translate

Zagubiony


Zgubiłem się i nie mogę się odnaleźć.
Dlaczego się zgubiłeś ?
Bo szukałem.
Czego szukałeś ?
Domu swojego.
A dlaczego go szukałeś ?
Bo go zgubiłem.
Skąd wiesz , że zgubiłeś ?
Bo zapomniałem.
Czego zapomniałeś ?
Tego gdzie jest.
Jeśli nie pamiętasz gdzie jest twój dom, to skąd wiesz, że go zgubiłeś ?
Tego też nie wiem,
A co wiesz ?
Wiem , że czuję.
Ale co czujesz ?
Czuję zagubienie.
Wierzysz w to co czujesz ?
W co innego mam wierzyć ?
Tego nie wiem.
A co wiesz ?
To, że czuję.
Ale co czujesz.
To, że się boisz.
Czego się boję ?
Tego, że nie wiesz.
Ale czego nie wiem ?
Tego kim jesteś.
A kim jestem ?
Tego nie wiem.
A kto to wiedzieć może ?
Ty mi powiedz.
A Ty kim jesteś ?
Tego nie wiem.
Więc z kim rozmawiam ?
A jakiego domu szukasz ?

Ps.
"Ten , którego miałem poszukać,
wyszedł mi na spotkanie.
I tenże właśnie stał się mną,
a ja nazwałem go drugim"


KABIR



WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA

Nauki o mantrach


                                       

TAJEMNICA MANTRY

Mantra jest źródłem wszystkiego, co robimy na tym świecie. Jest podstawą wszystkich naszych działań praktycznych, jak również jogi, medytacji i wiedzy. Mantra jest jednym z najważniejszych czynników w Siddhajodze. Poprzez mantrę Siakti Guru przenika w ucznia, a powtarzając mantrę sprawiamy, że Siakti działa z wielką siłą.
Mantra jest dźwiękiem, a dźwięk rozbrzmiewa we wszystkim, co istnieje we wszechświecie. Kiedy woda płynie, wydaje bulgoczący dźwięk. To jest mantra. Kiedy wiatr wieje wśród drzew, wydaje szemrzący dźwięk. To jest mantra. Kiedy chodzimy, nasze kroki wydają dźwięk i to również jest mantra. Także w istotach ludzkich istnieje wrodzony, niezniszczalny dźwięk, który się nieustannie powtarza wraz z oddechem. 
Dźwięk ma ogromną moc. W istocie ma on moc stworzenia całego wszechświata. Napisane jest, że Bóg najpierw zamanifestował się jako dźwięk. Upaniszady powiadają, że na początku był dźwięk, który rozbrzmiewał jako Om i że wszystko powstało z tego dźwięku. Nawet współcześni uczeni, podobnie jak nasi starożytni mędrcy, zaczynają uznawać istnienie wibracji, która rozbrzmiewa nieustannie w kosmosie. Ta wibracja leży u podłoża całej materii i stanowi podstawę wszystkiego, co istnieje. Tak, jak pulsuje ona we wszystkim we wszechświecie, pulsuje również w nas. Ta wewnętrzna pulsacja, którą możemy odkryć tętniącą u podłoża naszego umysłu, jest prawdziwą mantrą i jest to w istocie rzeczy Kundalini, boska energia. Poprzez Matrikę Siakti z tej wewnętrznej pulsacji powstają niezliczone litery i sylaby, które dają początek wszystkim wewnętrznym i zewnętrznym światom.


NAZWA I JEJ PRZEDMIOT

Złożone razem litery i sylaby tworzą słowa. Zarówno nasze duchowe jak i powszednie życie możliwe jest jedynie dzięki słowom. Bez mowy nie moglibyśmy wykonywać naszych czynności. Każde słowo, jakie używamy, ma swoją moc i wywołuje określoną reakcję. Na przykład kiedy wchodzimy do sklepu spożywczego i prosimy o jabłko, dostajemy jabłko, a nie coś innego. Taka jest moc zwykłego słowa, które możemy nazwać mantrą powszednią. Tak, jak powszednie słowo daje nam kontakt z przedmiotem, który oznacza, tak mantrą duchowa przynosi nam kontakt z najwyższym celem życia ludzkiego - z Jaźnią. Taka mantra nie jest zwykłą kombinacją liter i sylab, ale żywą siłą. Imię Boga nie jest czymś różnym od Boga. Aforyzm Siwaizmu Kaszmirskiego głosi: "Mantra jest Najwyższym Panem". Mantra zwana jest dźwiękowym ciałem Boga: jest Bogiem w formie dźwięku. W Bhagawad Gicie Pan Kriszna powiada: "Pośród obrządków Ja jestem obrządkiem powtarzania mantry". Chce On przez to powiedzieć, że podczas gdy inne techniki bywają środkiem do osiągnięcia Go, mantra jest Nim samym. Dlatego właśnie tak łatwo jest doświadczyć Boga powtarzając mantrę. Powtarzanie mantry bardzo szybko przynosi owoce. Wielki święty Tukaram powiedział: "Z imieniem Boga na ustach, szczęście wyzwolenia jest w twoim ręku".
Nic w tym dziwnego, jeżeli zważymy, jak szybko działają na nas nawet zwykłe słowa. Kiedyś pewien święty wygłaszał wykład na temat potęgi mantry. Powiedział: 
- Mantra posiada moc prowadzenia nas do Boga. Słysząc to, pewien sceptyk z grona słuchaczy wstał i krzyknął: 
- To nonsens! Jak powtarzanie jakiegoś słowa może zaprowadzić nas do Boga? Jeżeli będziemy powtarzać "chleb, chleb, chleb", czy ukaże się nam bochenek chleba? 
Święty warknął: 
- Siadaj, ty cymbale! 
Mężczyzna zaczął się trząść i poczerwieniał. 
- Jak śmiesz tak do mnie mówić - krzyknął. - Nazywasz siebie świętym, a obrażasz innych! Co z ciebie za człowiek? 
- Bardzo przepraszam, jeśli pana obraziłem - powiedział święty. - Proszę mi jednak powiedzieć, co pan teraz czuje? 
- Nie widzisz, co czuję? - krzyknął mężczyzna. - Jestem oburzony! Na to święty: 
- Użyłem tylko jednego obraźliwego słowa, a wywarło ono na ciebie tak silny wpływ! Skoro tak się dzieje, to dlaczegóż imię Boga nie mogłoby mieć mocy przeobrażenia cię? 
Podobnie jak obraźliwe słowo, mantra ma swoją moc. Jeżeli jednak chcemy uzyskać pełny owoc mantry, musimy powtarzać ją z pełną świadomością jej znaczenia. Święty poeta Tulsidas powiedział: "Wszyscy powtarzają imię Ramy, nie wyłączając oszustów, złodziei i kapłanów. Ale sposób, w jaki prawdziwi wierni powtarzali Imię, był zupełnie inny, ponieważ Imię zbawiło ich". W jaki sposób ci wielcy święci zrealizowali potęgę Imienia? Odpowiedź znajdujemy w aforyzmie Siwaizmu Kaszmirskiego, który wyjaśnia, że tylko kiedy rozumiemy iż osoba powtarzająca mantrę, a także sylaby mantry i przedmiot mantry stanowią jedność, mantrą daje szybkie rezultaty.
Przeważnie powtarzamy mantrę nie rozumiejąc tego procesu, sądząc, że sylaby mantry i przedmiot mantry są różne od siebie nawzajem i od nas. Dlatego mantra nie przynosi nam natychmiastowych owoców. Kiedy o tym pomyślisz, zrozumiesz, że to samo jest prawdą na poziomie powszedniego życia. Powiedzmy, że ktoś nazwie cię idiotą. Jeżeli nie przyjmiesz słówa "idiota" do siebie, nie zareagujesz na nie. Ale jeżeli utożsamisz się z tym słowem, możesz poczuć taki gniew, że zagotuje się w tobie krew. Gdybyś utożsamił się z imieniem Boga z tą samą łatwością, z jaką identyfikujesz się z obraźliwym określeniem, doświadczyłbyś jego działania od razu. 



WPŁYW MANTRY

Mantra może przekształcić całkowicie naszą istotę wewnętrzną. Myśli i uczucia, które w nas nieustannie powstają, tworzą nasz stan wewnętrzny. Na zewnątrz może się wydawać, że mamy ustaloną tożsamość - jeden jest prawnikiem, inny inżynierem, jeszcze inny lekarzem albo profesorem - ale od wewnątrz jesteśmy nieustannie zmieniającą się masą Świadomości. Kiedy kierujemy promień mantry na tę zmienną masę, stabilizuje on i nastawia ją w jednym kierunku - w kierunku Jaźni. Mędrcy powiadają, że tylko mantra może nam dopomóc w przezwyciężeniu naszej dezorientacji, naszych wyobrażeń i ciągłych zmian zachodzących w naszym umyśle. 
Co więcej, kiedy powtarzamy mantrę, zaczyna ona przenikać wszystkie składniki ciała. Każda myśl czy uczucie powstające w umyśle wywiera bezpośredni skutek na ciało. Nawet lekarze uznają obecnie, że nasze myśli mogą wywołać chorobę, albo pomóc nam w wyleczeniu się. Nasze myśli przenikają z umysłu do prany, z prany do obiegu krwi, a poprzez krew do całego ciała. Imię Boga przepływa przez nasz organizm w ten sam sposób, usuwając z krwi toksyny, oczyszczając prane, uwalniając umysł od negatywnych uczuć i wywołując radość w sercu. 
W miarę, jak wpływ imienia Boga przenika umysł, umysł sam staje się Imieniem. Innymi słowy umysł staje się boski. Powtarzanie imienia Boga powoduje w naszej Świadomości wewnętrznej rodzaj trzęsienia ziemi. Wszelkie myśli powstające w nas w życiu codziennym zostają zakodowane i tworzą wzorce trudne do usunięcia. Ale kiedy powtarzamy Imię, wszystkie te myśli i wrażenia zostają wymazane, a zakodowane zostaje imię Boga. W każdym momencie stajemy się tym, o czym myślimy. Jeżeli w umyśle powstaje obraz gniewu, a my się z nim utożsamiamy, wtedy przepełnia nas gniew. W ten sam sposób, jeżeli przez cały czas powtarzać będziemy mantrę z wielką miłością i zainteresowaniem, wtedy całkowicie pochłonie nas Bóg. Z samej swojej istoty mantra potrafi przekształcić poczucie, że jesteśmy indywidualną jednostką, w poczucie, że jesteśmy Bogiem. 
Nie powinniśmy uważać powtarzania mantry za zwykłą technikę. Pewien wielki święty powiedział, że przed samourzeczywistnieniem powtarzanie mantry jest praktyką duchową, ale po samourzeczywistnieniu staje się najczystszym nektarem. Dlatego to najwięksi święci nawet po osiągnięciu wyzwolenia powtarzali imię Boga. Dla nich powtarzanie mantry nie było zwykłą praktyką - było osiągnięciem wyzwolenia samym w sobie. 



ŚWIADOMA MANTRA

Istnieje siedemdziesiąt milionów mantr, które można znaleźć w książkach bądź uzyskać od różnych nauczycieli. Jeżeli jednak uczeń pragnie mantry, która go przeobrazi, musi uzyskać żywą mantrę, taką, która jest nasycona mocą Świadomości. Są dwa rodzaje mantry: czeitanja, czyli świadoma mantra i dżada, czyli mantra bezwładna. Bezwładną mantrę można znaleźć w książce, lub otrzymać od nauczyciela, który nie zrealizował jej mocy. Taka mantra nie ma siły, jest po prostu suchym i nieskutecznym zbiorem liter. Natomiast mantrę czeitanja otrzymuje się od Guru, który dostał ją od swego własnego Guru i który, w pełni rozwinąwszy jej moc, osiągnął samorealizację. Za taką mantra stoi pełna moc realizacji Guru i natychmiast zaczyna ona działać w uczniu. Kiedy uczeń powtarza mantrę, budzi się jego uśpiona Siakti i rodzi się w nim nowe życie. 
Mówi się, że człowiek ma dwóch ojców: ojca cielesnego, który daje mu życie poprzez swoje nasienie i ojca duchowego. Guru, który daje mu życie poprzez mantrę. Tak jak ciało zrodzone z nasienia odżywiane jest pożywieniem, tak ciało zrodzone z mantry odżywiane jest powtarzaniem mantry. Spraw więc, aby twoje życie wypełniło się mantrą. Powtarzaj ją nieustannie, niezależnie od tego, co robisz. Jeżeli powtarzasz ją przed pójściem spać, będziesz miał bardzo głęboki sen. Jeżeli powtarzasz ją, kiedy się budzisz, spędzisz szczęśliwie dzień. Włączaj mantrę do wszystkich swoich czynności. Powtarzaj mantrę, kiedy myjesz twarz. Powtarzaj mantrę, kiedy jesz śniadanie. Powtarzaj mantrę w drodze do biura i w drodze do domu. Powtarzaj mantrę w czasie kąpieli i kiedy pijesz herbatę. Każdy nałogowy palacz sprawdza kieszenie przed wyjściem z domu, żeby upewnić się, czy ma papierosy. Tak samo ty powinieneś popaść w beznadziejny nałóg powtarzania mantry i mieć zawsze pewność, że nosisz ją w swoim sercu. 
Powiedziane jest: "Mantra to jest to, co chroni tego, kto ją powtarza". Potęga mantry przerasta twoje wyobrażenie. Możesz rozumieć znaczenie mantry, ale nie możesz znać jej mocy. Możesz kontemplować mantrę, ale nie możesz zmierzyć jej siły. Mantra jest żywą mocą Boga. Powtarzaj więc ją z szacunkiem. Jeżeli poświęcisz chociażby pół godziny lub godzinę dziennie na powtarzanie mantry, będziesz znacznie sprawniej funkcjonować w życiu codziennym, a twoje serce wypełni się radością. Twoja Siakti bardzo szybko się rozwinie i wkrótce zaczniesz doświadczać Jaźni. 



NAUKA O DŹWIĘKU

Wiedza o mantrze jest wspaniałą rzeczą, ponieważ mantra stanowi drabinę, dzięki której dosięgamy bezpostaciowej Świadomości. Zgodnie z pismami świętymi poświęconymi mantrze, mowa manifestuje się u człowieka na czterech poziomach. Większość ludzi wiąże mowę tylko z poziomem zewnętrznym, poziomem mowy artykułowanej, zwanym waikhari. W rzeczywistości jednak język nie mówi sam przez się. Zewnętrzny dźwięk powstaje z poziomu subtelniejszego, madhjama, którego doświadcza się w gardle. Poniżej tego subtelnego poziomu znajduje się poziom jeszcze głębszy, zwany paszjanti. Jest to przyczynowy poziom mowy, doświadczany w sercu. Ale źródło dźwięku leży jeszcze głębiej, w transcedentalnym poziomie mowy zwanym parawani, którego doświadcza się w okolicy pępka. 
Przyjrzyjmy się, jak powstają słowa. Kiedy słowa dosięgną czubka języka, przybierają formę zewnętrzną. Jednakże zanim jeszcze dosięgną one języka, przechodzą wszystkie poziomy mowy. Najsubtelniejszym poziomem mowy jest parawani. Jest to obszar czystego, niezamanifestowanego dźwięku, gdzie nie ma ani dwoistości, ani niedwoistości. W rzeczywistości parawani jest wszechprzenikająca. Jest to subtelna wibracja, z której narodził się cały wszechświat, ze wszystkimi swoimi formami. Tutaj z czystej Świadomości powstają wszystkie dźwięki, wszystkie słowa i wszystkie języki. Tak jak jajko pawia zawiera w sobie w potencjalnej formie wszystkie kolory pawich piór, w parawani istnieją wszystkie sylaby i słowa w niezróżnicowanej zarodkowej formie. Kiedy powstaje dźwięk, przechodzi on do trzeciego poziomu mowy, paszjanti. Na tym poziomie, poprzez działanie Matrika Siakti, zapoczątkowuje proces przybierania formy, chociaż nie jest jeszcze w stanie całkowitego zróżnicowania. 
Kiedy dźwięk przechodzi z tego poziomu do poziomu mowy madhjama, znajdującego się w gardle, przybiera rozpoznawalną postać. To w tym właśnie momencie słowa zaczynają stwarzać w nas zróżnicowany świat. Tu słowa są już w pełni uformowane, chociaż nie zostały jeszcze wypowiedziane. Na koniec docierają one do języka fizycznego, do poziomu mowy waikhari, gdzie są wypowiadane i mogą być słyszane. 

ZSTĄPIENIE MANTRY

Mantra ma moc przenikania przez te fizyczne i subtelne poziomy mowy, a wymazując nasze poczucie zróżnicowania, prowadzi nas z powrotem do swego źródła. Kiedy ją powtarzamy, przechodzi z fizycznego do subtelniejszych poziomów, aż dosięgnie czystej Świadomości, z której powstała. 
W początkowym stadium powtarzamy mantrę bezgłośnie na poziomie języka, słuchając jej w miarę powtarzania i skupiając umysł na koniuszku języka, tam, gdzie mantra drży. Po pewnym czasie powtarzania mantry na tym poziomie, schodzi ona niżej, na poziom madhjama, znajdujący się w gardle. Jedno powtórzenie na tym poziomie równe jest tysiącom powtórzeń językiem. 
Z ośrodka w gardle mantra schodzi do poziomu paszjanti w sercu, gdzie wibracje stają się jeszcze silniejsze. Jedno powtórzenie w ośrodku serca równa się tysiącom powtórzeń w ośrodku gardła. Kiedy powtarzanie mantry odbywa się na poziomie paszjanti, czujemy nawracające fale błogości i nabywamy niezwykłych mocy: możemy widzieć i słyszeć na odległość, poznawać przeszłość i przyszłość. Teraz powtarzanie mantry odbywa się nieustannie, a my pozostajemy w stanie upojenia. W końcu mantra przechodzi z ośrodka serca do ośrodka w okolicy pępka, do poziomu mowy parawani, gdzie dotyka Jaźni. Wtedy mantra przenika całe nasze ciało i doświadczamy Prawdy najwyższej. Oto jak zrealizowana zostaje moc mantry. 
Kiedy już człowiek zrealizuje moc mantry, kiedy spowoduje, że dotknie ona Jaźni, potęga Jaźni przeniknie jego słowa i uczyni je niezawodnymi w skutkach. Dlatego właśnie mantry Siddhajoginów zawsze przynoszą owoce. Ktoś, kto w pełni zrealizował mantrę, uzyskuje wszystkie moce Jaźni. Każde słowo wychodzące z jego ust pochodzi z parawani, obszaru Świadomości. Dlatego każde słowo, które wypowiada, jest mantrą i zawsze dokona swego dzieła. 



WIELKA MANTRA ZBAWIENIA

Om Namah Siwaja znana jest jako wielka mantra zbawienia i jako panczakszari, mantra o pięciu sylabach. [Om Namaha Siwaja nazywana jest mantra o pięciu sylabach, mimo że powtarzamy sześć sylab, ponieważ Om nie jest uważane za sylabę, ale za źródło wszystkich liter.] Oznacza: "Składam Pokłon Siwie". Siwa jest najwyższą rzeczywistością, wewnętrzną Jaźnią. Siwa to Świadomość, która jest obecna we wszystkim. 
Mantra, której Guru udziela uczniowi, jest tą samą mantra, którą otrzymał on od swego Guru. Taka mantra tradycyjnie znana jest jako mantra Guru lub mantra inicjacyjną. Om Namah Siwaja jest mantra inicjacyjną Siddhów, linii Mistrzów doskonałych, która pochodzi od Siwy, pierwotnego Guru. Mantra ta jest przekazywana przez Guru uczniowi od najdawniejszych czasów i wspiera ją cała linia Siddhów, od Siwy, po mojego Guru, Nitjanandę. Poprzez tę mantrę Siakti Guru wchodzi w ucznia, dlatego nazywa się ją mantra inicjacyjną. 
W mantrze tej kryje się wielka tajemnica. Kiedy śpiewamy pięć sylab Namah Siwaja, oczyszczane jest pięć elementów, z których składa się ciało. Każda sylaba odpowiada jednemu z tych elementów: sylaba "na" elementowi ziemi, sylaba "ma" elementowi wody, sylaba "szi" elementowi ognia, sylaba "wa" elementowi powietrza, a sylaba "ja" elementowi eteru. Każda sylaba oczyszcza odpowiadający jej element. Dopóki ciało i umysł nie są całkowicie czyste, nie możemy odnieść pełnej korzyści z praktyki duchowej. Tak więc, aby je oczyścić, powtarzamy Om Namah Siwaja. Wielu największych mędrców starożytności powtarzało Om Namah Siwaja i mówi się, że w jej łonie znajdują się wszystkie inne mantry. Mędrzec Upamanju tak tłumaczy jej tajemnicę: "Jeżeli ta mantra nieustannie wibruje w twoim sercu, nie musisz już umartwiać się, medytować ani uprawiać jogi. Do powtarzania tej mantry nie są potrzebne rytuały ani ceremonie, nie musisz też powtarzać jej o pomyślnej porze czy w specjalnym miejscu". Ta mantra wolna jest od wszelkich ograniczeń. Może być powtarzana przez każdego, młodego czy starego, bogatego czy biednego i oczyści go niezależnie od tego, w jakim ta osoba znajduje się stanie. Mędrcy powiadają: "Ta mantra jest tajemnicza. Powtarzaj ją, powtarzaj, powtarzaj".
W indyjskich pismach świętych jest opowieść o wielkim mędrcu Sanandzie. Sanand był całkowicie pogrążony w Om Namah Siwaja i nieustannie powtarzał tę mantrę. Właściwie nigdy nie wypowiadał innych słów. Wreszcie nadszedł jego koniec. Kiedy przychodzi na człowieka czas, niezależnie od tego, kim jest, posłańcy z tego czy innego świata przybywają, aby go zabrać. Po Sananda przybyli posłańcy Siwy. Kiedy przenosili go do wyższego świata, Sanand zobaczył krainę, z której wydobywał się czarny dym i skąd dochodziły okropne krzyki. Zapytał posłańców: 
- Co to za miejsce? 
- To jest piekło - odparli posłańcy. 
- Chcę je zobaczyć - powiedział Sanand. Na to posłańcy: 
- Nie możesz. Nie powtarzałeś odpowiednich mantr. 
- Albo mnie tam zaprowadzicie - odparł Sanand - albo nie pójdę z wami do wyższego świata. 
Posłańcy nie mieli wyboru, zabrali go więc do piekła. Kiedy Sanand się tam znalazł i zobaczył dusze, płonące w mękach, był przerażony. Kiedy ktoś przeżywa szok, ujawnia to, o czym myślał przez całe życie. Kiedy Sanand zobaczył, co dzieje się w piekle, krzyknął Om Namah Siwaja! Siła powtarzanej przez niego mantry natychmiast oczyściła wszystkie dusze w piekle i zabrano je wraz z nim do nieba. 
Taka jest moc Om Namah Siwaja. Jeżeli ją powtarzasz, to niezależnie od tego, co zrobiłeś, niezależnie od tego, jakie popełniłeś grzechy, ta mantra cię wybawi. 



WIARA I MIŁOŚĆ

Jak powinniśmy powtarzać mantrę?

Kiedy mędrzec Narada zapytał Brahmę, stwórcę: 
- Na czym polega tajemnica powtarzania mantry? Brahma odparł: 
- Tajemnica polega na tym, aby powtarzać ją z wielką wiarą i miłością. 
Był sobie kiedyś sadhu, który mieszkał na brzegu rzeki. Nieopodal mieszkała dojarka, której sadhu dał mantrę. Codziennie, z wielkim oddaniem, dojarka przynosiła mu mleko. Pewnego dnia, w czasie pory deszczowej, rzeka wylała. Dojarka stała na brzegu rzeki, zastanawiając się, jak dostarczyć mleko swemu Guru. Wtedy przypomniała sobie:
- Kiedy mój Gurudżi dał mi mantrę, powiedział: 
"Powtarzając tę mantrę, możesz przebyć ocean istnienia". A to jest przecież tylko rzeka.
Zamknęła więc oczy, zaczęła powtarzać mantrę z wielką wiarą i przeszła po wodzie na drugi brzeg. Guru był w swoim pokoju. Zapukała do drzwi i zawołała: 
- Babadżi, otwórz! Przyniosłam ci mleko.
- Jak się tu dostałaś? - zapytał.
- Nie wiesz? Kiedy dawałeś mi mantrę, powiedziałeś, że jeżeli będę ją powtarzać, przebędę ocean. A to był tylko mały strumyk.
Kiedy sadhu to usłyszał, rozparła go duma.
- Jaki stan musiałem ja już osiągnąć, skoro nawet moja dojarka może chodzić po wodzie, posługując się moją mantra! - pomyślał.
Kilka dni później musiał iść do miasta. Wody rzeki znów były rozlane. Stał na brzegu, zastanawiając się, co robić. Wtedy przypomniał sobie z dumą: 
- Przy pomocy mojej mantry dojarka przeszła po rzece. Zaczął powtarzać mantrę, wszedł do rzeki i utonął jak kamień.
Mantra przynosi nam owoce w zależności od naszego nastawienia. Jeżeli powtarzamy ją z wiarą i miłością, szybko doprowadzi nas do celu. Jeżeli powtarzamy ją z wyschniętym sercem, będzie znacznie mniej skuteczna. 



Na podstawie książki : Swami Muktananda
"DOKĄD IDZIESZ?" 



 WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA

Kryzys w praktyce duchowej.


Autorem poniższego artykułu jest Monika Bobkowska.
Artykuł dotyczy w głównej mierze praktyki jogicznej ale można go z powodzeniem odnieść do wszelkiej praktyki duchowości ezoterycznej.


Niezależnie od metody kryzys pojawia się u  wszystkich praktykujących jogę.  Szczególnie  wtedy kiedy  intensywnie pracujemy nad dyscypliną i regularnością codziennej praktyki. Jak się objawia? Na różne sposoby - od czysto fizycznego, gdy ciało staje się ciężkie i obolałe, a my pozbawieni chęci do jakiegokolwiek wysiłku; czy emocjonalnego: zniechęcenie, apatia, przygnębienie, rozdrażnienie. Znajdujemy czas na wszystko poza czasem na chwilę wyciszenia i krótkiej choćby praktyki. Głowę mamy pełną wymówek. Można  podejść do kryzysu na kilka sposobów. Czasami próbujemy przeczekać lub wyprzeć. Na kryzys możemy jednak spojrzeć  w zupełnie inny sposób. Możemy potraktować to jako twórczy i badawczy okres. Przy okazji może zaobserwujemy jakieś utrwalone lub nawykowe podejście  do samego siebie. Możemy spojrzeć na kryzys  jak na proces, który musi się pojawić, żeby  coś zmienić w naszym dotychczasowym życiu. Kiedy dopada nas kryzys to znak do wzmożonej pracy nad sobą, wnikliwej obserwacji i zmiany, pokonywania progów i kształtowania świadomości.
 U podłoża kryzysu w jodze, jak i w życiu jest to, że chcemy być „kimś”. Rzadko potrafimy po prostu być sobą i czuć się z tym dobrze.  Niełatwo znaleźć kogoś, kto totalnie się akceptuje. „Stawanie się kimś” jest źródłem napięć, ponieważ nie akceptujemy tego, kim jesteśmy. Zawsze przecież, możemy być lepsi, ładniejsi, mądrzejsi. Możemy pragnąć duchowego rozwoju, bogactwa, sławy, a gdy już to mamy zawsze możemy chcieć więcej. Czy tym właśnie jesteśmy co posiadamy czy osiągamy?  Tworzymy ideał szczęścia, wizję, a  im bardziej wymyka się spod kontroli,  tym większe pojawia się napięcie. Na prowadzonych przeze mnie zajęciach zdarzają się osoby które się „katują” w praktyce, walczą ze sobą, nieszczęśliwi, że „znowu muszą” przyjść na zajęcia, odliczając czas do końca zajęć. Już na samym początku pojawia się „błąd umysłu”. To nawyk przeniesiony z pędu życia, gdzie naginamy się do różnych sytuacji, czy jesteśmy zmuszeni, aby coś wykonać. W rzeczywistości do niczego się nie musimy naginać, ani do niczego zmuszać. To tylko nasze negatywne nastawienie, które możemy zmienić tak jak zmienić możemy sztywność naszego ciała.  Takie nastawienie sprzyja stresom i napięciom w codziennym życiu. A zachowanie w trakcie praktyki to szansa na zaobserwowanie tego.
Joga to nie  tylko praktyka asan  na lekcjach jogi . Praktyka asan jest dyscypliną analitycznej obserwacji. Chcemy  przenieść tę wypracowaną na macie świadomość do codziennego życia.
Cokolwiek się nie wydarza wokół nas jest czyste i bez napięcia. To chęć bycia kimś, wizja  samego siebie, wyobrażenia i sposób postrzegania kształtuje cierpienie. Jak to zmienić? Jak wydobyć się z matni umysłu? Nauki jogi mówią o uspokojeniu, ustabilizowaniu i ugruntowaniu umysłu. Możemy być wtedy obecni, świadomi. Obecni możemy stawać się przez skupienie i uważność w trakcie praktyki asan czy medytacji. Ta chwila jest wyrazem teraźniejszości. Możemy odczuć wtedy spokój i błogość. A kiedy jej braknie - tęsknimy za nią, przywiązując się do tej chwili, lgniemy w kolejną przeszkodę ego. Przestajemy akceptować przemijanie tej chwili spokoju i błogości, choć chcielibyśmy pozostać w tej chwili na dłużej. Przywiązujemy się do tego  stanu i za wszelką cenę chcemy go zatrzymać. Pojawia się przywiązanie, pragnienie, pożądanie – jedna z trucizn umysłu, powodujących całe zamieszanie. Kiedy coś  chcemy, zazwyczaj jest to utrudnione. Podobnie jest w codziennym życiu. Pragniemy zatrzymać ludzi, z którymi się przyjaźniliśmy, sytuacje, chwile. Chcemy przecież, aby ta chwila trwała wiecznie! CHCEMY. Czasami próbujemy odtworzyć jakąś sytuację, chwilę, relację, ale przecież ona już minęła. I tak zataczamy kolejne kręgi. Obserwując to mamy szansę się uczyć, nabierać doświadczenie i świadomość w szkole życia.
DYSCYPLINA
Jeśli robimy praktykę rano,  mogą pojawić się problemy z porannym wstawaniem.
Niechęć do wzmożonego wysiłku, wszechogarniające lenistwo, powrót do starych nawyków. Usprawiedliwiamy samych siebie przed sobą: „tak dzisiaj to naprawdę się źle czułem, nie mogłem wstać” itp. Znajdujemy wymówki.
Być może za mocno spinamy się aby prowadzić zdrowy tryb życia. Chcemy zrobić wszystko naraz, natychmiast, ograniczając w ten sposób przestrzeń na zmianę, powolny proces. Potrzebujemy więcej czasu aby zmienić stare nawyki, nastawienie, błędy umysłu. Przecież wszyscy wiemy, że nic nie przychodzi samo, ani natychmiast. Nie oszukujmy się, dajmy sobie czas i przestrzeń do zmiany. Zrelaksujmy się i potraktujmy wówczas tę przykładową poranną praktykę z uśmiechem. To pozytywny czas prowadzący nas do zmiany.
Toczymy ze  sobą  wewnętrzną walkę o dyscyplinę.  Ogarniają nas ambicje, aby jak najszybciej się rozwinąć w praktyce, kiedy brak wyczucia ciała, uważności, obecności. To prosta droga do kontuzji, bo znów za mocno CHCEMY. Ból, kontuzje to efekt, że chcieliśmy za bardzo i za szybko. Takie nastawienie sprzyja również szybkiemu „wypaleniu”. Zmęczeni, sfrustrowani, przemęczeni – „odpuszczamy” sobie. Rzucamy się  na nowo hedonistycznie na życie, zaczynamy sobie dogadzać, bo „po co mamy się tak męczyć?”. To dogadzanie ma różne formy, to szukanie szczęścia. Jedną z nich jest jedzenie. Tak jak byśmy chcieli zrekompensować sobie poprzednie miesiące wytężonej pracy. Buddyjski nauczyciel Khyentse Norbu żartuje sobie, że nie znajdziesz szczęścia w lodówce.  Tak, jedzenie  naszych ulubionych potraw może dostarczyć nam miłego odczucia zmysłowego. Ale czy tego szukamy? Zaspokojeni przez pierwszą podstawową potrzebę, czujemy się jak dzieci zapchani „papką miłości”. Joga uczy nas umiaru, umiejętności balansowania, wyczucia, uważności w stosunku do samego siebie i innych. Tylko przez takie doświadczenia możemy się nauczyć jak prowadzić zrównoważone życie. Jeśli  jednak deser został zjedzony z poczuciem winny, bo np. właśnie odstawiamy słodycze. Nasze ulubione danie właśnie powoduje niestrawność, bo zjedliśmy za dużo. Pojawia się poczucie winy,  wracamy do natrętnych myśli, przygnębienia, depresji, braku sił. Niezawodna „papka miłości” w postaci ulubionego dania zawiodła.  I co wtedy? 
AKCEPTACJA DROGA DO WOLNOŚCI („wielbłąd” „lew” i „dziecko”)

Na wschodzie metodą do zrozumienia kryzysu jest akceptacja, obserwacja i doświadczenie. Na zachodzie  zaś badamy, analizujemy, logicznie podsumowujemy, kwalifikujemy i uogólniamy. Spójrzmy na siebie z perspektywy  poszanowania swojego własnego, szczególnego temperamentu i sposobu funkcjonowania.
W tych wewnętrznych i zewnętrznych przemianach zainspirowały mnie wypowiedzi Osho, nieżyjącego i wciąż budzącego kontrowersje, jednego z większych współczesnych  nauczycieli duchowych. Kryzys można zaliczyć do jednego z elementów rozwoju. Osho porównuje rozwój duchowy człowieka  do przemiany larwy  w motyla. Jest etap kokonu, etap gąsienicy, aby w końcu rozłożyć piękne skrzydła i postać motyla. Na każdym etapie mamy inny ogląd rzeczywistości. Osho przytacza metaforę rozwoju -  metamorfozy ducha użytą przez  Nietzschego, nazywając  pierwszą fazę „wielbłądem”, drugą „lwem”, a trzecią „dzieckiem”.

Etap wielbłąda
Każdy człowiek musi przyswoić  kulturowe dziedzictwo swojego społeczeństwa - jego, kulturę, religię, ludzi. Musi przyswoić sobie wszystko co przeszłość mu udostępnia.(…) Przeszłość trzeba przetrawić . Nie ma w niej nic złego. To twoja przeszłość.(…) Stan wielbłąda to asymilacja. Wielbłąd nie wie jak powiedzieć „nie”. Wielbłąd nie zna „nie”
Zna tylko „tak” i to „tak” również nie ma wielkiego znaczenia, ponieważ jeśli nie znasz „nie „twoje „tak” nie może być głębokie. Wielbłąd  nie wie, co się dzieje: ciągle tylko mówi „tak” ponieważ to jedyne słowo jakie go nauczono. (…) To jest stan przed umysłem przed „ja”. Umysł się rozwija, ale nie jest jeszcze sprecyzowany „ Ja”  jest w drodze. Na etapie wielbłąda jest zależność i bezradność”. „Wielbłąd” charakteryzuję się tym, że wszyscy są ważni nie ty, bo ciebie wciąż nie ma. A więc ważniejsze jest państwo, politycy , religia, rodzice, dzieci.
Osho uważa, że większa część ludzi pozostaje na etapie wielbłąda przez całe życie.
Etap lwa
Drugi etap to bycie lwem. To etap silnego ego. „Lew zaczyna rozszarpywać wielkiego potwora zwanego - nie możesz”. „Lew” w człowieku ryczy przeciw wszystkim autorytetom. To  reakcja, bunt przeciw „wielbłądowi”. Stajesz się świadomy własnej kreatywności. Odkrywasz, że twoje wewnętrzne światło jest ostatecznym źródłem wszystkich autentycznych  wartości swojego najgłębszego potencjału. Niektórzy zatrzymują się na etapie „lwa”: wciąż ryczą i ryczą, aż od tego ryku opadają z sił. 
Etap dziecka
Trzeci etap to „Dziecko” lub etap „mędrca” . Całkowicie  niewinny i wolny od przeszłości akceptujący przeszłość.(…) „Dzieckiem” stajemy się kiedy lęk przed powrotem do stanu „wielbłąda” znika całkowicie, a ryk ”lwa” ustaje.  Wtedy rodzi się piosenka dziecka”.
Rozpoczynamy od cierpienia wielbłąda, trzeci etap to etap szczęścia a pomiędzy nimi  jest stan lwa - czasem przyjemny , czasem bolesny  a czasem miły.
Dalej Osho tłumaczy, że na pierwszym etapie otrzymujesz od społeczeństwa wykształcenie, kończysz kolejne szkoły, uczelnie, zostajesz doskonałym wielbłądem z dyplomem. Lwem musisz stać się samodzielnie. Zostając lwem możesz zirytować wszystkie wielbłądy. Ponieważ wielbłądy nie lubią rewolucjonistów  i buntowników i nie myślą o wielkich rzeczach. Ponieważ wielbłądy są zwierzętami  kochającymi spokój i ład. Jeśli w wielbłądzie narodzi się chęć bycia lwem pozostałe wielbłądy będą próbowały go odwieść od tego zamiaru. Świadomość tego na jakim etapie jesteśmy w naszym życiu jest dużym krokiem naprzód.
Oczyszczanie
Dzięki praktyce jogi możemy zaobserwować symptomy zmiany. Mogą wystąpić reakcje, objawy fizycznego, emocjonalnego i umysłowego oczyszczania. Istotne jest aby je zauważać oraz umacniać się w przekonaniu, że są rezultatem naszej pracy, a nie przeszkodą. Mam wrażenie, że osoby początkujące w praktyce nie są przekonane do rezultatów wykonywania codziennej praktyki lub zwyczajnie nie wiążą objawów oczyszczania z praktyką, lub ich nie zauważają.  A właśnie osoby początkujące powinny obserwować te objawy, odmierzające postępy w procesie oczyszczania i wzmacniania, jakim jest yoga chikitsa, pierwsza seria ashtanga yogi.  Podczas intensywnego oddania się praktyce asan może wystąpić rozdrażnienie, przemęczenie, napady nerwowego śmiechu w czasie praktyki  lub po zajęciach, zahamowanie lub nadmierna aktywność seksualna. Oto kilka fizycznych przykładów, które mogą się pojawić podczas procesu oczyszczania ciała:
MOŻE WYSTĄPIĆ BÓL NARZĄDÓW SZCZEGÓLNIE W OBSZARZE WĄTROBY, PO PRAWEJ STRONIE POD ŁUKIEM ŻEBROWYM. POWSZECHNIE SPOTYKANYM OBJAWEM JEST BÓL GŁOWY POTYLICZNY, SKRONIOWY I ZATOKOWY.
MOGĄ WYSTĄPIĆ WYMIOTY ŻÓŁCIĄ LUB ŚLUZEM.
ZABURZENIA TRAWIENNE: GAZY, SKURCZE, ROZWOLNIENIE.
MOŻE WYSTĄPIĆ WZMOŻONA POTRZEBA SNU LUB NADMIERNE POBUDZENIE.
ZDARZA SIĘ RÓWNIEŻ, ŻE MOŻE WYSTĄPIĆ ZATRZYMANIE MIESIĄCZKI (MOŻNA SIĘ ZASTANOWIĆ CZY PRZYCZYNĄ NIE JEST  NADMIAR WYSIŁKU, CZY NIE WYKONUJEMY PRAKTYKI  PONAD SWOJE SIŁY)
WYDALANIE Z CIAŁA TOKSYN: PRYSZCZE, NIEPRZYJEMNY ZAPACH SKÓRY, RÓŻNEGO RODZAJU WYDZIELINY: ŚLUZ, FLEGMA, ŻÓŁĆ ITP.
UCZUCIE GORĄCA LUB ZIMNA.
BEZSENNOŚĆ
Ten proces dobrze jest wspierać odpowiednim trybem życia. Nie musimy od razu radykalnie  zmieniać diety, a dostosowywać ją stopniowo. Organizm nie przyzwyczajony do wysiłku fizycznego może reagować szaleńczo. Dlatego też nie należy się forsować i ćwiczyć ponad swoje siły.  Wiele osób nadmiernie pobudza się.  Nie wiedzą jak tę energię ukierunkować, zaczynają dużo mówić, chaotycznie się zachowywać, robią kila rzeczy na raz. W rezultacie stają się coraz bardziej zmęczeni. Uwolniona energia w trakcie praktyki może również się  objawiać nadmiernym objadaniem lub utratą apetytu. Nie ukierunkowując jej w praktyce relaksacyjnej czy medytacyjnej często odczuwamy potrzebę uziemienia ciężkim pokarmem, alkoholem, słodyczami.
Przykłady można długo mnożyć. Ważne, abyśmy zaobserwowali u siebie różne symptomy i objawy oczyszczania fizycznego, emocjonalnego czy energetycznego. Zastanówmy się nad nimi. Dajmy sobie czas. Napijmy się wody, zrelaksujmy. Oznacza to, że jesteśmy już na właściwej drodze. Pamiętajmy również, że nasili się to czemu poświęcimy uwagę. Jeśli skupiamy się na negatywnych odczuciach, sytuacjach, kłopotach wtedy się pogłębiają i obezwładniają naszą świadomość. Jesteśmy rozproszeni i nie jesteśmy w stanie właściwie używać naszej energii. 
Wracając do przykładu z problemem porannego wstawania na praktykę, możemy zwrócić uwagę na to w jaki sposób kończymy dzień poprzedzający. Czy kładziemy się spać przed 22.00 albo przynajmniej przed  23.00. Nie jedzmy późnych, obfitych kolacji. Najlepiej już nie jeść po 18.00. Z pewnością właściwe odżywianie wspomoże proces oczyszczania jak i chęć do dalszej praktyki. Objadanie się jest jedną z wielu przeszkód, podobnie jak głodzenie.  Dobrze zakończyć dzień spokojnie, nie zamartwiając się problemami tuż przed pójściem spać
Część osób spyta - co to za życie? Jeśli przeprowadzimy to w sposób rozsądny i z odpowiednim nastawieniem, możemy odkryć, że świat istnieje również  o poranku. Starajmy się zaprogramować jak najbardziej pozytywnie. Unikajmy kategorycznych stwierdzeń takich jak: „to nie dla mnie”, „jestem zbyt leniwy” i całej serii podobnych stwierdzeń, które mogą nas już przez samo wypowiadanie zniechęcić do jakiegokolwiek działania.
Ospałość i zmęczenie - przyczyn ospałości może być wiele, ale często wiążą się z bardzo prozaiczną przyczyną -brakiem tlenu.  O tym jak ważny jest oddech pisałam w przednim artykule. Krótko  wspomnę jak ważny jest tlen. 75% ciała człowieka to woda, a tlen stanowi 90%  ciężaru wody. Można to przyrównać do paliwa ciała, w wyniku jego niskiej zawartości paliwo to nie może być spalone i przekształcone w energię i ciepło. Osoby nie dotlenione mają mniej sił i czują się przemęczone cierpią m.in. na bóle głowy. Podsumowując tlen energetyzuje ciało, porusza zastój. Jeśli jesteśmy ospali i nie dotlenieni, aktywność fizyczna i przebywanie na świeżym powietrzu może być dla nas ratunkiem.
Przejadanie jest objawem nerwowości. Należy zwrócić na to uwagę kiedy zaobserwujemy, że mamy tendencję do objadania się także po wykonaniu asan. Jeśli mamy tendencję do przejadania to jedzmy lekkie pokarmy takie jak kasza jaglana, które nie powodują wzrostu wagi, nawet jeżeli jadane są w nadmiarze. Jeśli jednak zjedliśmy za dużo, należy zjeść po jednej łyżeczce przypieczonych nasion kopru i kolendry z odrobiną soli. Lub napić się ciepła woda z dodatkiem soku z cytryny i szczyptą soli. Picie samej ciepłej przegotowanej wody również pomoże przy niestrawności.
Wsypki skórne, krosty, trądzik - można przyrządzić pastę z przyprawy indyjskiej kurkumy. Do kurkumy można dodać śmietany i cytryny, rozprowadzić równomiernie po twarzy i ciele. Cytryna  spowoduje, że nasza skóra nie będzie koloru żółtego. Dla vegan wersja kurkuma + proszek z drzewa sandałowego.
Ból w krzyżu - można użyć olejku eukaliptusowego z oliwą z oliwek lub oliwką dla dzieci lub nie rafinowanego oleju słonecznikowego do roztarcia krzyża.
Brzydki zapach z ust - można płukać jamę naparem z lukrecji lub przeżuwać nasiona kopru lub nasionka anyżu, które dodatkowo poprawiają trawienie. Pół filiżanki soku z aloesu dwa razy dziennie
Uczucie zimna, przeziębienia - popijać herbatkę z imbiru z cynamonem, kardamonem, cytryną w przypadku wyziębienia. Jeśli często się przeziębiamy wdychajmy parę z naparu 1 łyżki sproszkowanego imbiru w litrze zagotowanej wody.
Ból głowy – pół łyżki proszku z imbiru zmieszać z niewielką ilością wody podgrzać tak, żeby powstała pasta. Położyć pastę na czoło. Możemy odczuwać pieczenie. Jeśli ból głowy jest związany zatokami zamykamy tę dziurkę nosa, która lepiej przepuszcza powietrze i staramy się oddychać drugą stroną.
Naciągnięcie mięśni – można zastosować pastę imbirową z kurkumą (czyli podgrzany sproszkowany imbir + kurkuma w odrobinie wody) na bolące miejsce. Tak samo przy bólu zewnętrznym można zostawić taki kompres na ciele na całą noc.
Bezsenność -  herbatka 1 łyżeczki gałki muszkatołowej na filiżankę wody lub melisa. Możemy natrzeć stopy olejem sezamowym (oczywiście podgrzanym), głowę olejem kokosowym, dodatkowo możemy wpuścić 5 kropli ciepłej oliwy do uszu. Jeśli ktoś może i chce pić mleko (to ciepłe mleko z ghee lub z miodem), które jest niekorzystne w przypadku alergików i osób które nie tolerują laktozy.

Podsumowując  jeśli przyzwyczaimy się po pozytywnych myśli, działań i stanów umysłu i będziemy wzmacniać uważność dużo łatwiej będzie nam uzyskać pozytywny stan umysłu podczas kryzysu. I kiedy powstaną takie emocje jak gniew, żal, smutek w naturalny sposób włączy się świadomość. Zauważymy swój gniew, żal lub inne silne emocje.
Być może pojawi się refleksja jeśli  złość była kierowana  do innej osoby, ujrzymy drugiego człowieka tak samo uwikłanego w  życie jak my sami.  Ukarze nam się  w zupełnie innym świetle. Dzięki temu  być może pojawi się przestrzeń, która nie jest ani nasza ani niczyja, przestrzeń, która nie należy do nikogo jest doświadczeniem. Uzyskanie spokoju i przestrzeni to wielki benfit  płynący z praktyki jogi. Bez  lekcji - kryzysu  to doświadczenie było by nie możliwe.


WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA

Śmierć codzienna jako znak dla innych


Wielu ludzi chciałoby dzisiaj odwracać uwagę od takich informacji.
Szczególnie są to wszyscy ci, którzy gonią za szczęściem ziemskim, za spełnieniem materialnym , za realizacją marzeń.
Dotyczy to głównie tych ślepców, którzy oddają się iluzji pozytywnego myślenia, afirmacji życia , kształtowania swojego bytu w oparciu o ideał młodości, zdrowia i piękna.
Tymczasem życie wygląda zupełnie inaczej i co chwilę o tym przypomina.
Tutaj w jednej chwili zginęło czterech braci, czterech nastolatków ( link do materiału )...co teraz czuje ich rodzina, ich rodzice ?
Jakie pozytywne myślenie, jaka nowo-psychologiczna lub njuejdżowska terapia jest w stanie zmienić ich obraz rzeczywistości.
Odpowiedź jest jedna...ŻADNA !!! 
To tylko jeden przykład, jeden z tysięcy, milionów, które zdarzają się codziennie na całym świecie.
Umysł jednak nie chce zwracać uwagi na takie przypadki, odrzuca je skierowując uwagę w inną stronę.
Jednak odrzucając takie obrazy, odrzucamy prawdę.
Kto zaś odrzuca prawdę, oddaje się iluzji.
Na tym świecie nic nie ma wartości samo w sobie...gdyż nie może być wartościowym coś co nie jest trwałe.
Warto stawiać się w roli lub w sytuacji ludzi, którzy doświadczają takich traum aby lepiej uświadomić sobie sens biologicznego życia.
Jedynym panaceum , które jest w stanie pomóc w takich sytuacjach jest wiedza duchowa gdyż jakakolwiek psychologia czy też psychiatria nie posiada odpowiedzi , które mogłyby złagodzić ból rodziny tych młodych ludzi.
R.I.P.


WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA



Postrzeganie rzeczywistości

Perspektywa postrzegania wpływa co najwyżej na punkt widzenia.
Nie może jednak mieć wpływu na cały obraz rzeczywistości, który był i jest taki sam , bez względu na oceny , opinie , wyobrażenia etc.
Filozofia New Age mówiąca o tym, że jednostka może dowolnie zmieniać swoją rzeczywistość jest zatem iluzją (marzeniem ściętej głowy).
Amerykańska "nowa duchowość" wprowadza więcej zamętu i w konsekwencji destrukcji w życie jednostki , niż życie bez jakiejkolwiek duchowości.
Czasami coś bardzo brzydkiego jest zawinięte w kolorowy papierek i sprawia wrażenie atrakcyjnego prezentu...po rozpakowaniu tego prezentu okazuje się, że w środku znajduje się pospolita śmierdząca "kupa"
Ludzie mają niepokojącą skłonność do zachłystywania się tym co pozornie sprawia dobre, miłe, atrakcyjne wrażenie.
Nie zadają sobie trudu sięgnięcia w głąb.
Tymczasem aby wydobyć okazały diament trzeba zejść głęboko pod powierzchnię ziemi , przebijając się przez niedostępne rejony.
Często to co najbardziej wartościowe , otoczone jest nieatrakcyjną powłoką i tylko ten kto odważy się zajrzeć pod tą powłokę, odbiera nagrodę.
Inni, którzy oddają się przyjemnościom zmysłowym , stawiając na atrakcyjność zewnętrzną, mogą się srodze zawieść gdy po zdjęciu tej zewnętrznej powłoki dostrzegą bezwartościowe próchno.
Opisany powyżej mechanizm odnosi się nie tylko do wiedzy duchowej czy inaczej mówiąc do osób , które chcą podążać drogą duchowego rozwoju.
Ma też zastosowanie całkiem praktyczne i ujawnia się w codziennym życiu.
Ujawnia się zawsze wtedy gdy dokonujemy rozpoznania otaczającej nas rzeczywistości, gdy oceniamy ludzi, zjawiska, sytuacje.
Kiedy spotykamy na swojej drodze nowego człowieka, zaczynamy dokonywać oceny...na podstawie jakich czynników ta ocena jest dokonywana ?
Gdy zamierzamy podjąć pracę...na podstawie jakich przesłanek dokonujemy oceny czy dana praca lub dany pracodawca ma być dla nas właściwy ?
Gdy wybieramy dla swoich dzieci szkołę czy też inne rzeczy, co nas wtedy przyciąga, a co odpycha ?
To są najistotniejsze pytania.
Ocena wydana na podstawie bodźców zewnętrznych może okazać się całkowicie fałszywą , gdy nie zostanie potwierdzona, sprawdzona, przeanalizowana.
Konsekwencje takiego rozpoznania rzeczywistości często bywają opłakane i mają wpływ na resztę życia.
Innym rodzajem naiwności jest filozofia pozytywnego myślenia, która polega na tym, że człowiek wierzy, że dzięki pozytywnemu myśleniu wpływa na swoją rzeczywistość.
Tak jednak nie jest.
Człowiek taki wpływa owszem ale na swoje samopoczucie, swój stosunek do rzeczywistości, swoje reakcje na bodźce pochodzące z rzeczywistości.
Samo to sprawia , że człowiekowi żyje się inaczej, można powiedzieć , że lepiej lub lżej (przyjemniej).
Nie wpływa to jednak na naturę rzeczywistości, która jest systemem tak złożonym, że indywidualne "chcenie" jednostki nie może mieć jakiegokolwiek odzewu z jej strony.
Czymś zupełnie innym jest samokształtowanie rzeczywistości przez wszystkie jednostki, rozumiane jako ściśle powiązany ze sobą ogół, tworzący określony obraz (wizerunek) energetyczny.
Ten ogół jednostek samokształtuje swoją rzeczywistość w oparciu o prawa nią zarządzające.
Właściwe rozpoznanie rzeczywistości może zatem zostać dokonane tylko poprzez sięgnięcie w głąb siebie, a więc dotarcie do pokładów tzw. "intuicji", która operuje z perspektywy wyższej świadomości...lub też poprzez świadome rozpoznanie praw kształtujących rzeczywistość i abstrahowanie własnej jednostkowości (innymi słowy, poprzez spojrzenie spoza i sponad jednostkowego punktu widzenia).
Tylko takie rozpoznanie pozwala na "odnalezienie się" w uwarunkowaniach w jakich przychodzi egzystować istocie ludzkiej , a przede wszystkim pozwala na podejmowanie decyzji , wyborów i dokonywanie ocen w oparciu o to co faktyczne , a nie o to co jest wytworem niewiedzy.



WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA



Przypowiastka duchowa


Wyobraź sobie drogi czytelniku , że nagle nawiedza Cię Anioł Pański (tak jak to jest w Biblii opisane).
Zjawia się Anioł i mówi :
- Drogi synu lub córko, przybywam w imieniu samego Boga, który postanowił wybrać Cię do wypełnienia bardzo odpowiedzialnego zadania.
Na to Ty odpowiadasz :
- Aniele Święty ale jakie to zadanie ma dla mnie Bóg ?
-Bóg postanowił dać szansę duszom w piekle i wysłać je do nieba.
odpowiedział Anioł Pana.
-Musisz jednak najpierw wyrazić zgodę, czy zgadzasz się być posłańcem Boga i udać się do piekła aby wydobyć z niego przebywające tam dusze ?
Na to Ty :
-Ale jak to wydobyć dusze ?, czy one same z siebie nie zechcą stamtąd odejść ? , kto chciałby być w piekle ? , sama perspektywa tego, że mają możliwość się stamtąd wyrwać, powinna spowodować, że natychmiast odejdą do nieba...czy tak nie jest ?
-Kiedy już znajdziesz się w piekle , zrozumiesz, że dusz tam przebywających nikt tak naprawdę nie więzi, nikt ich nie trzyma, nie strzeże.
-Więc dlaczego tam przebywają ?...pytasz Anioła.
-Dusze przebywają w piekle na mocy praw wszechświata , które utworzył Bóg w chwili "stwarzania".
Każda dusza ma swoją wolę , a tym samym możliwość podejmowania decyzji.
W skład tych decyzji nie wchodzi tylko to jak postępuje dana dusza w czasie gdy przejawia się w świecie materii jako człowiek.
W skład tych wolnych wyborów wchodzi całokształt postaw tej istoty, a więc utrzymywanie określonego stosunku do samego siebie, miłość własna, szacunek do siebie.
Kultywowanie określonych myśli, utrzymywanie określonych emocji, to wszystko nadaje kierunek podążania danej duszy.
Te dusze, które znalazły się w piekle są tutaj dzięki własnej decyzji, która nie jest decyzją o dostaniu się do piekła.
Ta decyzja to suma wszystkich decyzji , które dana dusza podjęła w trakcie swojej dotychczasowej egzystencji.
Tak się przedstawia sytuacja.
Teraz podejmij decyzję czy chcesz przyjąć zadanie wyprowadzenia tych dusz z piekła ?
Ale pamiętaj o jednym.
Aby wydobyć duszę z piekła , będziesz musiał do niej dotrzeć , będziesz musiał do nie trafić, a to nie jest łatwe.
Każda z tych dusz jest sformatowana w oparciu o koncepcje, które sama dla siebie przyjęła jako właściwe.
Umysł każdej z tych dusz zawiera zestaw tendencji, lęków, kompleksów , jak też niepełnionych oczekiwań, pragnień, marzeń.
Wszystkie one przeżywają raz za razem , bez przerwy swoje własne programy cierpienia.
To właśnie trzyma je w piekle.
Wydobycie ich nie jest zatem zadaniem łatwym.
Bóg nie ingeruje w wolną wolę duszy, jego wolą jest aby odeszły one do świata wyższego ale to czy tak się stanie zależeć będzie tylko od nich samych.
Twoim zaś zadaniem jest je do tego przekonać.
Jednak nie przekonasz ich po prostu mówiąc wprost o odejściu do wymiaru światłości.
Musisz zmienić ich postrzeganie.
-Jak mam zatem to zrobić Aniele ?...pytasz.
-Wszystkie metody są dobre, które wyprowadzą te dusze z piekła do nieba synu/córko.
Pamiętaj zawsze o intencji, która jest twoją nicią przewodnią.
Działasz z upoważnienia Boga , a twoim jedynym zadaniem jest przeprowadzić te dusze z mroku do światłości.
Nikt nie będzie oceniał metod twojego działania gdy dusze znajdą się już w niebie.
Ale też strzeż się aby atmosfera piekła gdy będziesz tam przebywał , nie zmąciła czystości twojego umysłu.
Może zdarzyć się tak, że ty sam zostaniesz wciągnięty w wir otaczających cię obrazów i zdarzeń , a wtedy twój czysty umysł może przyjąć te obrazy za własne.
To jest wielkie niebezpieczeństwo synu/córko.
Nie możesz podczas tego zadania wchodzić w interakcje z duszami piekielnymi, nie możesz się z nimi bratać, nie możesz im współczuć.
Masz wypełniać zadanie.
Współczucie na niewiele się zda gdy dusza przebywająca w piekle realizuje swój destrukcyjny program...tutaj są potrzebne radykalne środki.
Pamiętaj o tym kto Cię wysłał, to Twój najpoważniejszy oręż.
Nie pozwól się zmanipulować duszom napotkanym w piekle , które pomimo swojego wielkiego cierpienia, tak bardzo przyzwyczaiły się do warunków swojej egzystencji ,że będą walczyły ze wszystkich sił aby się nie wydostać z tego co znają najlepiej.
Będą twierdziły, że to jest ich świat ich życie, będą używały argumentów, które na pozór będą Ci się wydawały spójne i logiczne.
To jest dramat tych dusz.
Cierpią i nie chcą niczego zmienić, nie chcą zmienić swojego losu ponieważ to wymagałoby otworzenia się na nowe, a tym samym zanegowanie "swojego".
Żadna z dusz piekielnych nie chce jednak przyznać się do swojej porażki , wolą czeznąć w otchłani piekła niż uznać, że żyło się niewłaściwie.

Nowe jednak jest niepewne , stare jest znane i pomimo, że towarzyszy mu doświadczanie ciągłej degrengolady, to nie trzeba czynić żadnego wysiłku aby móc doświadczać.
To jest właśnie twoje zadanie.
-Rozumiem Aniele, teraz dopiero rozumiem jakie to trudne...odpowiadasz.
-Ale mimo wszystko zgadzam się.
Nie zgadzam się dlatego, że czuję potrzebę pomocy tym duszom, robię to ponieważ jest to wola Boga.
I dlatego się zgadzam.


WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA








Naukowiec o nieśmiertelności

Jest to fragment wywiadu opublikowanego na łamach tygodnika "Przekrój".

Eben Alexander, amerykański neurochirurg, nie wierzył w opowieści o życiu po życiu ludzi, którzy otarli się o śmierć. Jednak w 2008 r. zapadł w kilkudniową śpiączkę i przeżył coś, o czym opowiadali mu wcześniej pacjenci. Tamte doświadczenia podważyły całą jego naukową wiedzę. Dziś uważa, że śmierć mózgu nie jest kresem naszej świadomości.

Masz wieloletnie doświadczenie lekarskie, uczyłeś w Harvard Medical School w Bostonie, ale od czterech lat głosisz poglądy niemające z nauką wiele wspólnego. Co się stało w 2008 r.?
Wiem, co o moich wspomnieniach myślą sceptycy, dlatego ilekroć o nich opowiadam, staram się to robić w racjonalny, wręcz naukowy sposób. Do dnia, w którym zapadłem w śpiączkę, byłem absolutnie zdrowy. Ba, mój starszy syn zmusił mnie do trudnego treningu, który miał nas przygotować do wspinaczki na wulkan w Ameryce Południowej. 10 listopada 2008 r. obudziłem się o godz. 4.30 i już miałem wyjść do pracy, gdy nagle poczułem straszliwy ból pleców. W ciągu 15 minut stał się on tak silny, że nie mogłem już zrobić kroku. Po chwili bolała mnie też głowa. Wiele dni później dowiedziałem się od kolegów lekarzy, że mój stan z minuty na minutę się pogarszał i że zdiagnozowano u mnie ostre bakteryjne zapalenie opon mózgowych. Bakterie E. coli przeniknęły do płynu mózgowo-rdzeniowego i zaczęły pożerać mój mózg. Tego typu choroba występuje u jednego na 10 mln dorosłych pacjentów w USA. Zapadłem w śpiączkę. Gdy trafiłem do szpitala, w którym sam pracowałem, zajął się mną znakomity zespół specjalistów. Zrobiono mi kilka nakłuć lędźwiowych, aby zdecydować, jaką zastosować terapię. Podano mi potrójny antybiotyk. Sprawdzono też poziom glukozy, który spadł do wartości równej 1, a nawet w najgorszych przypadkach zapalenia opon mózgowych nie spada poniżej 20! Byłem naprawdę w krytycznym stanie. Wyniki badań wskazywały, że mój mózg przestał działać. A jednak było inaczej.
Skąd o tym wiesz? Przecież nie pamiętasz nawet tego, że do szpitala zawiozła cię żona.
Rzeczywiście tego nie pamiętam. Ostre zapalenie opon mózgowych doskonale wymazuje z mózgu funkcje, które sprawiają, że jesteśmy ludźmi: pamięć, emocje, język i obrazy. Kiedy przywieziono mnie do szpitala, lekarze dawali mi w najlepszym przypadku 10 proc. szans na przeżycie. Rokowania szybko się zresztą pogarszały. W końcu dawano mi tylko 2 proc. szans i zero nadziei na całkowite wyzdrowienie. Moje ciało nie reagowało, a partie mózgu wyższego rzędu praktycznie nie funkcjonowały. Przebudziłem się jednak i doskonale pamiętałem to, co się działo ze mną i w mojej głowie w trakcie śpiączki.
Czy istnieje naukowe wytłumaczenie twojego stanu, w którym ciało, łącznie z mózgiem, znajduje się w śpiączce, a twoje „ja" ma się dobrze i żyje?
To właśnie było dla mnie najbardziej zaskakujące. Jestem przecież neurochirurgiem i wiedziałem, że neurony w mojej korze mózgowej zostały zablokowane przez bakterie, a po przebudzeniu ze śpiączki nie będę nic pamiętać, tymczasem moja świadomość trwała. W dodatku przypomniały mi się przypadki większości moich pacjentów, którzy również przeżyli śpiączkę i nie pamiętali zupełnie nic. Ja pamiętałem i w tych wspomnieniach uderzyło mnie szczególnie to, że kiedy byłem nieprzytomny, nie zdawałem sobie sprawy ze swego dotychczasowego życia. Cała moja wiedza o ludziach, Ziemi, wszechświecie, wszystkie moje doświadczenia, język, emocje, wszystko to zniknęło. Co ciekawe, wydawało mi się, że ten stan trwa bardzo długo – rok, może wieczność, a przecież śpiączka minęła po kilku dniach. Nie miałem też świadomości własnego ciała. Znalazłem się w zupełnie innej rzeczywistości. I z pewnością znacznie przekroczyłem coś, co zwykło się określać jako ludzką świadomość.
Jaka była ta inna rzeczywistość?
Czas nie miał tam nic wspólnego z tym, jak go postrzegamy w życiu. Jesteśmy przyzwyczajeni do linearnego układania zdarzeń. Tam to było niemożliwe, wszystko mogło się dziać jednocześnie i wszędzie. Takie miałem wrażenie. Dlatego tak trudno to opisać. W pewnym momencie znalazłem się w czymś w rodzaju mglistego, mrocznego podziemia. Dość obrzydliwe miejsce. Zaczęło się wtedy zbliżać wirujące białe światło. Obejmowało coraz większą przestrzeń. Słyszałem także muzykę. Znalazłem się w niezwykle urzekającej realnością i ostrością barw dolinie. Byłem pyłkiem na skrzydle motyla. Obok mnie znalazła się piękna dziewczyna. Jej twarz wciąż pamiętam. Nie powiedziała ani słowa, ale jej myśli w jakiś sposób docierały do mojej świadomości. Rozumiałem, że nie mam się czego obawiać i jestem kochany. Wszystko wyglądało tak samo, ale stałem się bardziej świadomy. Poczułem wszechogarniającą obecność Boga.
Skąd pewność, że to nie mózg płatał ci figle? Tego typu doświadczenia nauka tłumaczy przecież przejściową nieprawidłowością w działaniu kory mózgowej.
Ależ to wszystko działo się w czasie, kiedy mój mózg nie tyle działał nieprawidłowo, ile w ogóle nie działał! Istnieje przecież dokumentacja badań tomograficznych przeprowadzanych w ciągu tych siedmiu dni. Spędziłem trzy lata na szukanie wyjaśnienia tego, co się stało. Na początku próbowałem wszystko zrozumieć na bazie neurobiologii. Wiedziałem, że zapalenie opon mózgowych prawdopodobnie mocniej niż jakiekolwiek inne schorzenie unicestwia część kory mózgowej nazywaną też korą nową, niezwykle mocno wykształconą u człowieka. To oznaczało, że w mojej głowie nie powinno się dziać absolutnie nic. Tymczasem to, czego doświadczyłem w czasie śpiączki, było niezwykle realne, bardzo ostre i żywe. Moje przeżycie wydaje mi się dziś bardziej rzeczywiste niż na przykład to, że siedzimy naprzeciwko siebie i o nim rozmawiamy.
Ludzie, którzy otarli się o śmierć, podobnie wspominają takie chwile, ale ty jesteś neurobiologiem. Nie szukasz innego naukowego wyjaśnienia?
Na początku tłumaczyłem sobie moje nadrealne doświadczenie jakimś niezwykłym działaniem sieci neuronowych. Jednak to, co przeżyłem, było tak potężne, że – zapewniam cię – tego typu wytłumaczenie wydaje mi się niewystarczające. Zacząłem więc szukać innych wyjaśnień, oczywiście wciąż naukowych. Ostatecznie jednak doszedłem do wniosku, że ze względu na treść mojego przeżycia, jego siłę i nieprzetłumaczalność mój mózg w stanie, w jakim się znalazłem, nie mógł czegoś takiego sam wygenerować. Co więcej, po przeanalizowaniu nawet tego, wobec czego byłem i – jako naukowiec – powinienem być jak najbardziej sceptyczny, czyli wchodzenia w interakcję – jak sądzę – z istotami duchowymi, zrozumiałem, że tego nie da się wytłumaczyć w żaden racjonalny sposób. Mimo że bardzo długo szukałem konkretnego, anatomicznego i naukowego wytłumaczenia tego, co przeżyłem, nie znalazłem go.
Czy jest możliwe, że twoje wspomnienia powstały już po wybudzeniu ze śpiączki?
Kiedy się obudziłem, opowiedziałem swoim lekarzom, że zapamiętałem ze śpiączki niezwykle silne duchowe przeżycie. Wytłumaczyli mi to oczywiście poważną chorobą, którą przeszedłem. Byli przekonani, że będę musiał spędzić dwa do trzech miesięcy w szpitalu, a później będzie mi potrzebna do końca życia stała opieka medyczna. Sam początkowo myślałem, że moje wspomnienia były zbyt realne, żeby mogły być prawdziwe. Szczerze mówiąc, chciałbym to doświadczenie po prostu pokazać innym, może wyświetlić jak film, i udowodnić, że nie da się tu niczego wyjaśnić jakimiś lekarskimi sloganami dotyczącymi poziomu tlenu czy dwutlenku węgla w naszych mózgach.
Jak wyglądało przebudzenie?
Było szokujące. Mówiłem już, że w czasie śpiączki nie pamiętałem swojego życia, także moich bliskich. Natomiast doskonale pamiętam z tego okresu konkretne sytuacje, twarze osób, które odwiedzały mnie w szpitalu, np. mojej żony, jej sióstr i dzieci, choć wtedy nie wiedziałem, że to oni. Coś do mnie mówili, ale niczego nie rozumiałem. Docierały do mnie niezwykle silne wrażenia wzrokowe. Pamiętam rurkę intubacyjną i respirator. Po przebudzeniu szybko odzyskałem słuch i mowę. Z przekazów osób, które mi towarzyszyły, wiem, że w ciągu dwóch godzin po odzyskaniu przytomności zacząłem znów mówić. Zdarzyło się też coś jeszcze. Wspominałem już o tym, że widziałem twarze osób, które odwiedzały mnie w szpitalu. Wśród nich była Susan Reintjes, przyjaciółka mojej żony, która od lat pomaga pacjentom w śpiączce. Po przebudzeniu powiedziałem żonie, iż pamiętam, że Susan tam była. Okazało się, że się myliłem. Susan nie odwiedziła mnie w szpitalu. „Ona przyszła do ciebie w sferze psychiki" – stwierdziła moja żona. Oczywiście jako naukowcowi trudno było mi sobie z tym wszystkim poradzić. Wiele osób mówiło mi wtedy, że moje opowieści brzmią jak urojenia kogoś pod wpływem narkotyków. Ja jestem jednak lekarzem i wiem, że narkotyki nie wywołują wizji o tak totalnej klarowności. Ich działanie nie mogłoby tłumaczyć spotkań po tej drugiej stronie rzeczywistości z ludźmi, którzy już dawno odeszli, czy też doświadczeń związanych z istotami duchowymi, które były moim udziałem. Wyobraź sobie, z czym musiałem się zmierzyć. Byłem neurochirurgiem, i to bardzo sceptycznym wobec kwestii duchowych. Nie miałem żadnych wątpliwości, że wiem, jak działa umysł. Byłem absolutnie pewien, że to aktywny mózg daje nam świadomość, a gdy umiera, umieramy wraz z nim. My i nasza świadomość. To była dla mnie niezaprzeczalna prawda.
Może dlatego twoja opowieść wywołała burzę i falę niezwykle krytycznych komentarzy. Czy wydaje ci się, że te doświadczenia i to, że przekazuje je człowiek, który jest naukowcem, mogą zmienić nasze postrzeganie świata?
Moim zdaniem nauka w znacznie szerszym stopniu będzie musiała uznać głębię natury naszej świadomości. Potrzebna jest pokora. Naukowe czy materialistyczne myślenie nie tłumaczy wszystkiego. Mimo wszystko uważam, że sceptycyzm, z którym podszedłem do wyjaśnienia tego, co mi się przydarzyło, jest zdrowy. Pozwolił mi przez to wszystko łatwiej przejść. Równocześnie trzeba uważać, żeby uprzedzenia nie wzięły góry nad dociekaniem prawdy. Ja musiałem odrzucić wszystko to, w co do tej pory wierzyłem. Stephen Hawking powiedział kiedyś, że „zasadnicza różnica między religią a nauką jest taka, że ta pierwsza opiera się na władzy i jakimś narzuconym dogmacie, natomiast druga na obserwacji i rozumie". Hawking ma sporo racji, ale naukowcy, niestety, zbyt często stają się tak samo dogmatyczni i uzależnieni od narzuconego im przez środowisko naukowe sposobu myślenia jak ludzie religijni. Moim zdaniem, kiedy mamy do czynienia z kwestiami dotąd niezrozumiałymi i zupełnie niewytłumaczalnymi, warto zachować szczególną ostrożność i nie ferować łatwych wyroków.
Przekazy dotyczące doświadczeń osób bliskich śmierci zaczęły się pojawiać jakieś 20 lat temu, gdy zaczęto stosować nowoczesne sposoby reanimacji. Niektórzy lekarze tłumaczą, że wspomnienia podobne do twoich są więc skutkiem niedotlenienia mózgu.
Nie ma we współczesnej nauce pojęć, które tłumaczą takie przeżycia jak moje. Przez lata zastanawiałem się z innymi neurobiologami nad tym, czy istnieje świadomość poza mózgiem. Taką niezależną od mózgu świadomość ludzie religijni nazywają duszą. Oczywiście dla mnie, naukowca, było to bardzo trudne do przyjęcia. Dziś patrzę na to inaczej. Chodzi o to, by przestać myśleć w ten sam sposób i otworzyć się na coś nowego, coś absolutnie głębszego. Tego, czym jest świadomość, jej złożoności i głębi nie jesteśmy dziś w stanie pojąć. Myślę, że myślimy zbyt prymitywnie, żeby to zrozumieć. Być może powinniśmy próbować pozbyć się mechanizmu filtrującego w mózgu, który odrzuca wszystko, czego nie rozumiemy. Wyjaśnienie tych zjawisk nie nastąpi pewnie za mojego życia. Moi synowie prawdopodobnie też nie dowiedzą się, jak działa nasza świadomość, ale jestem pewien, że wyjaśnienie tej tajemnicy jest warte każdej minuty pracy tysięcy naukowców, którzy się tym zajmą. Nie da się zlekceważyć doświadczeń tylu osób, które podobnie jak ja otarły się o śmierć. Dlatego całe to dzisiejsze gadanie o niedotlenieniu mózgu, które ma być rzekomo przyczyną rojeń o życiu po życiu, można wyrzucić na śmietnik.


WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA

Formularz kontaktowy - jeśli masz jakieś pytanie, zapraszam do korespondencji

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *