekuna. W końcu z drzewa wiadomości  dobrego i złego skubnęliśmy niewiele, bo nim sięgnęliśmy po kolejne owoce już Archanioł Gabryel z gorejącym mieczem wygonił nas z raju. I ta niewiedza trwa do dziś, przemy powoli do przodu, ale tych, którzy ciągną nas wstecz, jest ciągle spora grupa. Stąd pewnie wciąż wykorzystujemy jedynie 10 procent mózgu i nie możemy rozumem objąć wielu zjawisk nas otaczających. Musiał z pomocą przyjść zupełnie inny rodzaj poznania, kojarzący się z Epoką Wodnika i przedstawiany, o paradoksie, przez gałąź nauki jak najbardziej ścisłą.
Czyżby więc było tak, że aby zrozumieć Boga, musimy poznać fizykę kwantową?
– Nie do końca. Fizyka jest tylko narzędziem, które pozwala poznać drogę, po której powinniśmy iść, aby do Niego dotrzeć.
To herezja…
– Herezją było, że Ziemia kręci się wokół Słońca. Trzeba było zmienić paradygmat, żeby więcej stosów nie płonęło. Jeśli obserwator w fizyce kwantowej ma wpływ na doświadczenie, na zachodzący proces, to znaczy, że jest on kreatorem tego procesu. Dzięki postrzeganiu zmienia jego przebieg. To on tworzy rzeczywistość. Dokładnie tak, jak Bóg. A czyż nie to napisane jest w Piśmie, że jesteśmy bogami na wzór i podobieństwo? I dopiero fizyka kwantowa musi to potwierdzać? Niegłupie więc jest to powiedzenie, żeby myśleć pozytywnie, bo w ten sposób, jako obserwatorzy kreujemy pozytywne działania. Idźmy dalej: ilu laborantów – tyle wyników doświadczeń: ilu ludzi, tyle obserwacji świata i tyle zdarzeń w tym ciągu nieustających perypetii, które nazywamy życiem. I dalej: tyle też doświadczeń życia po życiu, wynikłych z zasobów naszych umysłów…
Umysłów czy mózgów?
– Ani jedno, ani drugie. Doświadczenia z życia po życiu, a więc sytuacji, gdy zamierają funkcje życiowe i gaśnie praca mózgu nie mogą, co oczywiste, pochodzić z jego wnętrza. On wówczas nie pracuje. Jeśli ten stan się przedłuży, następuje nieodwracalny koniec. A przecież przez te kilka minut doświadczamy zdumiewających wrażeń, których w naszym mózgowym komputerze nie było. Trzyletnia dziewczynka z amputowaną połową mózgu funkcjonuje w taki sposób, że jej kalectwo jest niezauważalne dla otoczenia („Lancet” rok 2002). Zachowała pamięć wydarzeń i pamięć bieżącą, pozwalającą na poruszanie się w środowisku. Skąd zaczerpnęła te wiadomości, jeśli według współczesnej medycyny jej mózg, czyli twardy dysk organizmu w połowie nie istnieje? Gdzie gromadzimy wiedzę wydarzeń, które budowały nasze życie? Doświadczenia, których doświadczaliśmy na ziemi, w czasie wędrówki po niej?
Jeśli mózg nie jest naszą pamięcią, naszym twardym dyskiem, to co kumuluje tę pamięć wydarzeń?
– Van Lommel tak pisze w swojej książce: „Pojemność pojedynczego centymetra sześciennego kory mózgowej zawiera nie mniej niż 100 milionów neuronów, a ponieważ każdy neuron posiada przynajmniej tysiąc synaps łączących go z otaczającymi go neuronami, to każdy centymetr sześcienny ma 100 000 000 000 synaps dendrytów. Jeśli jedna synapsa zawierałaby jeden bit informacji, to funkcjonalność mózgu potrzebowałaby 100 000 000 000 000 (sto bilionów) bitów informacji procesowych, co jest dużo więcej niż nasze ludzkie DNA, czyli kod genetyczny, mógłby pomieścić wg naszej wiedzy”. Simon Berkovich, ekspert komputerowy wyliczył, iż pomimo olbrzymich zasobów synaps w mózgu, jego możliwość gromadzenia pamięci z całego życia wraz z towarzyszącymi myślami i emocjami jest zupełnie niewystarczająca. W ciągu jakiegokolwiek momentu dnia w mózgu zachodzi około 1024 (10 z 24 zerami) zajść na sekundę. Pojemność mózgowa musiałaby więc wynosić 3×1027 bitów na centymetr sześcienny, co według naszej wiedzy jest nieprawdopodobne…
Uff! Więc co? Jakie jest wytłumaczenie?
Nasz mózg nie jest twardym dyskiem. Jest serwerem, ale i interfejsem w Internecie. Mamy w każdej chwili dostęp do wszystkich informacji i możliwość ich wykorzystywania. Jednych mniej, drugich – z komputerową adnotacją „ulubione” – więcej. Zasób naszych myśli, przyzwyczajeń, naszej wiedzy, naszej pamięci jest tak duży, że żaden mózg by tego nie pomieścił, nawet jeśli mielibyśmy wykorzystać pozostałe 90 proc., których nie używamy. Wspomniane badania wykazują, że mózg wcale nie jest tym narządem, który prowadzi nas przez życie, wytwarza wyobrażenia, pamięta wszystko z naszych poprzednich wcieleń, i także to, że lubimy akurat lody truskawkowe, a czekoladowe niekoniecznie, że w Warszawie tramwaj „4” skręca na Pragę, a w USA jest 50 stanów. Mózg można porównać do odbiornika telewizyjnego, który odbiera sygnał elektromagnetyczny oraz koduje go na obraz i dźwięk i jednocześnie do kamery, która obraz i dźwięk dekoduje do poziomu sygnału elektromagnetycznego. Mózg nie tworzy świadomości, tylko ułatwia jej odbiór. Jest narzędziem do tego przystosowanym. Jedynie narzędziem, umożliwiającym jej doświadczanie. Pozostaje więc możliwość funkcjonowania świadomości naszego „ja” w ogromnym morzu informatycznym Wszechświata. Jesteśmy do niego podłączeni i to stamtąd czerpiemy informacje. Nasza wiedza nie pochodzi z mózgu, a z całego naszego „ja”, które jest cząstką Całości. Czy nie o tym mówią wszystkie wschodnie nauki? O jedności jednostki i Wszechświata? Czy nie o tym mówi idea pola morfogenetycznego Sheldrake’a, idea elektromagnetycznej idei życia Sedlaka, informatyczna teoria strun? Czy biblioteka palmowych liści w Banlagore nie jest także zbiorowym umysłem Wszechświata, którego jesteśmy cząstką i doświadczamy go codziennie, niekoniecznie odbierając bodźce informacyjne z mózgu? W otaczającym nas polu elektromagnetycznym może się pomieścić nieskończona liczba informacji, czego przykładem Internet, którego strony odbiera się bezprzewodowo na każdym komputerze na świecie. Myślę jednak, że istnieje „coś”, co te informacje w jakiś sposób „ustawia” w tematycznych folderach. Do jednych z nich mamy dostęp, do drugich wciąż jeszcze nie.
Tak więc wizje związane ze stanem śmierci klinicznej pochodzą z zewnątrz, są egzogenne, nie związane z naszym ciałem, umysłem, mózgiem?
– Dr Elisabeth Kubler-Ross oraz, niezależnie od niej, dr Michael Sabom przeprowadzili dość istotne eksperymenty z osobami, które od wielu lat lub wręcz od urodzenia były niewidome i doświadczyły śmierci klinicznej. Po przebudzeniu potrafiły dokładnie opisać swoje wrażenia, łącznie ze szczegółami usytuowania osób, mebli, wyposażenia. Określały ich wygląd i kolorystykę! Nawet numer samochodu, który je potrącił, a kierowca zbiegł z miejsca wypadku! Będąc niewidome, a więc nie mając „normalnego” wzrokowego oglądu! Kto potrafi to wytłumaczyć inaczej niż zupełnie innymi od zmysłowych możliwościami odbioru sygnałów przychodzących z zewnątrz? Każdy z czytelników „Czwartego Wymiaru” zna opisy wizji związanych z tym stanem: podróż w tunelu, wszechobecne światło, spokój wewnętrzny, niechęć do powrotu. Te obrazy na całym świecie się powtarzają, nie mogą więc funkcjonować pojedynczo, w każdym mózgu, nie z niego muszą się wywodzić, a z jakiejś „ogólnej” bazy informacji, której istnienie potwierdzają.
Jedno wielkie pole informacyjne. Czy to jest Bóg, do którego dołączamy jako kolejny bit informacji, powiększając Jego majestat i stając się Jego częścią?
– Odpowiem dyplomatycznie, żeby nie urazić wyznawców różnych wizji Boga, bo każdy przecież jakoś tę Postać kreuje w swoich myślach: nie potwierdzam i nie zaprzeczam. Jeśli mowa o rozmaitych obrazach Boga, to przedstawiciele kół ekumenicznych potwierdzają coraz częściej, że nie ma „osobnych” bogów: chrześcijaństwa, islamu, judaizmu, hinduizmu (ta religia jest wybitnie politeistyczna). Bóg jest jeden i tak było od początku, dopiero potem, jak mówi symbolicznie Biblia, języki się ludziom pomieszały i wyszło, jak wyszło. Na początku XX w. istniało przekonanie, że Kosmos jest wieczny i nieskończony. Wszystkich zaskoczyło, gdy Edward Huble w 1929 roku odkrył, że Wszechświat nie jest statyczny i podlega ciągłym zmianom. Tak więc nie jest również wieczny, skoro powstał w określonym punkcie przestrzeni i czasu, które to pojęcie przed Wielkim Wybuchem nie istniało. Teoria Big Bangu jest z kolei autorstwa księdza – naukowca, kosmologa, George’a Lemaître, który jako pierwszy zastosował w kosmologii fizykę kwantową. W 1965 roku (Nobel w 1978 r.) Arno Allan Penzias, amerykański fizyk i astrofizyk, wraz z Robertem W. Wilsonem, amerykańskim astronomem, odkryli promieniowanie będące kosmicznym echem Wielkiego Wybuchu. Rok 2003 przyniósł publikację zdjęć naukowców z NASA przedstawiających resztki tego promieniowania.
Dziś wielki zderzacz hadronów przybliża się coraz bardziej do znalezienia odpowiedzi, jak powstał Wszechświat. Wciąż jednak jeszcze nie dotarliśmy do pierwszej sekundy po wybuchu, w której tkwi jądro tajemnicy: Wszechświat to samorództwo czy akt stwórczy?
Dr Lommel, pisząc o „życiu po życiu”, podkreśla stale pojęcie świadomości pozaczasowej, posiłkując się pojęciem nielokalności z fizyki kwantowej. Jakby były to dwa tomy jednej książki. Twierdzi zgodnie z zasadami tej fizyki, że pełna i wieczna świadomość jest obecna wszędzie i nie jest związana z czasem i miejscem w przestrzeni. To samo dotyczy zjawiska „życia po życiu”, kiedy osoby w stanie śmierci klinicznej przeżywają jednocześnie zarówno wspomnienia, jak i zdarzenia aktualne. Podobnie wielu innych zjawisk psychotronicznych, choćby jasnowidzenia lub telepatii. Tak więc następstwo czasów jest wymysłem samego człowieka. To człowiek wymyślił zegar. Wszechświat nie ma czasowego wymiaru… – Potwierdza to całą teorię, że życie jest życiem, a my oglądamy tylko ten fragment, którego jesteśmy obserwatorami, i na który, obserwując go, mamy wpływ. Z teoretycznych założeń wynika, że nielokalna przestrzeń i nielokalna świadomość są niewykrywalne i niemierzalne w świecie fizycznym. Nie wiem, czy jeszcze, czy też nigdy nie będzie nam dane je zweryfikować na jakichś przyrządach. Wtedy nie byłoby żadnej wątpliwości co do istnienia świata obiektywnego, istniejącego niezależnie, poza naszym zmysłowym odbiorem, który ten ogląd fałszuje na naszą modłę… Dzisiejszy „obiektywny” świat zewnętrzny jest obrazem zbudowanym na podstawie naszej własnej świadomości. „Materia traci swoje miejsce w fizyce” – ogłosił fizyk Steven Weinberg. Inny zaś naukowiec, którego nazwiska już nie pamiętam, stwierdził: „Fizyka kwantowa – to czary”, co dzisiejsza wiedza potwierdza. Psycholog Abraham H. Masłow stwierdził podczas jednego z wykładów: „Nauka musi przede wszystkim starać się objąć i włączyć wszystkie dziedziny. Musi zaakceptować istnienie tego, czego nie potrafi wytłumaczyć, na co nie ma teorii, czego nie da się zmierzyć, przewidzieć, opanować czy uregulować. Musi być przygotowana nawet na przeciwstawności, sprawy nielogiczne i tajemnicze, ulotne, mające podwójne znaczenie, archaiczne, nieświadome oraz na wszystkie aspekty istnienia, których nie da się wymienić”. Choćby takie aspekty, jak rozmowy z duchami lub channeling, które, jeśli tylko przyjmiemy istnienie wokół nas kosmicznej świadomości, nie wymagają dodatkowych dowodów. Pytanie o egzystencję jest tak stare, jak ludzkość. Próba znalezienia wyjaśnienia, co dzieje się z nami po śmierci, spędza sen z oczu wszystkim: od maluczkich do wielkich i mądrych tego świata. Czy włączymy się w chór cherubinów po prawicy, czy będziemy smażeni w ogniu piekielnym? Czy będziemy odpoczywać na zielonych łąkach lub będziemy kojeni przez morskie fale, w zależności od tego, co nam się rajem wydaje? A może otoczy nas rój hurys, które czekają na muzułmanów?
Czy też jesteśmy elementem ponadczasowej kwantowej świadomości istniejącej zawsze? 
Zaiste byłby to całkiem inny, zgodny z nowym paradygmatem naukowym, rewolucyjny sposób spojrzenia na życie pozagrobowe. Dający nadzieję na istnienie po śmierci w morzu świadomości, bez cherubinów i bez hurys. Ale komu to potrzebne na tak wysokim stopniu rozwoju, który już TAM osiągniemy, prawda? – I tu się zgadzamy. Nasze ego jest potworne i trudno sobie uzmysłowić, że będziemy nikłą drobiną w tym strumieniu kosmicznej świadomości. Jakbyśmy na tym najlepszym ze światów byli czymś więcej…
Dziękuję za rozmowę.

WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA


WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA

Czy rzeczywistość jest rzeczywista i co dla człowieka zmysłowego to oznacza.

Dla człowieka jako istoty zmysłowej, tym co rzeczywiste jest to, co postrzegane i doznawane.
Cała reszta to tylko takie lub inne filozofie.
Tak więc zasadnym i zrozumiałym jest gdy filozof, czy nauczyciel duchowy wschodu powiada, że wszystko to maya, a więc iluzja.
Tylko, że trzeba to dobrze zrozumieć.
Jako filozofia i pewna koncepcja metafizyczna, ma to sens.
Jednak gdyby zechcieć wdrożyć tą koncepcję do codziennej egzystencji ... niewiele by ona wniosła.
Być może materia wcale nie jest "materialna", być może rzeczywistość jest jakąś formą kwantowej iluzji.
Tylko jakie to ma znaczenie dla ssaka imieniem "człowiek" ? 
Żadne.
Wielu ludzi "uwiodła" filozofia niedualności i związana z nią koncepcja zwana "maya".
Wielu odnajduje w niej drogę do szczęścia ... jednostki.
Mnie, który studiuje i zgłębia ją od lat nie uwiodła, gdyż rozumiem, że to jest tylko filozofia.
Koncepcja metafizyczna, która z codzienną egzystencją człowieka ma niewiele wspólnego.
Może być co najwyżej ucieczką od rzeczywistości, ucieczką w ułudę (dla tych, którzy nie są w stanie poradzić sobie z życiem doczesnym).
Skoro wszystko jest iluzją, skoro nic nie jest trwałe (stałe), to znaczy, że i moje cierpienie tak naprawdę nie istnieje ... po prostu wystarczy, że uświadomię sobie (w praktyce sprowadza się to do wmówienia sobie), że tego nie ma ... i z pewnością zniknie - tak to sobie tłumaczą ludzie "niedualni".
Oczywiście nic nie znika, bo nie może.
Egzystencja człowieka zmysłowego jest dla niego, w jego przestrzeni doświadczalnej realną, taka jaka jest.
Nie zmienią tego żadne próby zaklinania rzeczywistości, ani powoływania się na teorie kwantowe, które udowadniają, że materia nie jest materią, a rzeczywistość nie może być do końca zdefiniowana.
Jest zdefiniowana.
I choć wielu szukających zapewne to zmartwi, nic tego nie zmieni.
Takie jest założenie istnienia tego świata, świata postrzeganego i odbieranego zmysłami.
Czy zatem filozofia niedualności (Advaita) jak i inne filozofie, czy też nauki duchowe, nie mają sensu ?
Czy studiowanie ich jest zbędną stratą czasu, czy może być tylko ucieczką od rzeczywistości ?
Nie.
Dają one odpowiedzi takie jakie mają dać.
Pokazują określone perspektywy, które pomagają człowiekowi (poszukującemu) odnaleźć się w rzeczywistości, lub mówiąc wprost w życiu.
Nie odmienią życia jednostki jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Życie biologiczne, a więc życie zmysłowe ma swoje prawa, tak jak ten wymiar egzystencji posiada swoje prawa.
I tylko w obrębie tych praw, można dokonywać zmian.
Człowiek jest człowiekiem, bo ma być człowiekiem ... jest określony tego powód (bez względu na to jaki).
Uciekanie od bycia człowiekiem (co jest zrozumiałe, zważywszy na fakt "parszywości" tej egzystencji) w rozmaite wierzenia, które mają zaoferować nic innego jak tylko odczłowieczenie człowieka ... na nic się zdadzą. 
Rzeczywistość taka jaka jest, nie zniknie.
Człowiek nagle nie stanie się pojedynczym elektronem, i nie zacznie się zachowywać nieprzewidywalnie ... na podobieństwo zaobserwowanej rzeczywistości kwantowej.
Co jest marzeniem wielu.

To co dotyczy prawa pojedynczego elektronu, nie musi dotyczyć istoty tak złożonej jak człowiek.
Co dotyczy prawideł całego kosmosu, także nie musi się bezpośrednio odnosić do egzystencji istoty ludzkiej.
Piszę o tym w innym tekście:

http://nauki-duchowe.blogspot.com/2012/12/czowiek-kosmosroznice-postrzegania.html

Hermetyczna zasada, która mówi: "Jak na górze, tak i na dole", przez wieki także została przeinaczona i zdeformowana, przez rozmaitych "cierpiętników", którzy starali się odpowiedzieć na pytanie" "dlaczego tak boli ?".
Gdy zgłębiam teksty tych ludzi, wszędzie odkrywam ten "ból egzystencjalny".
Chęć ucieczki przed nim, nie jest jednak dobrym doradcą.
Znamiennym przykładem jest Budda, którego filozofia przesączona jest staraniami o wyzwolenie z tego cierpienia.
Niestety jest to błędne rozpoznanie i rozumienie rzeczywistości.
Na zakończenie mogę powiedzieć jedno.
Życie jest życiem i trzeba przez nie brnąć.
Każdy po swojemu, każdy według swoich własnych, wewnętrznych zapisów, które niczym tabliczka znamionowa wykreślają w dużej mierze los jednostki.
Nie ma jednej, idealnej metody dla zapewnienia człowiekowi:
- oświecenia
-zbawienia
-wyzwolenia
-sukcesu
-szczęścia
itd.
Chociaż można stworzyć system wskazówek, które właściwie zrozumiane i stosowane, staną się taką filozofią uniwersalną, którą każdy będzie mógł dla siebie zastosować.
Na tym blogu prezentuję właśnie takie wskazówki.


WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA


WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA

Czy kreowanie swojego życia za pomocą rozmaitych technik ma sens ... z duchowego punktu widzenia ?

"Wszystko, czego potrzebujesz, przyjdzie do ciebie, jeśli nie prosisz o to, czego nie potrzebujesz.
Mimo to, tylko nieliczni osiągają ów stan całkowitej beznamiętności i obojętności.
Jest to bardzo wysoki stan, sam próg oswobodzenia."
Nisargadatta Maharaj

Mistrz spod Bombaju w tym cytacie daje wykładnię Advaity, odnośnie osobistego (indywidualnego) przeznaczenia (losu).
Większość ludzi chce/pragnie jednak samemu - na swoją modłę kształtować swoje życia.
Co z reguły kończy się smutno.
Ktoś kto nie wie czego powinien chcieć/potrzebować, kto nie wie co jest rzeczywiście dla niego dobre, właściwe ... nie powinien o nic prosić.
Nie powinien niczego afirmować, wizualizować, ani przyciągać (w zgodzie z prawem przyciągania).
Gdy tak czyni, tylko oddala się od swojego prawdziwego powołania, które tak czy inaczej samo się pojawi - bez potrzeby pomagania lub wymuszania z zewnątrz.
Ludzie sami szkodzą sobie sądząc, że muszą wymyślić dla siebie jakiś scenariusz na życie.
Ten scenariusz już jednak istnieje, a to co człowiek powinien zrobić, to pozwolić mu się pojawiać.
Nie należy temu przeszkadzać.
Tutaj ma zastosowanie taoistyczna zasada wu-wei ... działanie bez działania.
Cała praca związana z rozwojem duchowym, w związku z powyższym, ogranicza się do uzyskania stanu pozwalającego na "dzianie się" tego co właściwe.
Ku temu wykorzystuje się rozmaite instrumenty duchowej praktyki ... ku osiągnięciu dyscypliny i cierpliwości.
Nie jednak ku temu aby kreować sobie swój świat, w zgodzie ze swoimi jednostkowymi zachciankami.
Takie kreacje mogą co prawda się objawić, jednak nie dadzą one w dłuższej perspektywie szczęścia, gdyż będą musiały skonfrontować się z prawami wolnej woli innych jednostek, oraz z powszechnym prawe dążenia do równowagi.
To zaś spowoduje konflikt.
Nisargadatta opisuje postawę, która nie rodzi karmy, a więc postawę pełnej akceptacji swojego przeznaczenia.
To rzeczywiście sam szczyt tego, co może osiągnąć adept na ścieżce Advaity. 
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA


WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA




Czy dążenie do oświecenia jest czymś zasadnym ? Czy indywidualna dusza jest przeznaczona do unicestwienia ? Jaką postawę trzeba przyjąć aby nie wikłać się w niewiedzę i nie podążać drogą upadku ?

Dźiwa, określenie znane z filozofii wedyjskich, a oznaczające już to indywidualną duszę lub indywidualną świadomość, jest tym samym czym EGO (chociaż dla doktrynalistów nauk duchowych wschodu, mogę użyć określenia: "koresponduje z EGO").
Jest tym samym EGO, które uznawane jest przez współczesną psychologię, a samo jego określenie po łacinie oznacza ni mniej, ni więcej tylko - JA.
Celem Jogi, a także każdej duchowej praktyki - jak utarło się przyjmować - jest wyzwolenie z indywidualnego Ja i połączenie (jakby mogło istnieć kiedykolwiek, jakiekolwiek rozłączenie) z Wyższym Ja.
To Wyższe Ja posiada dwa poziomy, pierwszy ma charakter osobowy i zwie się go Atmanem, a drugi bezosobowy, który nazywany jest Brahmanem.
Tak więc wg. tych koncepcji celem istnienia indywidualnej dźiwy (duszy) jest jej unicestwienie, poprzez rozpuszczenie jej złudzenia odrębności.
W Jodze mówi się o dźiwan muktach, a więc wyzwolonych z iluzji (maja) odrębności, którzy zjednoczyli się z Atmanem.
Ci jakoby posiadają status mędrców, świętych, oświeconych.
Stąd też dążenie do wyzwolenia się z indywidualności.
Z tego wynika takie, a nie inne nastawienie - tym razem już świata zachodniego - do EGO, a także do tzw. egoizmu.
Egoista jest zły, ponieważ uważa, że jest odrębny, nie utożsamia się z całością przejawienia egzystencji, a uznaje się za jednostkę niezależną.
Nawet jeśli poszczególni ludzie zajmujący się dziedzinami psyche (psycholodzy, psychiatrzy, nie mówiąc już o zwyczajnych śmiertelnikach), nie uświadamiają sobie tego, to jest to bez znaczenia na sferę zbiorowej nieświadomości, której wszyscy częścią jesteśmy, i która oddziałuje na każdego indywidualnie.
W sferze tej zapisane są nie tylko informacje zgromadzone przez ludzki intelekt, są tam też informacje dotyczące praw uniwersalnych, dotyczące zasad kosmicznych, których nadwyrężanie musi spotkać się z reakcją samego systemu (logosu).
Dlatego właśnie, w sposób intuicyjny większość ludzi "wie", że utożsamianie się z ego/dźiwą/indywidualną świadomością nie jest czymś właściwym.
Po zrozumieniu powyższej wiedzy, każdy poszukiwacz zada sobie pytanie.
Czy zasadnym zatem jest dążenie do anihilacji (rozpadu) indywidualnej dźiwy, a więc duszy ? (co jest związane z całym procesem dążenia do tak utęsknionego oświecenia,nirwany)
To jest najważniejsze z pytań, jakie może zadać sobie adept drogi duchowej.
Odpowiedzi nie można udzielić wprost.
Jak to w naukach ezoterycznych bywa, odpowiedź jest wypadkową całego procesu dociekania, który kończy się poznaniem prawdy.
Zanim padnie odpowiedź na to konkretne pytanie, trzeba udzielić odpowiedzi na pytania szczątkowe.
Po pierwsze, czy dźiwa/ego jest, lub kiedykolwiek była czymś rzeczywistym, realnym ?
Aby z kolei udzielić odpowiedzi na to pytanie, trzeba zapytać, co to w ogóle oznacza bycie realnym, rzeczywistym ?
W ujęciu ezoterycznym, rzeczywistym jest to czego się doświadcza tak czy inaczej.
Tak więc sny też posiadają charakter doznań rzeczywistych.
Rzeczywistość nie odnosi się tylko do wymiaru biologicznego.
Nawet nie materialnego, gdyż jak wiadomo z odkryć fizyki kwantowej, materia nie posiada "stałego" charakteru.
Rzeczywistość to świadomość: "Ja jestem, Ja doznaję".
Jeśli tak, to teraz trzeba zastanowić się jak może istnieć jednostkowy podmiot doświadczający poznania istnienia.
Nauki duchowe wschodu powiadają, że jest to wynikiem maja - iluzji, złudzenia.
Złudzenie wynika z lila - boskiej gry, igraszki.
Indywidualność zatem, a więc ego/dusza/dźiwa jest wytrąconym z pierwotnej wszechmaterii/wszechducha elementem, który posiada czasowe właściwości samoświadomości.
Dlaczego tak się dzieje, po co tak się dzieje, jaki jest tego sens ?
Odpowiedź jest prosta, aczkolwiek dla wielu zbyt enigmatyczna.
Dzieje się tak ponieważ Bóg/Logos/System tego chce.
Nie ma innej odpowiedzi.
Wracając teraz do pytania o indywidualną dźiwę/ego.
Czy celem istnienia tego tworu jest jego likwidacja ?
Czy Bóg/System po to tworzy indywidualne dusze, aby te nie miały innego zadania jak tylko dokonać na sobie samozagłady ?
To byłby nonsens i absurd w skali kosmicznej.
Tak nie jest.
Maja nie jest niczym złym (nie może być czymś złym coś co zostało stworzone przez Boga).
Indywidualność, a więc ego/dusza/dźiwa też nie są czymś co trzeba niszczyć.
Indywidualności stanowią jakość i sens przejawienia lila, a więc boskiej igraszki.
I tak trzeba je postrzegać, tak trzeba siebie (indywidualnie) widzieć.
Przejawienie rzeczywistości w ramach maja, jest święte ... jest boskim teatrum.
Bez względu na chcenie jednostki, ta w formie Atmana i tak posiada zaszczepiony ewolucyjny imperatyw rozwoju, który nieświadomie napędza ją do odkrywania prawdy o sobie samej i podążania w zgodzie z duchowymi prawami kosmicznymi.
Czym innym jest jednak upadek w ignorancję.
Upadek indywidualnej duszy/dźiwy/ego w ignorancję następuje wtedy, gdy ta indywidualność zapomina o tej wiedzy, zapomina o swoim pochodzeniu, a zaczyna utożsamiać się z li tylko własną indywidualnością, z własną odrębnością.
To powoduje, że indywidualność zaczyna utożsamiać się ze swoimi własnymi tworami.
Przywiązuje się do nich, zaczyna je kochać.
Zapomina, wikła się i upada.
Proces zwany rozwojem duchowym, de facto niczego nie rozwija.
Jest to proces "przypominania" sobie o swoim pochodzeniu, aż do pierwotnego jego źródła.
Jest to proces odrzucania utożsamienia się z indywidualnością, jednak odrzucenie utożsamienia, nie oznacza odrzucenia samego przejawienia indywidualności.
Dlatego to nie ja/ego/dusza/dźiwa stanowi problem sam w sobie.
O problemie możemy mówić dopiero w kontekście utożsamienia się z tworami swojej indywidualności, do tego stopnia, że zapomina się o swojej prawdziwej tożsamości.
To zapomnienie powoduje cierpienie.
Dlatego nauki duchowe wschodu stworzyły koncepcje "wyzwolenia" z tego co przynosi cierpienie.
Wyzwolenia z indywidualnego Ja.
Jednak wcale nie musi to oznaczać rozpadu tego indywidualnego Ja.
To indywidualne Ja może bardzo dobrze funkcjonować, bez cierpienia, bez trosk, w pełnej akceptacji.
Pod jednym wszakże warunkiem, że przypomni sobie swoje pochodzenie, i będzie utrzymywało tą wiedzę w swojej indywidualnej świadomości przez cały czas.
Gdy tak się dzieje, mamy do czynienia z tym czego nauczają buddyści.
Z postawą świadka.
Jestem, doświadczam, ale się nie utożsamiam.
Wtedy dopiero następuje prawdziwa przygoda w egzystencję quasi indywidualnego Ja, w kosmicznym przejawieniu maja, zaistniałym z boskiej gry - lila.

Reasumując.

W ramach powszechnej iluzji przejawionej rzeczywistości ( maja) dla indywidualnej duszy/dźiwa/ego, istnieje mnogość możliwych do doświadczenia ... światów, wymiarów, hierarchii bytów.
Niedualizm bowiem, nie wyklucza istnienia dualizmów ... Advaita zawiera w sobie wszelkie Dvaita.
Wszystko to dzieje się w ramach boskiej dychotomii.
Indywidualność jakkolwiek nie jest niczym stałym i trwałym, to w ramach maja-dualizmu, tak się właśnie przejawia.
Jakie to ma znaczenia dla człowieka ?
Takie, że jeśli nie chce on cierpieć nędzy swojego losu, nie powinien utożsamiać się z wytworami swojego umysłu, które są pokłosiem maja.
A co jest wytworem tego jednostkowego umysłu ?
Uczucia, a w tym miłość, pragnienia, potrzeby, lęki, oczekiwania, marzenia, a za tym idące ... uzależnienia, przyzwyczajenia etc.
Nieutożsamianie się, nie oznacza odrzucanie swojego Ja i jego doświadczeń.

Chodzi o przyjęcie postawy, która pozwala niejako przyglądać się swojemu życiu, nie wikłając, nie nurzając się w tym doświadczeniu.
Taka postawa daje wolność, a tak rozumiana wolność daje w konsekwencji możliwość zapanowania nad cierpieniem, nas strachem, smutkiem i tęsknotą.
Pogoń za radością, szczęściem, spełnieniem nie jest potrzebna.
Gdy staje się pogonią, wtedy jest emanacją utożsamienia, a w konsekwencji musi zakończyć się bolesnym upadkiem.
Jednak przyjęcie właściwej z duchowego punktu widzenia postawy, postawy świadka, pozwala na akceptację rzeczywistości, pozwala na wybieranie z całego spektrum doświadczeń, tylko tego, co człowiek uzna za właściwe dla niego.
Wtedy może doświadczać tego za czym na próżno mógłby gonić, a więc szczęścia, radości i poczucia spełnienia.
Wszelkie inne postawy, to droga na manowce, to droga upadku, droga stwarzania ignorancji.
Jednak to wszystko może nastąpić tylko dlatego, gdyż istnieje EGO- indywidualny, jednostkowy podmiot doświadczający.
Bez EGO istnieje tylko bezmiar Brahmana.
Co jednak po takim stanie człowiekowi ?
NIC ! - gdyż już go wtedy nie ma.
Tak więc, chwalmy EGO, bo jest dobre, bo jego egzystencja trwa na wieki ... aż do śmierci wszech-kosmosu, kiedy to ponownie następuje stwarzanie rzeczywistości przejawionej (formalnej).



WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA

Medytacja jako praktyka strojenia częstotliwości

Medytacja w wymiarze praktycznym polega na strojeniu częstotliwości.
Mam na myśli te wszystkie stany, które psionika określa jako alfa, theta itd.
Medytacja jest niczym innym jak dostrajaniem się do określonego zakresu fal.
Można powiedzieć, że świadomość zmysłowa, a więc ta, którą można określić w przypadku istoty ludzkiej jako świadomość operacyjną, "pracuje" na poziomie częstotliwości 100 herców (to oczywiście dane całkowicie przypadkowe).
Wyższa Świadomość - Nadświadomość - Jaźń - Atman, "pracuje" na częstotliwości powiedzmy 1000 herców.
Poszczególne ciała subtelne mają odpowiednio 200, 300, 400, 500 itd. herców.
Anioły i duchy przewodnie funkcjonują też w określonym przedziale częstotliwości, podobnie jak duchy/dusze zmarłych ludzi.
To pokazuje dlaczego świadomość operacyjna/zmysłowa nie jest w stanie odbierać tych poziomów częstotliwości, które nie funkcjonują w tym samym przedziale częstotliwości co ona.
Aby móc odbierać te częstotliwości, a zarazem informacje zawarte w ich przestrzeniach, trzeba dostroić częstotliwość świadomości operacyjnej/zmysłowej do odpowiedniej częstotliwości, którą chce się odbierać.
Gdyby chcieć opisać ten proces obrazowo, to można to porównać do wyszukiwania określonej stacji radiowej za pośrednictwem potencjometru.
Tylko, że tutaj mamy do dyspozycji własną świadomość operacyjną, która zastępuje radiowy odbiornik.
I medytację, która zastępuje potencjometr z powyższego przykładu.

Cały wszechświat, widzialny i niewidzialny (dla ludzkich zmysłów) jest zbudowany z energii, która przejawia się w pasmach (falach) o określonym poziomie częstotliwości.
Właśnie to powoduje istnienie wielu jego poziomów, a także wielu wymiarów.
Człowiek chcący sięgnąć do poziomów wyższych niż poziom postrzegania zmysłowego, musi oddać się praktyce medytacji, która pozwoli mu nauczyć się dostrajania.
Oczywiście procesowi dostrojenia musi poddać się całość istoty strojącej, a nie tylko określona część.
Stąd określenie "rozwoju duchowego", gdyż proces dostrajania do wyższych częstotliwości, które niekiedy nazywane są "wibracjami", wymaga i wymusza oczyszczanie podczepień lub kotwic stanowiących balasty o niższych częstotliwościach, które zalegają w podświadomej części świadomości.
Dlatego dla wielu praktykantów ten proces jest bolesny.
Gdyż te kotwice lub balasty, o których wspomniałem, są zbudowane z emocji oraz z pamięci doznanych cierpień, krzywd ... zepchniętych do podświadomości lęków, kompleksów, rozczarowań itd.
Dopóki nie zostaną "usunięte", lub rozwiązane, dopóty będą kotwiczyły częstotliwość operacyjną w niższych pasmach "wibracji", a tym samym dostęp do wyższych wymiarów będzie utrudniony lub wręcz niemożliwy.
Z procesem oczyszczenia lub samooczyszczania, które rozpoczyna się po wdrożeniu odpowiednich praktyk, mają do czynienia wszyscy adepci/praktykujący.
Wielu rezygnuje z dalszych prób w wyniku doświadczeń, które na nich spadają.
Objawy depresji, lęku, paranoi, a także interakcji z bytami niefizycznymi, które egzystują na niższych poziomach częstotliwości, mogą rzeczywiście odstręczyć człowieka od dalszych starań.
Jednak nie ma innej drogi.
Ten kto chce dostąpić "postrzegania" wyższych światów, musi być prawdziwym herosem ducha.
Musi wytrwać.
Gdy się podda w trakcie procesu oczyszczania, wtedy traci szansę na doświadczenie bezpośrednie, i zostaje mu tylko opieranie się na relacjach świadków, którzy sięgnęli ponad zmysły fizyczne.



WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA

Czym jest wolna wola i do czego prowadzi, o funkcji systemu i roli "jednostki" w nim, na przykładzie fabuły filmu Matrix - rozumianej metaforycznie.

Smith: Czy to dla wolności, albo prawdy, może pokoju, czy może dla miłości??!! To wszystko iluzje, panie Anderson! Kaprysy postrzegania! Wytwory słabego ludzkiego umysłu, próbującego desperacko uzasadnić swoje istnienie, które pozbawione jest jakiegokolwiek celu lub znaczenia, a wszystkie one są tak samo sztuczne jak Matrix sam w sobie. Jednakże tylko ludzki umysł mógł stworzyć coś tak mdłego jak miłość. Musi już pan to dostrzegać, panie Anderson. Musi pan już to wiedzieć. Nie może pan wygrać. Dalsza walka jest bezcelowa. Dlaczego, Panie Anderson, dlaczego? Dlaczego się Pan opiera? 
Neo: Bo tak wybieram. 

 Ten oto dialog ze znanego filmu wskazuje czym jest wolna wola, możliwość dokonania wyboru. Nawet absurdalnego, niedorzecznego. Wyboru, który pociąga za sobą rozmaite konsekwencje, konsekwencje których jednostka nie jest nawet świadoma. Nie jest świadoma ale chełpi się tym, że może decydować, może wybierać. Z jednej strony jest to piękne, takie romantyczne (niczym wolność wiodąca lud na barykady, aby za chwilę położyć swoją wolną głowę pod gilotyną), a z drugiej takie bezmyślne i bezrefleksyjne. Mogę wybierać jak chcę, więc tak robię. Bez względu na konsekwencje dla mnie i dla ogółu. Mam prawo i to moje prawo do wolnego wyboru jest ważniejsze od wszystkich innych praw. Cóż za dziecinada.

Neo, bohater filmu "Matrix" był dzieciakiem w krótkich majtkach, który uwierzył w swoją osobistą misję zbawienia. Nie rozumiał (chociaż dostawał wiele razy tą wiedzę podaną jak na tacy), że jest tylko elementem systemu, który w swej naturze jest zamknięty, że de facto jest grą w wielu odsłonach. 

Wolna wola jest tym elementem systemu, który pozwala odgrywać i tworzyć wciąż nowe scenariusze, jednak zawsze oparte o ten sam schemat działania. Schemat ten powoduje, że co jakiś czas człowiek (dusza) dochodzi do miejsca, w którym jest konfrontowany ze swoimi dziełami i może wtedy dokonać samooceny. Od tego jak będzie wyglądała ta samoocena będzie zależało jakiego następnego wyboru dokona. 

Człowiek jest wojownikiem. Walczy, a tym co pozwala na walkę (na bunt) jest właśnie wolna wola. Z jednej strony błogosławiony czynnik, który pozwala wyodrębnić jednostkę z sieci powiązań systemu, a z drugiej przekleństwo dzięki, któremu wikła się ona w ciąg przyczynowo - skutkowy, dokonując swoich wyborów w oparciu o własną niewiedzę. Cóż za głupota. 

Agent Smith jest programem systemu, Matrixa.
Matrix jest wymiarem przejawieniowym wszechświata. Nie istnieje żadna inna rzeczywistość dla przejawiania się indywidualności. Można mówić o rzeczywistościach wyższych lub o jakiejś metarzeczywistości, która jest jednią. To jednak nie ma żadnego znaczenia dla jednostki takiej jaką jest indywidualna dusza, nie mówiąc już o istocie takiej jak człowiek. Dla człowieka Matrix jest jedyną doświadczaną rzeczywistością, dopóki istnieje jako indywidualność. Rozsądek wskazuje aby poznać dobrze rzeczywistość, która daje mi życie. Wracając do agenta Smitha. Jest on swoistym aniołem systemu. Pilnuje aby prawa i zasady jakie zostały zaprojektowane nie były łamane. To jest jego zadanie. W rzeczywistości także istnieją tacy strażnicy. Istnieją hierarchie duchowe, które reprezentują ład i porządek wszechświata. Buntowanie się przeciwko nim (czymś takim jest chęć "ucieczki z Matrixa", "uwolnienie się od karmy" lub "ucieczka w oświecenie") jest oznaką niewiedzy i niedojrzałości duchowej. Smith nie jest postacią ani pozytywną, ani negatywną (pomimo tego, że w kontekście fabuły filmu jawi się jako wróg dobra). Podobnie anioły nie mają jednoznacznej charakterystyki. Anioł jest jakoby zaprogramowany zadaniowo. Zna dokładnie swoje zadania i wykonuje je bez oparcia w emocjach. 

Rzeczywisty rozwój duchowy wcale nie ma na celu ucieczki z systemu opresji i cierpienia, jak wielu ludzi go postrzega (postrzega w oparciu o własne zmysłowe doświadczenia). Nie ma też na celu osiągnięcia oświecenia aby rozpuścić się w źródle wszechistnienia. Jedynym celem rozwoju duchowego jest wiedza o istocie rzeczywistości, a więc ciągły rozwój świadomości "Ja". Doświadczenia ludzkie zależą bezpośrednio od poziomu rozwoju indywidualnej świadomości. Od stopnia zdolności zrozumienia swojego miejsca w egzystencji, a także od jakości rozumienia tej egzystencji. Inaczej będzie żyła i innych wyborów dokona jednostka, która nie jest świadoma istnienia wielowymiarowości własnej świadomości, nie jest świadoma istnienia ciągłości egzystencji "Ja", nie uznaje możliwości istnienia świadomości poza ciałem biologicznym, a zupełnie inaczej będzie funkcjonowała jednostka posiadająca wiedzę duchową i będąca świadomą swojej pozafizycznej egzystencji. Dlatego jakość samoświadomości determinuje losy jednostki. 

Czy wiedząc to wszystko można czynić wyrzuty tym jednostkom, które są niedojrzałe, czy można je deprecjonować i stawiać do przysłowiowego kąta ?
Tak można ! 
Ale nie dlatego, że są czymś gorszym, nie dlatego, że należy im się kara za niedojrzałość. Należy to robić ponieważ taki jest imperatyw ewolucyjny (deterministyczny) samego systemu, który wymaga od jednostek postępu. Cały wszechświat ewoluuje, rozwija się. Tak samo muszą ewoluować jednostki duchowe. Indywidualne ego, a więc ta część samoświadomości jednostkowej, która nie "rozumie" istoty współzależności całego systemu, nie chce jednak ewoluować. Chce powodowane wolną wolą, decydować ... chce wybierać dla siebie i tylko dla siebie (ewentualnie dla kilku innych jednostek, które uzna za sobie bliskie). Tak rodzi się dysonans. Tak rodzi się karma. Karma jest różnicą pomiędzy tym co wybiera ego, jako formę emanacji indywidualnej wolnej woli, a tym co jest słuszne dla systemu (Matrixa). 

Człowiek rozwinięty duchowo, to ktoś kto rozumie, że dobro systemu jest ważniejsze od "dobra" jednostki" w danej chwili. 
Jest to myśl, która uderzy w wielu czytelników jak przysłowiowy grom z jasnego nieba (lub w nawiązaniu do przytoczonej trylogii filmowej, jak "Młot Thora"). Jednak tą właśnie wiedzę posiedli w stopniu doskonałym mistrzowie, nauczyciele, mistycy i prorocy duchowi wszystkich epok. To z tej wiedzy wywodzą się duchowe slogany mówiące o "oddaniu się Bogu", o "byciu doskonałym sługą", o "pełnej akceptacji siebie".

Trzeba też jednak rozumieć jednostki niedojrzałe, których samoświadomość nie ogarnia jeszcze złożoności systemu, którego są częścią.
Podobnie jak Neo bohater filmu, który walczy w imię wolnego wyboru, o bliżej nieokreśloną wolność dla istot, które nie będą istniały wieczne.
Po co ?
Czy tylko po to aby umrzeć w poczuciu wolności ?.
Każdy powinien sobie zadać to pytanie indywidualnie.

Mówi się, że Bóg spełnia wszystkie prośby swoich wyznawców (czy tych, którzy takie prośby składają) ale tylko wtedy, gdy te prośby będą pożyteczne i pozytywne w swoich skutkach tak dla proszącego, jak i dla całej reszty.
Co to oznacza ?
Tylko tyle, że Bóg (budowniczy Matrixa) realizuje tylko takie prośby, które są dobre dla systemu, a nigdy takie, które są "dobre" tylko dla jednostki.
Podobnie działają strażnicy systemu (anioły).

Z tego też powodu nie może działać w sposób arbitralny "prawo przyciągania".
Ono działa w sposób integralny.
Rzeczywiście można takie prawo opisać i wyróżnić.
Jest po prostu emanacją karmy indywidualnej jak i zbiorowej.
Jednak nie jest to prawo woluntarystyczne, a więc tak jak to jest opisywane przez piewców nowych duchowości głównie z Ameryki.
Wolna wola jest narzędziem ego, tak samo jak ego jest narzędziem duszy, a dusza jest narzędziem Matrixa.
Chociaż zamiast określenia narzędzie można by użyć zwrotu "dziecko".

Matrix jako metaforyczne zobrazowanie systemu przejawieniowego, jest tożsamy z wyznawaną przeze mnie duchową filozofią Advaitawedanty.
Jest to system, w którym niedualizm pierwotny zawiera w sobie nieskończoność dualizmów wtórnych, które (podobnie jak filmowy Matrix) są w ujęciu "niepodzielnego" Brahmana li tylko iluzjami (maya).
Jednak iluzje te są jedyną możliwą areną, na której mogą egzystować i przejawiać się dusze - indywidualne formy świadomości.



WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA

Rola cierpienia w życiu i metody, które mają nas z niego wyzwolić. Na podstawie nauk Byron Katie, Eckharta Tolle i im podobnych.

"Odkryłam, że kiedy wierzyłam swoim myślom, cierpiałam, a kiedy im nie wierzyłam, nie cierpiałam, i że to samo dotyczy wszystkich. Wolność jest właśnie taka prosta. Odkryłam, że cierpienie jest wyborem. Odkryłam w sobie radość, która nigdy nie zniknęła, nawet na chwilę. Ta radość jest w każdym zawsze"
Byron Katie

Metoda takich "nauczycieli" jak Byron Katie wychodzi z tego samego punktu co nauki Buddy.
Chodzi o cierpienie i jego doznawanie.
Jeśli cierpię to jest mi źle, a chcę/wolę aby było mi dobrze lub mniej źle.
To takie założenie.
Zresztą większość współczesnych nauk duchowych wychodzi z tego założenia, co z mojego punktu widzenia jest już fałszowaniem rzeczywistości.
Te wszystkie nauki (podobnie jest z Tolle, Mooji, Sisson, Tipping i wielu innych) są tak naprawdę pewnymi formami psychoterapii.
Rozwój duchowy to coś jednak innego.
Istnieje inna droga niż ta, która ma wyzwolić nas z cierpienia.
To droga (jak pisał Gombrowicz) pełnego wchłonięcia cierpienia, zintegrowanie się z nim, a więc pełna akceptacja swojego bytu.
Ta jest jednak trudna.
To co proponują Katie, Tolle i inni, jest de facto ucieczką przed tym czego nie akceptuję.
Cierpię i chcę to natychmiast zmienić.
Tymczasem wiedza duchowa mówi, cierpisz z jakiegoś powodu, cierpienie cię uczy, wskazuje ci na prawdę.
Całe życie jest faktycznie ciągiem cierpień przeplatanych mniej traumatycznymi wydarzeniami, jest ciągiem cierpień, które kończą się śmiercią ciała.
Całe cierpienie ma związek z ciałem i tylko z ciałem.
Urodzenie się jest samo w sobie źródłem cierpienia.
Wyzwolenie duchowe nie ma być ucieczką od cierpienia ... w jakiejkolwiek formie, nawet tej zakamuflowanej (w formie terapii proponowanej przez różnych "obudzonych").
Wyzwolenie duchowe polega na uświadomieniu sobie tego, że nie ma żadnej ucieczki, ani od ani do.
Oczywiście dla tych, którzy są zbyt słabi aby podjąć trud akceptacji własnej istoty pozostają terapie (te oficjalne, jak i te alternatywne).
Trzeba jednak wiedzieć, że tego rodzaju działania tylko odcinają bodziec traumatyzujący, nie anihilują go, nie integrują go z całością. 
Zablokowanie bodźca wyzwalającego cierpienie (tak jak w przypadku metody pani Katie) jest odcięciem się od prawdy o samym sobie.
Nigdy nie doprowadzi do samorealizacji duchowej.
Pozwoli co najwyżej we względnej "radości" dożyć swoich dni w danym ciele.
Abstrahując od ścieżki duchowej, a skupiając się na istocie samego cierpienia można zaobserwować ile piękna w wyniku istnienia owego zaistniało na świecie.
Sztuka, dzieła architektury, wielkie projekty etc.
Chęć wyeliminowania całkowicie cierpienia jest czymś naturalnym, jednak jest nieporozumieniem w warunkach ziemskiego bytowania człowieka (czy raczej duszy egzystującej poprzez biologiczny avatar ciała).
Człowiek jest z natury istotą dwubiegunową i "musi" oscylować wokół biegunów (radość - cierpienie).
Integracją cierpienia jest podążanie drogą środka, a więc osiągnięcie właściwego balansu, proporcji między radością i cierpieniem.
Czy można tego jednak dokonać poprzez "odcięcie" elementów wywołujących cierpienie ?
Można - to jest właśnie metoda proponowana przez wyżej wymienionych nauczycieli.
Jednak w kwestii duchowego spełnienia nie będzie to skuteczne i nie doprowadzi do celu.
Dopiero pogodzenie się z tym co naturalne, przy jednoczesnym przyjęciu właściwej postawy duchowej, pozwala na uzyskanie pełnej harmonii, co jest jednoznaczne z utożsamieniem się z planami własnej duszy.
W rozwoju duchowym bowiem chodzi właśnie o to, a nie o komfort ciała, za którym wszyscy tak gonią.
Jest to jednak pogoń za trupem.

WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA

Wywiad z pisarzem Stefanem Chwinem - bardzo polecam !!!





O negatywnej roli "Sekretu" Rhondy Byrne w rozwoju duchowym, o niemożliwości uzyskania trwałego sukcesu w oparciu o tzw. prawo przyciągania, jak też o niemożliwości działania samego prawa w odniesieniu jednostkowym.

Przez ostatnie lata wielki sukces odniósł tzw. "Sekret" niejakiej Rhondy Byrne.
Niesamowita kampania reklamowo propagandowa przetoczyła się niemal przez cały świat.
Powstała książka, a także film, w którym wystąpiły osoby, które dzisiaj są już skompromitowane (o czym pisałem wcześniej).
Prawo przyciągania miało się stać panaceum na wszelkie bolączki, a jego zastosowanie miało jakoby dać możliwość wykreowania sobie dowolnie wymyślonego życia.
Oczywiście kilkuletnia zaplanowana z góry akcja bogacenia się dotyczyła tylko wybranej grupy tych, którzy ową koncepcję stworzyli i ją promowali.
Dzisiaj zaczyna się rozdział drugi tej epopei pod tytułem:
"Dlaczego Sekret nie działa".
Tysiące, a może i miliony wypełnionych nadzieją, która przez lata nie zaowocowała niczym pozytywnym, teraz rzucą się na kursy, szkolenia i książki, które będą w sposób "naukowy" wyjaśniały z jakich powodów "Sekret" nie zadziałał w ich przypadku i co zrobić aby jednak zadziałał.
Kolejne lata prosperity dla autorów tego "przekrętu" są zagwarantowane.
Moja rada dla naiwnych.
Zanim podejmiecie jakiekolwiek próby stosowania praktyk lub zasłyszanych koncepcji będących w rzeczywistości "ogólnymi teoriami wszystkiego" (czyli de facto niczego), najpierw postarajcie się zrozumieć fundamenty funkcjonowania rzeczywistości, tak w wymiarze energetycznym jak i fizycznym, który jest skutkiem tego pierwszego.
Posiadanie tej wiedzy pozwoliłoby zrozumieć wielu uwiedzionym, że ów "Sekret" w wymiarze jednostkowym po prostu nie ma prawa działać, a jego popularność brała się tylko i wyłącznie z marzeń i pragnień ludzi, o życiu innym niż to, które wiedli.
Samo w sobie nie jest to oczywiście niczym negatywnym, gdyż zrozumiałym jest, że każdy człowiek dąży do takiej lub innej formy szczęścia.
Jednak wiara w coś co z gruntu rzeczy nie może "działać" jest wyrazem naiwności i niewiedzy.
Są oczywiście tacy (sam ich znam), którzy twierdzą, że "Sekret" odmienił ich życie, że jest systemem wiedzy, który pozwolił im osiągnąć sukcesy.
Ludzie ci nie rozumieją jednak, że mechanizm ich "sukcesu" nie ma absolutnie nic wspólnego z "Sekretem".
Ich sukcesy wynikają z ich zaangażowania, a więc z pracy oraz naturalnego, przyrodzonego jednostce i niezmiennego potencjału.
Sam "Sekret" stał się w tym wypadku tylko pewnym bodźcem i bywa stałym elementem auto-inspiracji.
Gdyż wierząc w cokolwiek, czynimy to amuletem, a więc nadajemy temu rangę mocy sprawczej.
Jednak z samym fenomenem nie ma to nic wspólnego.
Mechanizmy "Sekretu" działać nie mają prawa gdyż są uzależnione od indywidualnego widzimisię każdego praktykującego, Kosmos (Wszechświat, Bóg) zaś nie pozwala na krnąbrne i egoistyczne spełnianie swoich zachcianek jednostki w taki sposób aby cała reszta się temu podporządkowywała.
Kosmos wystawia rachunki tym, którzy starają się naginać jego prawa.
Taka jest jego natura.
Reasumując.
Jakkolwiek zasady ogólne przedstawione w koncepcji "Sekretu" można uznać za zbliżone do tych jakie istnieją w rzeczywistości kreacyjnej Kosmosu, to już próba nauczania ludzi ich zastosowania dla swoich własnych egoistycznych potrzeb, zawsze skończy się klęską.
Wynika to z tego faktu, że Kosmos w swoim duchowym (energetycznym) wymiarze posiada naturę jednego zamkniętego systemu, w którym każdy element wpływa na każdy inny.
Każdy z tych elementów posiada swoją charakterystykę, a tym samym swoją funkcję do wypełnienia.
Fakt, że ów system jest niewyobrażalnie elastyczny, rozciągliwy i jest w stanie multiplikować w wielu wymiarach, nie zmienia faktu, że jakakolwiek próba dominacji wybranej jednostki nad resztą jednostek, zaburza funkcjonowanie układu, a to zawsze kończy się najpierw chorobą, a później rekonwalescencją.
System samo-leczący Kosmosu nazywa się prawem karmy ... jest to taki Boski antybiotyk.
Dlatego nie istnieje możliwość wykreowania, przyciągnięcia do siebie trwałego sukcesu, szczęścia lub czegokolwiek innego na zasadach podanych w "Sekrecie" i nauczanych na kursach "prawa przyciągania".
Po prostu Kosmos na to nie pozwoli.
Czym innym jest stwarzanie własnej egzystencji w oparciu o prawa i zasady rozwoju duchowego.
Ale to zupełnie inny temat.



WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA

O niewłaściwym zrozumieniu podstawowych założeń wiedzy duchowej, takich jak: akceptacja rzeczywistości, prawo karmy, słuszność lub niesłuszność oceniania/osądzania.

Akceptacja rzeczywistości jest jednym z najważniejszych zadań dla człowieka wstępującego czy podążającego drogą duchowego rozwoju (pisałem o tym wiele razy).
Jednak ta akceptacja nie polega na zgadzaniu się na wszystko co jest.
Kto tak sądzi poddaje się ignorancji opartej na lenistwie.
Piszę o tym ponieważ zauważyłem, że wielu ludzi uważa, iż koncepcja akceptacji rzeczywistości polega na jałowym poddaniu się temu co się dzieje, jest niejako zrzeczeniem się prawa wolnej woli, jest przyjęciem postawy "chorągiewki na wietrze".
W żadnym razie taka postawa nie jest postawą duchową.
Wręcz przeciwnie.
Akceptacja potencjału własnego, akceptacja stanu rzeczywistego o to w tym chodzi.
Jest to postawa będąca na antypodach postawy poddania się złudzeniu i iluzji fantazjowania na temat życia.
Akceptacja siebie takiego jakim się jest w znaczeniu posiadania określonego potencjału, określonej charakterystyki osobowości, określonych uwarunkowań życiowych w jakich przyszło egzystować.
Lecz już nie akceptacja wszystkiego tego co następuje.
Każdy człowiek posiadający określony i niezmienny potencjał jest istotą dwubiegunową, a tym samym wszystkie jego cechy posiadają charakterystykę dwubiegunową.
Tak zwany biegun światła i biegun cienia.
To od poszczególnej ludzkiej jednostki zależy co dla siebie i dla innych (biorąc pod uwagę interakcje międzyludzkie)  z tego spectrum cech wybierze.
Może wybrać dobro, a może wybrać zło.
Wszystko to znajduje się w pakiecie potencjału jego pola świadomości, którym włada w oparciu o prawo wolnej woli.
Nic, żadne prawo ani żadna zasada nie zwalnia człowieka z odpowiedzialności za bieżące postępowanie.
Akceptacja rzeczywistości w znaczeniu duchowym jest w końcu skupieniem swojej energii istnienia (Ja Jestem) w jednym punkcie, w wiecznym "teraz".
To o tym piszą nauczyciele duchowi tacy jak np. Eckhart Tolle.
Tu i Teraz, teraźniejszość to nie jest żadna figura filozoficzna ale li tylko technika, narzędzie pokierowania skupieniem swojego umysłu, a de facto swojego potencjału tak aby móc wykorzystać go jak najlepiej, jak najefektywniej.
Wyciąganie z tego jakichkolwiek innych wniosków, takich jak to, że nie ma żadnej przyszłości ani przeszłości, jest tylko teraz lub to, że nie warto myśleć o tym co będzie, liczy się tylko teraz ... jest czystym absurdem i nie prowadzi do niczego pozytywnego.
Niezrozumienie istoty akceptacji rzeczywistości takiej jaką jest w jej duchowym wymiarze, skutkuje w końcu wszelkimi postawami anty-duchowymi, takimi jak:
-relatywizm
-nihilizm
-znieczulica
-uzasadnianie wszystkiego tym, że tak musi być i należy to akceptować itd.
Taka postawa to prosta droga do upadku moralnego (poprzez zachwianie zasad i wartości uniwersalnych) i duchowego (poprzez przyjęcie na siebie karmy zaniechania ...
dla przykładu :
Osoba, której sąsiedzi maltretują przez kilka lat swoje dziecko, co skutkuje jego śmiercią, a która nic z tym nie zrobiła, nie zawiadomiła policji itd. ... jest współwinna tej sytuacji i tym samym przyjmuję na siebie karmę zabójcy).
Kolejną istotną kwestią jest sprawa samej karmy.
Powszechne niezrozumienie, niewiedza, infantylne pojmowanie praw i zasad karmicznych (które same w sobie są w założeniach bardzo proste, ale już w praktyce są tak złożone, że nie są możliwe do całkowitego opisania) jest powodem nie mniejszych, a nawet większych wypaczeń w kształtowaniu właściwych z duchowego punktu widzenia postaw.
Otóż istnieje wiele elementów "wiedzy" na temat samej zasady karmy, jak i wniosków jakie wynikają w związku z istnieniem tego prawa.
Jeśli niewykształcony, mało rozwinięty intelekt stara się objaśniać (choćby dla samego siebie) prawa karmy, może dojść do stworzenia hybryd, chimer  i koncepcji obrazujących stan rzeczywistości, którego nie ma i być nie może.
Fałszywe, oparte na niedojrzałym zrozumieniu interpretowanie praw karmy skutkuje w praktyce wynaturzeniami, które doprowadzają do absurdalnych twierdzeń takich jak :
- nie istnieje nic złego, wszystko jest w jakimś celu ponieważ wynika z praw karmy;
- nie ma winnych, są tylko uczący się;
- każdy otrzymuje to na co sobie zasłużył, a więc de facto to oprawca jest ofiarą.
Dochodzi tutaj zatem do niedorzecznego usprawiedliwienia zbrodni, występku, amoralnego zachowania, usprawiedliwienia konieczną do odpracowania karmą lub nauką itd.
W tym miejscu należy wspomnieć, że nie wszystkie te stwierdzenia są nieprawdziwe.
Jak zwykle najwięcej problemów jest tam, gdzie prawda miesza się z nieprawdą.
Tak więc każdy człowiek rzeczywiście otrzymuje to na co sobie zasłużył.
To jest jedna strona medalu, jednak inna jest taka, że nikt patrzący z boku na tą sytuację nie ma prawa w związku z tym czuć się "rozgrzeszony".
Trzeba się w tym miejscu posłużyć przykładem.
Weźmy dziewczynę, która prowadzi się niemoralnie, często zmienia partnerów seksualnych, chadza z nieznajomymi na imprezy i w ogóle zachowuje się prowokacyjnie, a jej otoczenie wie o tym, obserwuje to, jest świadome jej postępowania. I nagle, pewnego dnia ktoś kto ją zna i wie jaka jest na co dzień, widzi sytuację gdy kilku mężczyzn gwałci tą dziewczynę.
Osoba ta nic z tym nie robi, nie interweniuje, nie wzywa pomocy, a na domiar tego pomyśli sobie: "a to teraz ma wywłoka za karę".

Wtedy taki ktoś staje się jej współoprawcą, a więc partycypuje w karmie gwałcicieli.
Jeśli ktoś kto dowie się o tej sytuacji, a nie widział całego zajścia pomyśli lub powie: "Dobrze jej tak, sama sobie jest winna", również poniesie odpowiedzialność tak jakby sam dokonał tego gwałtu.
Tak samo ma się sprawa gdy ktoś wykorzystuje dla własnej znieczulicy i obojętności prawo karmy, tłumacząc sobie: "ona na to zasłużyła, to i dostała zgodnie z prawem przyczyny i skutku".
Ten ktoś też współdzieli karmę bandytów.
Jest tak również wtedy gdy ktoś chce usprawiedliwiać lub wybielać oprawców tym, że "przecież tylko wykonywali prawo karmy" - byli narzędziem i nie są winni.
Lub może jest tak, że sami w poprzednich wcieleniach padli ofiarami tej dziewczyny, gdy ona była oprawcą, a więc teraz jej odpłacają tym samym w ramach wzajemnej nauki.
Ewentualnie ona sama ich przyciągnęła do siebie lub nawet "umówiła" się z nimi przed wcieleniem itd.

To też zostanie policzone jako współudział w zbrodni, gdyż niewiedza i nieświadomość prawa nie zwalnia z odpowiedzialności przed nim (taka zasada obowiązuje w prawie ludzkim jak i w kosmicznym). 
Ostatni przykład jest bardzo typowym rozumieniem praw i zasad karmy dla ludzi prostych, prymitywnych, ludzi nie posiadających jakiejkolwiek głębszej wiedzy i tych, którzy nie zajmują się zgłębianiem duchowych praw, a tylko stosują na własne potrzeby z gruntu prostackie wyjaśnienia.
Zazwyczaj po to aby poczuć się lepiej, aby nadać jakikolwiek sens swojemu niezrozumiałemu życiu, po to aby w jakikolwiek sposób móc wyjaśnić sobie to co się dookoła dzieje.
Jednak z wiedzą rzeczywistą nie ma to nic wspólnego.
Człowiek jako nośnik duchowej świadomości jest obowiązany poprzez imperatywy ewolucyjne podążać drogą rozwoju tejże (bez względu na to czy jest tego świadomy czy nie).
To nakłada na człowieka określone obowiązki.
Te obowiązki to :
- rozpoznanie praw rzeczywistości;
- rozeznanie pomiędzy dobrem, a złem;
- konieczność dokonywania wyborów w oparciu o wolną wolę (czyli atrybut umożliwiający dokonanie wyboru w danej chwili, sytuacji etc.) ;
- obowiązek przyjęcia właściwej postawy życiowej (niewłaściwa owocuje odpowiednimi konsekwencjami) ;
- świadomość odpowiedzialności za określone postawy.
Jeszcze jedną ważną kwestią obok niewłaściwie rozumianej akceptacji rzeczywistości i źle rozumianego prawa karmy, jest sprawa oceniania i wydawania osądów określonych ludzi lub określonych spraw.
W obiegowej, potocznej i mocno prymitywnej wiedzy, uznawane za przynależne właściwej postawie duchowej jest nieocenianie i nie wydawanie osądów.
Za wykładnię takiego rozumienia bierze się (czynią to niektórzy) nauki Jezusa Chrystusa opisane w Ewangeliach.
Oczywiście ludzie owi nie chcą być świadomi tego, że na podstawie Ewangelii reinkarnacja w ogóle nie istnieje.
Jednak nie jest to dla nich żaden problem.
Nie chodzi przecież o dociekanie prawdy ale o stworzenie sobie obrazka rzeczywistości, który pasowałby do własnych fantazji na temat i powodował spokojniejsze przeżywanie doczesności (choćby w całkowitej ignorancji i iluzji).
Takie koncepcje są oczywiście domeną wielokrotnie krytykowanego przeze mnie njuejdżu.
Wracając jednak do samej istoty oceny i osądu.
Oczywiście ocena i osąd definiują samego oceniającego, osądzającego.
I w tym tkwi ich siła i sens.
Ocena jest jednym z narzędzi rozwoju i jest czymś jak najbardziej pozytywnym.
To w jaki sposób oceniam sytuację czy osobę pokazuje w jakim punkcie jestem, na jakim poziomie zaawansowania się znajduję.
Kto uważa, że ocenianie jest czymś niewłaściwym ten nie rozumie ani praw karmy, ani nie rozpoznaje praw rzeczywistości, ani też nie potrafi właściwie zrozumieć istoty akceptacji.
Ocena sytuacji czy człowieka daje oceniającemu możliwość zweryfikowania swojej postawy, a więc jest narzędziem imperatywu ewolucyjnego, o którym była mowa powyżej.
Ocena jest też weryfikatorem stanu świadomości danej osoby.
Jak oceniam, w jaki sposób, w oparciu o jakie kryteria, co biorę pod uwagę oceniając, jakimi aspektami się kieruję itd.
Czy ocena jest przemyślana, czy jest bezmyślna i oparta tylko na emocjach - to wszystko stanowi o jakości świadomości ludzkiej i jest podstawą do wykreowania (siłami prawa karmy) jej dalszych losów.
Oceniać zatem należy i jest to jak najbardziej właściwe.
Podobnie jest z osądzaniem, chociaż niektórzy (ci bardziej przestraszeni) rozdzielają osądzanie samego człowieka od jego czynów.
Jest to jednak niedorzecznością gdyż czyn człowieka bezpośrednio wynika z jego duchowej emanacji - tak więc czyn i czyniący są tym samym.
Osądzenie człowieka/czyniącego jest właściwe z duchowego punktu widzenia.
I nie mam tutaj na myśli tzw. ziemskiego wymiaru sprawiedliwości, który sam w sobie jest też określoną emanacją duchowej (wspólnotowej) świadomości.
Osądzenie wskazuje na umiejętność rozróżniania dobra od zła (oczywiście ci, którzy uważają, że dobra i zła nie ma, a jest jedynie ... nie do końca wiadomo co ... ci będą mieli trudność ze zrozumieniem tych założeń).
W danej chwili, w danym czasookresie dany człowiek, który popełnia czyn haniebny, zbrodniczy musi być osądzony negatywnie i nazwany tak jak na to zasługuje.
Bez względu na to jakie są przyczyny takiego jego postępowania (bez względu na to jakie uwarunkowania karmiczne popychały go do takiego, a nie innego zachowania).
Taki ktoś musi być potępiony.
Jednak osąd nie zamyka drogi ewolucyjnej takiej jednostce.
Dzisiaj osądzony zostaje jako bandyta, zwyrodnialec i zbrodniarz ale jutro (choćby to jutro miało mieć miejsce w innym miejscu i czasie - w czasie innej inkarnacji) ten ktoś może zostać osądzony jako święty, o ile jego ewolucja przybierze taki kierunek rozwoju.
Osądzający nie ma obowiązku znać karmicznej przeszłości danej osoby, a każdy osąd tak dla osądzającego jak i dla osądzanego jest aktem podsumowującym określony etap duchowej ewolucji.
I to dlatego jest to tak istotne.
Czy istnieją konsekwencje wydanej oceny czy osądu ?
Oczywiście, że tak.
Jedynym kryterium wartości tych konsekwencji jest prawda.
Jeśli osąd, ocena są wydane w oparciu o prawdę (którą wpierw należy rozpoznać właściwie) to konsekwencje dla oceniającego, osądzającego będą pozytywne, jeśli jest odwrotnie i ocena jest wydana pochopnie, bez rozmysłu, bez rozwagi, w oparciu o nieprawdziwe przesłanki, wtedy taki ktoś bierze na siebie konsekwencje negatywne.
I właśnie strach przed niewłaściwą oceną, osądem jest jednym z kryteriów, które w swojej "filozofii" uwzględniają piewcy "nieoceniania".
Skoro mam się pomylić w ocenie to lepiej wcale nie oceniać, w zgodzie z zasadą "gdybym wiedział wcześniej, że się przewrócę to sam bym się położył" ;).
To jest jednak dziecinada, która nie przystoi duchowym aspirantom.
Jakakolwiek decyzja motywowana strachem/lękiem jest niewiele warta, podobnie jest z zasadą nieoceniania, nieosądzania.
Aspirant duchowy jest odważny (musi być) i całkowicie świadomy odpowiedzialności za własne czyny (słowa, myśli), wydaje oceny i osądy ze świadomością ich konsekwencji, które same w sobie go definiują i powodują wzrost lub upadek duchowy.

Ludzie głoszący kult nieoceniania, nieosądzania są nieświadomi tego, że brną w inercję, brną w stagnację, brną w nicość.
Stają na drodze kosmicznej ewolucji.
To jest droga antyduchowa.
Kto i dlaczego wypromował taką wiedzę i takie postawy, to już inna sprawa i temat na innego rodzaju rozważania.
Wielu czytających oczywiście zszokują te poglądy.
Wynika to z braku dogłębnej wiedzy, którą to przekazywali mistrzowie i nauczyciele duchowi na przestrzeni tysięcy lat.
Jednak prawdziwie dociekliwi potraktują ten tekst jako wstęp do pogłębionych poszukiwań i badań nad powyższymi zagadnieniami.
Opieranie się na zasłyszanych sloganach, na hasłach, które pokazują łatwe rozwiązania i w sposób prosty ukazują konstrukcję rzeczywistości, jest drogą na manowce.
Postawa duchowa dla adepta duchowości ezoterycznej nie może też opierać się na kultywowaniu świętoszkowatej postawy w imię tego, że tak z pewnością powinien się zachowywać człowiek uduchowiony.
To jest zakłamywanie rzeczywistości i okłamywanie samego siebie.
Adept ścieżki duchowej przede wszystkim kultywuję życie w prawdzie i dąży do poznania istoty spraw tak jak się one w istocie mają, a nie tak jakby się to chciało widzieć.
Dlatego jest to ścieżka trudna i nie dla każdego.
Jednak już każdy może szukać w tych treściach inspiracji i zachęty dla samego siebie, aby starać się zrozumieć co i dlaczego powoduje określone stany istnienia ludzkiego bytu.

WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA

Formularz kontaktowy - jeśli masz jakieś pytanie, zapraszam do korespondencji

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *