translate

Ezoteryczne rozumienie "niesienia własnego krzyża" rozpoznane w symbolice śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa.

Jezus pozwolił ukrzyżować swoje ciało , a wraz z nim ego. To symbolicznie wpisuje się w cały ciąg nauki biblijnej od słynnego starotestamentowego "marność nad marnościami i pogoń za wiatrem" , po ewangeliczne "...nie troszczcie się o dzień jutrzejszy ... itd". Ten jezusowy krzyż , który trzeba wziąć na swoje barki , to krzyż ciała i ego. Trzeba, ponieważ nie ma innego wyjścia. Człowiek jest jaki jest , ma ciało oraz ego ...więc jest to wskazówka czysto pragmatyczna. Czym innym jest jednak świadomie przyjąć ten krzyż ciała i ego , a czym innym uciekać od tego w nieświadomość, hedonizm , materializm, libertynizm, ateizm etc. Świadome przyjęcie swojego krzyża to nic innego jak pełna akceptacja siebie i swojego życia, takim jakie ono jest. Nie ma tutaj żadnego nawoływania do pełzania na klęczkach czy ubolewania nad swoim losem czyniąc ciągły żal za grzechy. Wziąć swój krzyż to iść za Jezusem , a konkretnie za jego przykładem, który pokazuje priorytety życiowe. Wskazuje hierarchię wartości , które dla człowieka wiary powinny być najistotniejsze. Jezus nie nakazał ludziom dążyć do cierpienia aby skopiować jego własne ... tak myślano w pierwszych wiekach chrześcijaństwa , uważano, że męczeństwo jest najwyższą duchową zasługą. Naśladować Jezusa to żyć dla duszy, nie dla ciała. Czy życie dla duszy oznaczać ma zaniedbanie ciała ? Nie, wręcz przeciwnie. Chodzi o stawianie akcentu na właściwych podmiotach. W sytuacji życiowych wyborów chcąc naśladować Jezusa trzeba stawiać sobie pytania :
 -Co jest dobre, właściwe dla mojej duszy , a co byłoby dobre,właściwe tylko dla mojego ciała/ego ? 
To jest zasadnicze pytanie. Jezus pokazał wyraźnie, że życie ciała jest ograniczone i już w chwili urodzenia jego los, a w tym los ego są przesądzone. Ciało obumiera, obraca się w perzynę ...staje się marnością nad marnościami, a wszelkie pragnienia owego ciała stają się pogonią za wiatrem. Czy warto za tym gonić ?
Przykład Jezusa nie oznacza jednak nihilizmu egzystencjalnego , pokazuje że ciało fizyczne jest narzędziem duszy dla jej rozwoju i wyzwolenia. Wielu ludzi słysząc dzisiaj nawoływania o "wzięciu swojego krzyża" , uszyma wyobraźni słyszy : "cierp tak jak Jezus cierpiał" , i nie jest to bezzasadne wyobrażenie ponieważ przez całe wieki było podsycane przez część duchowieństwa katolickiego. Ludzie słysząc takie słowa myślą i zadają sobie pytanie :
 -czy Jezus naprawdę chce abyśmy cierpieli , czy o to mu chodziło ?
 Oczywiście , że nie.
 "Wziąć swój krzyż" to wezwanie do boju , to wołanie do człowieka : "nie poddawaj się , wstań i walcz ... walcz o siebie o swoich bliźnich w imię prawdy i prawości". Nawet jeśli życie jest trudne , nigdy nie należy tracić nadziei. Im bardziej człowiek zbliża się do Boga w swoim duchowym rozwoju, tym bardziej ego się broni , wymyślając najbardziej karkołomne (diabelskie) sztuczki. Podsycając niecierpliwość, lęk, odbierając wiarę i nadzieję. To też jest swoisty symbol niesienia krzyża. Życie jest jakie jest , odwracanie głowy od rzeczywistych jego przejawów jest uciekaniem w iluzję. Chęć tworzenia Raju na Ziemi jest utopią. Nie taki jest cel egzystencji biologicznej. Jeśli człowiek sobie to uświadomi to zrozumie, że wzięcie swojego krzyża oznacza nic innego jak tylko "wzięcie się z życiem za bary". Nie załamywanie rąk, nie poddawanie się , nie złorzeczenie na swój los. To do niczego nie prowadzi. Jezus był wojownikiem ducha i do tego samego wzywa ludzi...także dzisiaj. Nie ma znaczenia to ile razy się upada , ważne jest to ile razy się powstaje.
 Jak mawiał wielki Polak: "Być zwyciężonym (upaść pod ciężarem swojego krzyża) i nie ulec - to zwycięstwo, zwyciężyć (osiągnąć pozorny życiowy sukces) i spocząć na laurach - to klęska.
 Tak właśnie rozumiem symbol krzyża , śmierci i zmartwychwstania Jezusa.


WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA

Mnich benedyktyński mówi o medytacji i Jodze




Jan Mirosław Bereza (ur. 17 lipca 1955 w Warszawie, zm. 20 lutego 2011 w Lesznie) – polski benedyktyn, propagator medytacji chrześcijańskiej.
Urodził się jako Mirosław Bereza, absolwent filozofii na Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie, w 1982 wstąpił do klasztoru benedyktynów w Lubiniu i przyjął imię Jan. W 1988 przyjął święcenia kapłańskie, w latach 1999-2002 sprawował funkcję przeora wspólnoty klasztornej. Od 1998 był członkiem Komitetu Episkopatu Polski do Spraw Dialogu z Religiami Niechrześcijańskimi.
W 1988 założył w Lubiniu Ośrodek Medytacji Chrześcijańskiej, którym kierował do 2006. Współpracował ze Światową Wspólnotą Medytacji Chrześcijańskiej oraz Benedyktyńską komisją ds. dialogu międzyreligijnego na płaszczyźnie monastycznej. Propagował medytację zakorzenioną w tradycji monastycznej, a jednocześnie otwartą na doświadczenie religii wschodu. Popularyzował wschodnie techniki medytacyjne, starając się je zaadaptować dla potrzeb modlitwy chrześcijańskiej. Zainicjował Dni Medytacji Chrześcijańskiej w Lubiniu. W założonym przez niego ośrodku nauczano medytacji według tradycji tzw. modlitwy monologicznej, z użyciem jednego krótkiego wezwania zaczerpniętego z Pisma Świętego. Był zaangażowany w dialog chrześcijańsko-buddyjski.
Napisał m.in.: Sztuka codziennego życia (1997), Myśli codziennego umysłu (2007), Posty i tosty (z Ewą Awdziejczyk) (2010), był autorem haseł Leksykonu wielkich teologów XX/XXI wieku (wyd. Biblioteka "Więzi" - 2004)


Z o. Janem Berezą OSB, o medytacji i jodze chrześcijańskiej, rozmawia Magdalena Menzel.


Co to jest medytacja?


To jest pojęcie bardzo szerokie, dzisiaj bardzo popularne. Papież Benedykt XVI jeszcze jako kardynał w dokumencie „O niektórych aspektach medytacji chrześcijańskiej” nazwał medytację rodzajem modlitwy, która w ostatnich latach budzi coraz większe zainteresowanie, a jednocześnie zwracał uwagę, że współczesna kultura ogromnie utrudnia zaspokojenie głębokiego pragnienia ciszy rozmyślania i medytacji. W naszej benedyktyńskiej tradycji, mówi się o lectio, meditatio, i contemplatio. Medytacja często jest utożsamiana z rozważaniem, a z drugiej z dogłębnym studiowaniem tekstu czy słowa. Jednym ze znaczeń greckiego słowa meletan, od którego pochodzi łacińskie meditare i polskie medytować jest powtarzanie. Medytacja jest więc wewnętrznym powtarzaniem danego słowa czy myśli. Chociaż trzeba dodać, że samo powtarzanie nie jest celem samo w sobie, pomaga ono odwrócić skupienie umysłu na nas samych, a skierować ku Bogu.



Czy kontemplacja jest tym samym co medytacja?

Kontemplacja to jakby stopień wyżej: gdy już przestajemy powtarzać słowa czy myśli, a cała nasza świadomość jest pochłonięta Bogiem. Wtedy nie my już mówimy lecz mówi Bóg. Jesteśmy zasłuchani, zatopieni w Bogu. Jeden z największych mistyków chrześcijańskich, Św. Jan od Krzyża pisze, że w kontemplacji człowiek zapomina o wszystkim i jest całkowicie zajęty Bogiem. Dla niego jest to tajemnicze i miłosne poznanie Boga. W tym stanie nawet rozmyślanie o sprawach duchowych staje się przeszkodą naruszająca słodycz i pokój miłosnego poznania.



Kontemplacja zawsze zaczyna się od tekstu, czytania?

Od początku chrześcijaństwa, a właściwie już w tradycji judaistycznej znano praktykę powtarzania słowa. Słowo w tradycji biblijnej ma inny sens niż w językach europejskich. W naszym potocznym rozumieniu słowa „oznaczają”, w Biblii „przywołują” i „uobecniają”. Zapewne w tym tkwi problem niechęci czy niezrozumienia sensu medytacji.

W praktyce powtarzanie może być jakby przedłużeniem lectio divina (czytania duchowego), ale może też być odrębną praktyką. Jan Kasjan, mistrz św. Benedykta, szukając nauczycieli modlitwy dotarł do Egiptu (gdzie w IV, V wieku istniało głębokie życie monastyczne). Tam też Kasjan spotkał ojca Izaaka, który nauczył go medytować. Zalecił mu powtarzanie formuły: „Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu, Panie pospiesz ku ratunkowi memu”. Zalecał by powtarzał ją kiedy będzie mu ciężko w życiu, kiedy będzie chory, kiedy będą nękały go pokusy i wielu innych sytuacjach codziennego życia. Podobna forma modlitwy istnieje do dziś jako modlitwa Jezusowa, gdzie powtarza się wezwanie: „Panie Jezu Chryste zmiłuj się nade mną grzesznikiem”.

W XII w. pojawił się w Kościele zachodnim różaniec, na którym zaczęto odmawiać „Zdrowaś Mario”; jego korzenie są jednak na Wschodzie. W książce: „Różaniec – modlitwa Jezusowa Zachodu” autor ukazuje genezę różańca; przy czym podaje, że jeśli chodzi o metodę to jest ona jeszcze starsza i wywodzi się z buddyzmu i hinduizmu, a przez islam trafiła do chrześcijaństwa. Można więc powiedzieć, że różaniec jest modlitwą ekumeniczną, a nawet międzyreligijną. Św. Ignacy Loyola zalecał medytację polegającą na czytaniu Pisma Świętego i wyobrażaniu sobie tego, o czym się czyta, włącznie ze smakami, zapachami, by móc doświadczyć głębiej czytanego tekstu i rzeczywistości, której dotyczy. Zalecał także i tę formę medytacji, podobną do tej, o której wcześniej mówiliśmy – powtarzanie imienia Jezus w rytm oddechu.



Kto może więc medytować? Trzeba być wierzącym, mieć specjalne predyspozycje?

Medytować mogą również osoby niewierzące, powtarzając słowa niezwiązane tylko z religią, np. : „miłość”. Dziś stosuje się medytację w psychoterapii jako środek wyciszający. Ale dla człowieka wierzącego medytacja jest formą modlitwy; zaczynamy modlić się słowami, potem wystarcza jedno słowa, ale dochodzimy także do tego, że słowa stają się niepotrzebne. Zapytano pewnego starca, co on robi w sam w kościele. „Czasami siedzę i myślę, a czasami tylko siedzę” – odpowiedział. „Tylko siedzenie” można już nazwać kontemplacją (tak jak zakochani, którym wystarcza obecność drugiego).



Jak Ojciec nauczył się medytować?

Z medytacją jest podobnie jak sztuce Moliera „Mieszczanin szlachcicem”. Kiedy nauczyciel wyjaśniał bohaterowi, że mówi prozą, ten nie mógł się tym nadziwić. Medytacja jest czymś bardzo naturalnym i niektórzy chyba nie muszą się tego w sposób szczególny uczyć. Czasami widzę starszych ludzi przychodzących do kościoła pół godziny wcześniej przed mszą, siedzą i wydaje mi się, że medytują. Jest to jakby naturalny etap w rozwoju duchowym. Ale oczywiście dla wielu z nas potrzebna jest nauka. Moje przygotowanie rozpoczęło się na w czasie studiów, trzydzieści lat temu. Od tamtego czasu zmieniała się jej forma. Dziś chyba najbardziej przypomina formę modlitwy Jezusowej. Studiowałem też filozofię indyjską i poznałem jogę klasyczną; przerabiałem oryginalne teksty sanskryckie.



Jak medytacja chrześcijańska ma się do medytacji Wchodu, do jogi?

Joga jest bardzo szerokim pojęciem. Przede wszystkim odnosi się do jednego z najstarszych i największych systemów filozoficzno-mistycznych. Jego pochodzenie jest przedaryjskie; w późniejszym okresie został zaadoptowany przez hinduizm i najczęściej poprzez hinduizm jest poznawany w Europie. W Indiach słowo joga odnosi się potocznie do wielu form ascetycznych.

Jest wiele ścieżek jogi i w niektórych z nich medytacja odgrywa ważną rolę. Od strony technicznej medytacja chrześcijańska może nie różnić się od medytacji w innych religiach, różne religie mogą posługiwać się podobnymi metodami. Różnią się w kwestii odniesienia do Boga; joga klasyczna odwołuje się do „Iśwary”. Iśwara jest pojęciem filozoficznym, określeniem Boga osobowego (nie jest to imię Boga). Medytacja chrześcijańska prowadzi do zjednoczenia z Bogiem w Trójcyjedynym objawiającym się nam w Chrystusie. Ojciec J.M. Dechanet, benedyktyn z naszego klasztoru w Belgii napisał książkę „Joga chrześcijańska w dziesięciu lekcjach”. Ukazała się ona jeszcze w latach sześćdziesiątych wraz z imprimatur ojca Opata i miejscowego biskupa. Gdy ukazała się w Polsce, wzbudziła wiele kontrowersji.



Medytacja jest jednym z elementów jogi. Czym zatem jeszcze jest joga?

Definicja mówi, że „joga jest powściągnięciem zjawisk świadomościowych”. Chodzi o dotarcie do prawdziwego „ja”, czyli o dotarcie do prawdziwego podmiotu, żeby odkryć także prawdziwy przedmiot. Thomas Merton wyraził to tak: „Bóg to moje drugie i prawdziwe ja”, to znaczy, że docierając do swojej istoty, jednocześnie odkrywamy obecność Boga. Wyrażając tę myśl bardziej teologicznie można powiedzieć, że odkrywamy obraz i podobieństwo Boże, na które zostaliśmy stworzeni.

Joga klasyczna nie jest związana z żadnym systemem religijnym, posługuje się językiem filozoficzno-mistycznym. Do celu jaki sobie wyznacza, dotarcia do prawdziwego „ja” ukazuje wiele ścieżek. W Polsce to, co nazywa się jogą to właściwie hatha joga, jedna ze ścieżek jogi, która akcentuje rolę ciała i ćwiczeń psychofizycznych. Ale trudno ograniczyć ją tylko do tych ćwiczeń. Joga najpierw mówi stosowaniu pewnych nakazów i zakazów moralnych, które trzeba wypełnić, aby móc rozpocząć wspomniane ćwiczenia. W nich znajduje się również iśvarapranidhana czyli oddaniu się w opiekę Bogu. Dopiero potem możemy ćwiczyć hatha jogę. Myślę, że to pewien problem dla ludzi na Zachodzie, którzy chcą praktykować jogę, a nie są do tego duchowo i moralnie przygotowani.



Dlaczego niektórym joga źle się kojarzy?

Podstawowym problemem jest brak elementarnej wiedzy na jej temat. To, co czytamy w popularnych pismach niewiele ma wspólnego z jogą. Nawet w Indiach organizuje się komercyjne kilkutygodniowe kursy jogi i rozdaje po ich ukończeniu dyplomy. Niektórzy po tych kilku tygodniach nauki próbują uczyć innych. Jednak, aby opanować niektóre ćwiczenia z hatha jogi potrzeba wielu lat.

Z drugiej strony, jeśli ktoś praktykuje jogę, a nie jest do tego duchowo i moralnie przygotowany może zrobić z jogi zły użytek albo joga może mu „zaszkodzić”. Zdarza się też, że jogę próbuje się wykorzystać do złych rzeczy, np. do osiągnięcia nadnaturalnych mocy i panowania nad innymi (przed czym joga wyraźnie przestrzega). Jeśli pacjent bierze lekarstwo niezgodnie z zaleceniami lekarza, to nie powinien mieć pretensji, że zastosowano złe leczenie; przykład jest tym bardziej trafny, że klasyczny traktat jogi ułożony jest na wzór traktatu medycznego. Dlatego zaleca się, by ćwiczenia jogi przebiegały pod okiem nauczyciela, do którego mamy całkowite zaufanie i który potrafi dostosować rodzaj praktyki do naszej wiary, naszych duchowych możliwości i predyspozycji. Joga to nie jest tylko gimnastyka, choć wiele z asanów z jogi znamy z ćwiczeń wychowania fizycznego. Często pod przykrywką nauki jogi czy medytacji działają sekty, które w ten sposób chcą przyciągnąć do siebie ludzi. Znam przypadki organizowania kursów jogi dla werbowania osób ze zdolnościami parapsychicznymi do zadań policyjnych czy wywiadu.

Jeden z indyjskich nauczycieli powiedział: „Kiedy widzę jak ludzie na Zachodzie podchodzą do medytacji to mam ochotę im doradzić, aby się tym nie zajmowali”. Często też o jodze piszą ludzie, którzy zrażeni trudnościami zawrócili w połowie drogi; przyczyny mogą być różne, ale nie są to wiarogodni świadkowie jogi.



Zajmuje się Ojciec dialogiem międzyreligijnym. Czy joga, jako element wspólny dla wielu religii, sprawia, że posuwa się on naprzód?

Benedyktyni byli zachęcani zaraz po Soborze Watykańskim II do podjęcia dialogu z mnichami innych religii. Istniało już wówczas głębokie przeświadczenie, że na poziomie kontemplacji (a więc poza słowami) łatwiej będzie nawiązać między sobą kontakt. Znajduje to potwierdzenie również w fakcie, że monastycyzm jest jakby z natury pomostem między religiami. Pisał o tym do benedyktynów jeszcze w 1974 roku Kardynał Sergio Pinedolli, Przewodniczący ówczesnego Sekretariatu dla niechrześcijan, przekształconego później w Papieską Radę do Dialogu Między Religiami. Życie w klasztorach wszędzie bowiem opiera się na tych samych zasadach: na modlitwach, pracy, ascezie, życiu w prostocie, ubóstwie itp. Można mówić też o dialogu życia, dialogu dzieł, kiedy przedstawiciele różnych religii działają wspólnie dla dobra innych ludzi. W dokumencie Vademecum Dialogu Międzyreligijnego praktyka jogi uznana jest za jeden ze sposobów prowadzenia międzyreligijnego dialogu. Jeszcze w 1993 roku w ramach naszej Federacji Benedyktyńskiej wydano dokument „Kontemplacja i Dialog Międzyreligijny”, był on konsultowany z Papieską Radą do Dialogu Międzyreligijnego i stanowi wielką pomoc dla tych, którzy pragną dzielić się duchowym doświadczeniem z przedstawicielami innych religii. Musimy jednak pamiętać, że spotkanie religii jakie obserwujemy nie ma swego odpowiednika w historii chrześcijaństwa, ale z drugiej strony dopiero się rozpoczyna, dlatego narażeni jesteśmy na trudności i nieporozumienia.
Dobrze jest wtedy pamiętać o tym, co powiedział Jan Paweł II przy okazji Dnia Modlitw o Pokój w Asyżu w 1986 roku: „każda autentyczna modlitwa jest poruszana działaniem Ducha Świętego, który w tajemniczy sposób jest obecny w sercu każdego człowieka”. To przekonanie usprawiedliwia więc fundamentalną ufność, że formy modlitwy wypracowane poza tradycją chrześcijańską nie są a priori zagrożeniem dla wiary chrześcijańskiej a autentyczna modlitwa chrześcijańska nie tyle zależy od metody, co od daru Duchem, który dany jest nam przez Jezusa Chrystusa.


WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA



Ateista o śmierci - krytyczne wskazówki dla adeptów duchowego rozwoju

Czasami człowiek wiary w Boga (inaczej mówiąc człowiek duchowości) szczególnie taki, który nie zdobył jeszcze zupełnej pewności co do swojego światopoglądu , powinien posłuchać czy postudiować sceptyków (w tym przypadku ateistów).


Szczególnie gdy dany sceptyk jest człowiekiem gruntownie wykształconym, a do tego szczerze poszukującym prawdy (chociaż w obrębie swojej ograniczonej zdolności poznawczej).
Spojrzenie z punktu widzenia "krytycznego rozumu" pozwala człowiekowi podążającemu drogą "rozwoju duchowego" spojrzeć na siebie i na własny umysł (jego twory) w sposób obiektywny.
Jest oczywistym, że umysł tworzy rzeczywistość, a adepci duchowego rozwoju dążący do samorealizacji w Bogu , muszą porzucić wszelkie twory pośrednie.
Człowiek ulega złudzeniu umysłu , złudzenie to powoduje fałszywe rozpoznanie rzeczywistości, w tym czasu jaki jest dany człowiekowi na tej ziemi.
Innymi słowy, człowiek żyje tak jakby nic nie miało się wydarzyć (żyje w błogiej naiwności) , i nie są od tego uwolnieni nawet adepci duchowego rozwoju.
Tymczasem nic nie stoi w miejscu, wszystko płynie (jak stwierdza słusznie starożytny filozof).
Życie w naiwności jest życiem w ignorancji , jest zatem stratą czasu czyli marnowaniem życia.
Wracając jednak do sedna.
Od filozofa ateisty można dowiedzieć się dużo na temat tego w jaki sposób umysł tworzy iluzję (tak indywidualną jak i zbiorową).
Można tą wiedzę zastosować i wdrożyć do własnej praktyki jako jedno z narzędzi ascezy intelektualnej ( w ścieżce Jogi zwanej "dźńana marga" istnieje pojęcie neti-neti - nie to, wciąż nie to).
Ciągłe dążenie do prawdy obiektywnej , a więc weryfikowalnej ( w odróżnieniu do prawd subiektywnych, których nie sposób zweryfikować , i które są li tylko osobistymi projekcjami fantazji, oczekiwań, pragnień , a z drugiej strony lęków , kompleksów , niespełnionych marzeń etc.) jest celem rozwoju duchowego.
Pomimo istniejących aksjomatów początkowych (jednym , z których jest samo istnienie Boga) trzeba podążać za osobistymi doświadczeniami aby osiągnąć spełnienie.

Poniższy wykład jaki udostępniam jest wystąpieniem amerykańskiego filozofa-ateisty , które traktuje o zagadnieniu śmierci i chwili obecnej (koncepcja znana wszystkim fanom twórczości i nauk Eckharta Tolle).
Warto poświęcić te 45 minut aby pozwolić sobie na spojrzenie z nieco innej perspektywy.

Autorem wykładu jest :
Sam Harris (ur. 1967) – pisarz amerykański, autor książek oraz licznych esejów opublikowanych w New Stesman, Nature, The Washington Post, Edge, The New York Times, Newsweek. Założyciel i członek The Reason Project.
Ukończył Uniwersytet Stanforda specjalizując się w filozofii. Otrzymał także stopień doktora w dziedzinie neurobiologii, używając czynnościowej tomografii rezonansu magnetycznego bada fizjologiczne podstawy zjawisk wiary, niewiary i niepewności.




WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA










Hezychazm - chrześcijańska Joga


Celem Jogi jest zjednoczenie z Bogiem... Joga nie ma innego celu.
Bóg w formie immanentnej zwany jest Atmanem , zaś Bóg w formie transcendentnej określany jest mianem Brahmana.
Wniknięcie w Jaźń lub zjednoczenie się z Atmanem (immanentną , a więc i osobową formą Boga) jest jednocześnie realizacją Saguna Brahmana (gdyż Atman i Brahman są w swej istocie tym samym potencjałem).
Istnieje wiele rodzajów narzędzi dla dokonanie tego zjednoczenia , mistycznej unii z Bogiem.
Sama Joga rozróżnia ich kilka , stąd tak wiele tzw. szkół Jogi.
W ramach Hinduizmu lub szerzej duchowości dharmicznej (wedyjskiej) istnieje jeszcze więcej tradycji i nurtów.
Wszystkie one jednak mają taki sam cel...poznanie Boga, oddanie się Bogu i zjednoczenie się z Bogiem.
Podobnie rzecz się miała w pierwszych wiekach chrześcijaństwa.
Praktykę bliską Jodze opracowali tzw. Ojcowie Pustyni (anachoreci - pustelnicy , których postawa duchowa była bliska hinduskim sanjasinom).
Najbliższy jednak ideałowi jogicznemu jest Hezychazm , praktyka prowadząca do przebóstwienia , a więc de facto do zjednoczenia się z Atmanem...oczywiście ze zrozumieniem różnic zewnętrznych , a więc uwarunkowań antropomorficznych praktyki :

Hezychazm ( hesychasmos; od greckiego; hesychía – wyciszenie: w teologii rozumiane jako „nieprzerwana cześć i służba Bogu ”– bizantyński nurt mistyczny, który osiągnął szczytowy rozwój i popularność w wieku XIV. Hezychaści twierdzili, że można odnaleźć zjednoczenie z Bogiem jedynie poprzez Chrystusa, praktykując cnoty i modlitwę. Głosili możliwość ujrzenia Światłości Bożej dzięki intensywnej modlitwie, kontemplacji i specyficznym praktykom ascetycznym polegającym na wstrzymywaniu oddechu w trakcie modlitewnego wyciszenia. Ruch wzbudził poważne kontrowersje w Kościele greckim, gdzie tradycja zażartych sporów teologicznych była długa. Ostatecznie jednak na kilku kolejnych synodach konstantynopolitańskich w połowie XIV wieku hezychazm odniósł trwałe zwycięstwo nad swymi przeciwnikami.
Doktrynę rozwinął jednak w sposób najpełniejszy dopiero Grzegorz Palamas (1296–1359), mnich z góry Athos, od którego nazwiska hezychazm zwano często palamizmem. Jako drogę do mistycznego stanu, w którym oczom człowieka objawia się Światłość Boża  hezychaści zalecali powtarzanie w duchu krótkiej modlitwy: „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, miej miłosierdzie nade mną”, przyjęcie pozycji siedzącej z głową skłonioną ku brzuchowi i wstrzymywanie tchu.
Innymi wielkimi admiratorami hezychazmu, a zarazem modlitwy Jezusowej, zwanej też modlitwą serca lub modlitwą monologiczną byli :
Makary Egipski, Jan Klimak, Ewagriusz z Pontu żeby wymienić tylko tych najsłynniejszych.

Praktyka Hezychazmu prowadzi do przebóstwienia :

Przebóstwienie (gr. theosis, theopoiesis) - pojęcie występujące zwłaszcza w prawosławnej teologii apofatycznej (teologia apofatyczna z gr. apofatikos - "przeczący", nazywana też teologią negatywną - nurt teologii oparty na założeniu, że jakiekolwiek pozytywne poznanie natury Boga przekracza granice możliwości ludzkiego rozumu) ; określa dobrowolne dopuszczenie człowieka przez Boga do współudziału w Jego życiu i boskiej naturze drogą pewnego uczestnictwa przez podobieństwo.
Uczestnikiem przebóstwienia jest mistyk , należy jednak podkreślić, że wedle tradycji prawosławnej mistykiem powinien być każdy chrześcijanin, a nie tylko wybitne jednostki, zaś przebóstwienie stanowi dzięki Chrystusowi przeznaczenie i cel ludzkiej egzystencji.


W Hezychazmie stosowane są formy monologiczne (od gr. monologistos czyli jednosłowny, jednozdaniowy) czyli polegające na powtarzaniu jednego słowa bądź zdania (np. fragmentu z Pisma świętego). Trzeba nadto uważać by powtarzanie formuł nie było jedynie mechanicznym, technicznym zabiegiem. Należy czynić to w skupieniu, w odpowiednim rytmie, nade wszystko pamiętając o obecności Bożej. 

Określenie "modlitwa Jezusowa" pochodzi od powtarzania imienia Jezus. Można więc ograniczyć się do samego powtarzania imienia Zbawiciela. Generalnie jednak  łatwiej jest używać dłuższych formuł. Nie ma potrzeby odmawiania ich bez przerwy. Okresy ciszy i milczącej kontemplacji są naturalne.

W Jodze istnieje praktyka zwana "namasmarana" - polega ona na powtarzaniu wybranego imienia Boga (oczywiście chodzi o formę Boga, która dla praktykującego oznacza Boga Najwyższego ... dla chrześcijan jest to Jezus Chrystus).
Praktyka "namasmarany" w Jodze , podobnie jak modlitwa monologiczna w Hezychazmie , prowadzą do oczyszczenia umysłu i wypełnienia go "światłem Boga", które samo z siebie jest transformujące , oczyszczające, uzdrawiające.
Gdy umysł całkowicie poddaje się woli Boga , wtedy następuje "przebóstwienie".

W dzisiejszych czasach , szczególnie w chrześcijaństwie zachodnim - katolickim istnieje sporo doza sceptycyzmu lub nawet wrogości wobec praktyki hezychastycznej.
Widzi się w niej podobieństwo do praktyk dalekiego wschodu, a samą modlitwę monologiczną porównuje się do praktyki powtarzania mantr.
Oczywiście wynika to już z niewiedzy , niezrozumienia istoty tej modlitwy albo po prostu ze złej woli katolickiego duchowieństwa.
Trzeba jednak dodać, że nie całego duchowieństwa, gdyż zwłaszcza Benedyktyni czerpią z tej tradycji i sami prowadzą grupy duchowe w duchu modlitwy Jezusowej (monologicznej).

Tak więc gdy ktoś w dzisiejszych czasach chce oddać się "pogłębionej" duchowości .. .bo tym jest właśnie mistyka i jednocześnie nie chce rezygnować z tradycji, w której wyrósł (np. chrześcijaństwa katolickiego), ponieważ sama osoba Jezusa Chrystusa jak i jego nauki są mu bliskie , to wcale nie musi zrywać z tą tradycją , odchodząc ku wiedzy i naukom wywodzącym się z Wed (Joga, Hinduizm, Buddyzm etc) lub co gorsza oddawać się pseudoduchowości new age.
Takie osoby mogą odszukać w Hezychazmie praktykę mistyki , która podobnie jak Joga , gdy jest praktykowana z głęboką wiarą , oddaniem , zaangażowaniem i dyscypliną , doprowadzi do duchowego rozwoju, a w konsekwencji to zjednoczenia z Bogiem w świętej unii. 

więcej na ten temat można przeczytać TUTAJ


WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA










Bóg i diabeł - rozpoznanie przejawień


"Diabeł" zawsze mówi człowiekowi to co ten chce usłyszeć ... po tym można poznać "diabła".
Bóg zawsze mówi prawdę.
Prawda tym się różni od diabelskiego kłamstwa, że bywa bolesna, potrafi zburzyć to co istniejące, obnaża, lustruje ... kłamstwo zawsze karmi ego.
Taka jest istota wewnętrznego rozpoznania, tak głosów jak i intuicji, przeczuć etc.
Głosy te mogą pochodzić zarówno z wewnątrz jak i z zewnątrz (od innych ludzi).
Podobnie jak w "Matrixie", każdy może stać się "agentem", tak przez każdego w określonej chwili może "przemówić diabeł".
To dlatego Jezus Chrystus powiedział do św. Piotra "idź precz szatanie".
Uczeń, któremu Jezus powierzył tworzenie swojego Kościoła stał się na ten jeden moment tubą samego "diabła".
Co zatem zrobić aby nie być tubą "diabła" ?
Tutaj można by już tylko powtórzyć mnogość sloganów, prawd, mądrości duchowych, które przez tysiące lat były powtarzane przez rozmaitych mistrzów, przewodników, w rozmaitych duchowych tradycjach.
Można cytować mędrców, święte teksty ksiąg religijnych, jednak nic nie zastąpi codziennej praktyki.
Aby nie dać "diabłowi" szansy na zafunkcjonowanie, istnieje tylko jedna praktyka.
Ciągłe, permanentne skoncentrowanie na Bogu, w myślach, słowach i czynach.
Jaka zatem postawa życiowa pozwala na to aby "diabeł" mógł wykorzystać człowieka jako swoje medium ?
Są to wszelkiego rodzaju postawy materialistyczne, hedonistyczne, a nade wszystko ateistyczne.
Gdy człowiek uważa się li tylko za ciało obdarzone mózgiem, które jest stwórcą umysłu ,gdy człowiek nie wierzy w Boga, duszę, a tym samym w egzystencję pośmiertną, wtedy "otwiera" się na działanie "diabła".
Taki człowiek staje się pionkiem, jak nieświadomi niczego mieszkańcy "matrixa".
Niby żyją w znanym im świecie, niby dobrze im się wiedzie, stek smakuje jak stek, wino jak wino ... doznania są rozkoszne, jednak za tym wszystkim stoją "maszyny", czyli diabeł (bezduszność, nieświadomość, egoizm).
Celem egzystencji biologicznej z duchowego punktu widzenia jest "być w tym świecie ale nie z tego świata".
Metaforycznie ujmując można powiedzieć, że najpierw trzeba wyzwolić się z "matrixa" żeby móc przeciwstawić się temu, aby "strażnicy" mogli się poprzez ludzi manifestować.
Wyzwolenie się z "matrixa" następuje poprzez zdobycie wiedzy duchowej, która pozwala na podjęcie świadomej praktyki "skoncentrowania na Bogu".
Gdy Bóg "prześwietla" człowieka, wtedy dla "diabła" nie ma miejsca, a więc i człowiek taki nie może być diabelską tubą.
U czytającego te słowa zapewne powstaje pytanie ... jak rozpoznać kiedy to "diabeł" mówi przez człowieka, i które przekazy są "diabelskie" ?
To rozeznanie trzeba podzielić na dwa etapy.
Pierwszy to rozeznanie samego siebie, a więc własnych "głosów", intuicji, podpowiedzi wewnętrznych czy znaków jakie czasami się spostrzega.
Drugim etapem jest rozpoznanie tego samego u innych.
I jakkolwiek nie ma sensu ingerowanie w egzystencję innych, im samym to zostawiając ,  to zupełnie czym innym jest rozpoznanie u innych tego czy przemawia przez nich Bóg czy "diabeł", gdy ci inni mają z nami bezpośrednią interakcję, ewentualnie wtedy gdy ci inni mają wpływ (jak w przypadku zarządzających państwem-polityków, organizacją-menadżerów, firmą-szefów itd.) na życie wspólnoty.
Zarówno w pierwszym jak i drugim przypadku wytyczne są takie same.
Po pierwsze należy ocenić (tak ocenić !!! ...jakkolwiek w czasach gdy pseudoduchowe filozofie odcisnęły swoje piętno na świadomości ludzi, ocenianie siebie, innych oraz zjawisk nas otaczających jest podstawowym narzędziem poznania rzeczywistości) jakiego rodzaju przesłania do nas docierają.
Czy są to przesłania pozytywne, a więc takie które można określić "dobrem". 
Kryterium "dobra" jest podstawowym czynnikiem, kwalifikatorem dla rozpoznania pozytywności przekazu (głosu wewnętrznego, intuicji, tego co dochodzi do nas od innych ludzi).
Gdy zatem słyszymy głos, który mówi do nas abyśmy zadali krzywdę samemu sobie bądź innym, gdy taki głos bądź intuicja/znak wskazuje nam na dokonanie czynu, który będzie zadawał krzywdę sobie bądź innym ... wtedy możemy być pewni, że jest to "podpowiedź diabelska".
Gdy głos/intuicja/wizja/objawienie nie jest spójne, gdy kluczy, łudzi, manipuluje, ukrywa, kłamie, nie przedstawia nam wszystkiego jak na przysłowiowej tacy, wtedy można być przekonanym, że jest to "diabelska sztuczka".
Podobnych kryteriów oceny należy dokonywać gdy chodzi o zewnętrzne rozpoznanie, a więc gdy informacja dociera do nas od innych ludzi.
Diabeł w człowieku często przybiera anielskie oblicze, jego słowa są okrągłe, poruszają serca, budzą zachwyt i zaufanie, często poruszają kwestie miłości (słowo wytrych w diabelskim wykonaniu), pomagania innym, życia dla dobra planety-matki Ziemi.
Jednak w obliczu próby to anielskie lico zamienia się w twarz bestii.
To co prawdziwe, piękne, boskie często bywa przykryte nieatrakcyjnym wyglądem, surowym słowem, nieraz odpychającym sposobem bycia ( Tutaj można o tym poczytać w świętym tekście "Asztawakra Gita") .
Jednak to nie pozory powinny być istotne w przypadku rozpoznania duchowego ... nie pozory, a rdzeń, sedno, które zawsze objawia się w czynach.
I to w czynach kiedy nadchodzi czas próby.
Próby w życiu człowieka zaś pojawiają się bardzo często (choć większość jest tego zupełnie nieświadoma).
Próby te są swoistymi egzaminami, które windują człowieka na wyższy stopień rozwoju , gdy nie są zaliczone owocują pozostaniem na obecnym poziomie (aż do następnej próby), a czasami w sytuacjach jednoznacznych, rzucają człowieka w dół.
Jak mawia chrześcijańska Ewangelia Mateusza: "czuwajcie więc bo nie znacie dnia ani godziny".
Czym zatem jest ów Bóg i diabeł z powyższych rozważań ?
To dwie strony tego samego medalu, jedna prowadzi drogą harmonii, równowagi, stabilności, druga to droga pozorów, iluzji, obietnic bez pokrycia.
Oczywiście rzeczywistość ta istnieje tylko w wymiarze dualności.
Podobnie Bóg i diabeł istnieją jako przeciwstawne sobie siły tylko w obrębie rzeczywistości dwubiegunowej, czyli tej, która umożliwia zaistnieje światów przejawionych jak też indywidualnych samoświadomości (dusz).
Istnieje też inna rzeczywistość, rzeczywistość poza-biegunowa ale to już sfera Advaita i temat na inne rozważania.
Ktoś w tej chwili mógłby zapytać :
Jaka jest zatem różnica, skoro ostateczna rzeczywistość jest niedualistyczna, skoro dwubiegunowość, a zatem siły dobra i zła istnieją tylko jako rzeczywistość pozorna... jakie ma znaczenie czy wybiorę Boga czy diabła (bo zawsze się dokonuje wyboru, stanie w rozkroku nie istnieje) ?
O tym decyduje każdy z osobna.
Wybór ten będzie decydował o konsekwencjach jednostkowego doświadczenia.
Wybór Boga skutkuje świadomością i ciągłym poszerzaniem wiedzy, co z kolei powoduje "trzymanie na odległość" wszelkiego negatywizmu.
Wybór "diabła" lub brak jakiegokolwiek wyboru (co też de facto sprowadza się do wyboru "diabła") powoduje ciągłe, permanentne wikłanie się w dualizm, iluzję, egoizm  czyli niewiedzę.
Poza tym "życie niedualnością" w sytuacji egzystowania na poziomie materialnego, biologicznego ciała ... samo w sobie jest złudzeniem.
To rzeczywiście oderwanie od rzeczywistości, które niejednego już doprowadziło do obłędu ;)



WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA




Refleksje duchowe na temat rozpoczynającego się dzisiaj "konklawe"



Oto rozpoczęło się konklawe.
115 najwyższych rangą duchownych Kościoła katolickiego wybierze Papieża, zwanego Ojcem Świętym.
Papież jest następcą św. Piotra, którego namaścił sam mistrz Jezus z Nazaretu. 
Jakimi cechami, jakimi atrybutami powinien emanować Papież, a jakimi powinni wykazywać się sami kardynałowie ?
Czy dzisiejsze duchowieństwo katolickie ma jeszcze cokolwiek wspólnego z apostołami Nazarejczyka ?
Po tzw. "pięćdziesiątnicy" kiedy to na apostołów zstąpił "Duch Boży", wszyscy oni, łącznie ze św. Piotrem, pierwszym Papieżem, posiedli moce ducha świętego (zwane charyzmatami).
Sam mistrz z Nazaretu nauczał tymi słowy ( czego muszą być świadomi dzisiejsi kardynałowie, biskupi i duchowni niższej rangi) :

"Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście. Rzekł do Niego Filip: Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy. Odpowiedział mu Jezus: Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: Pokaż nam Ojca? Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie - wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca." J 14, 1-12

To nauka ale zarazem zapewnienie Jezusa Chrystusa dane swoim uczniom, a poprzez nich dalszym spadkobiercom tej nauki.
Co się zatem stało po wiekach, że to zapewnienie Jezusa nie ma swojego przejawienia w charyzmatach poszczególnych Papieży czy kardynałów (nie mówiąc o zwyczajnych kapłanach) ?
Dlaczego wybitnemu Papieżowi - świętemu za życia jak wielu o nim zaświadcza - Janowi Pawłowi 2 trzeba latami wyszukiwać jednego cudu aby spełnić całkowicie sztuczny wymóg uznania go "oficjalnie świętym".
Gdzie charyzmaty wysoko wyświęconych duchownych katolickich ?
Nie ma ich.
Gdzie "Duch Święty", który działa poprzez papieży, kardynałów, biskupów ?
Nie ma go.
Czy zatem nie była to prawda ?
Czy Jezus nieprawdziwie przyrzekał ludziom, że będą dokonywali tego czego on sam dokonywał ?
A czego on dokonywał :
- chodzenie po wodzie, rozmnażanie pożywienia, uzdrawianie chorych, wskrzeszenie zmarłych, wpływ na siły przyrody itd.
Gdzie dzisiaj są jemu podobni lub chociaż podobni apostołom ?
Wśród 115 kardynałów, którzy zamknęli się za bramą kaplicy, nie ma ani jednego takiego.
Gdzie zaistniał błąd na przestrzeni dziejów, że dzisiejsi kapłani nie idą drogą Chrystusa ?
Dlaczego nie przejawia się przez nich "Duch Boży" ?
To są pytania, które powinni sobie postawić wszyscy katolicy, wszyscy chrześcijanie ale też wszyscy ci, którzy są żywo zainteresowani "rozwojem duchowym".
Kościół katolicki nie prowadzi ludzi drogą swojego nauczyciela.
To tylko imitacja tej drogi.
Prawda zawsze owocuje weryfikacją w praktyce.
Tak było w przypadku pierwszych apostołów poprzez, których działał aktywnie "Duch Boży".
Gdyby nie dzieła Jezusa (tzw. cuda) nigdy nie zaistniałaby wiara chrześcijańska.
To te znaki ją stworzyły.
Mówił o tym sam nauczyciel.
Gdybym ja "heretyk", a niegdysiejszy katolik miał życzyć sobie określonego wyboru kardynalskiego podczas odbywającego się konklawe, to życzyłbym sobie aby został wybrany nie urzędnik, nie reformator Kurii Rzymskiej, nie ktoś kto utrwalałby ukształtowaną od kilku pontyfikatów linię wg. której podąża Kościół katolicki ... życzyłbym sobie wyboru na Papieża, prawdziwego mistyka, ascety duchowego, który prawdziwie "płonąłby" ogniem "Ducha Bożego".
Człowieka, który powróciłby do tradycji pierwszych apostołów.
I to nie tradycji Pawła z Tarsu ale do wzoru wspomnianego powyżej autora Ewangelii Jana.
To była prawdziwa realizacja nauk mistrza z Nazaretu.
Taką postawę wykazywali w poprzednich wiekach niektórzy święci jak Franciszek z Asyżu, Franciszek z Paoli czy choćby św. Teresa z Avili lub w 20 już wieku ojciec Pio.
Gdy słyszę w wiadomościach głównego nurtu określenia dziennikarzy (co prawda nieuświadomionych i w większości duchowo obojętnych) twierdzące, że kardynał czy nawet papież to są zawody, takie jak kucharz, malarz czy szewc, to myślę sobie, że nie ma już nadziei dla Kościoła katolickiego.
Bo przecież razem z tymi dziennikarzami występują wysocy rangą duchowni, którzy wcale nie sprzeciwiają się takiemu stawianiu sprawy.
Nadzieją jest jednak powrót do źródeł.
Źródłem zaś dla każdego szczerego i uczciwego chrześcijanina/katolika są słowa Jezusa Chrystusa, a nie interpretacje, reinterpretacje, encykliki, wynurzenia apologetów, rozważania egzegetów itd.
Nauki Jezusa są proste i są czystą mistyką, nie zabarwioną szlamem intelektualnej spekulacji.
Wystarczy powrócić do postaw pierwszych apostołów i podążać za wzorem nauczyciela.
Czy jednak dzisiejsi kardynałowie rozumieją to ?
Wątpię.


WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA



Mentorzy, liderzy , inspiratorzy, prelegenci "amerykańskiego snu" ... czy warto ich słuchać ?


Do Polski co i raz zjeżdżają , głównie z Ameryki rozmaici multimilionerzy , nauczyciele osiągania bogactwa, spełniania marzeń i wielu innych celów.
Głównym hasłem, które powtarza się w anonsach tychże spotkań (często wystawnych, multimedialnych eventów ) jest :
"chcesz osiągnąć sukces, ucz się od ekspertów".
Są też inne np.
"Możesz osiągnąć absolutnie wszystko, musisz tylko słuchać tych , którzy już to osiągnęli".
Brzmi naprawdę pięknie, a ci , którzy przyjeżdżają głosić swoje nauki , rzeczywiście mogą się pochwalić swoimi dokonaniami.
Co zatem mi się nie podoba w tych mitingach ?
To co zazwyczaj, a więc ukryta manipulacja, a więc niedopowiedziana prawda.
Zobrazuję to przykładem.
Wyobraźmy sobie mentora w dziedzinie strategii i praktyki militarnej , mistrza prowadzenia działań wojennych...niech to będzie np. generał Patton (kto nie orientuje się o kim jest mowa może zasięgnąć informacji u pani Wikipedii  ).
Był to wielki wojennik i spec jakich mało ... mógłby zatem być mentorem i wzorem dla wielu innych generałów, dowódców.
Teraz należy rozpatrzeć taką oto sytuację (jest ona przykładem aczkolwiek jest zarazem luźno oparta na wydarzeniu historycznym).
Otóż do generała Pattona w roku powiedzmy 1947 zgłasza się dowódca armii Tybetu (dla szczególarzy dodam, że historyczny Patton wtedy już nie żył...ale to tylko pewien przykład).
Prosi Pattona aby ten przekazał mu całą wiedzę, aby mógł on pokonać armię chińską, która zagraża granicom państwa tybetańskiego.
Czy zatem wybitny generał amerykański George Patton byłby w stanie tego dokonać ?
Oczywiście, że nie.
Istnieje popularne powiedzenie : "mierz siły na zamiary".
Człowiek rozsądny rozpoznaje rzeczywistość i mierzy swoje siły pod kątem swoich zamiarów.
Kto czyni inaczej ten naraża się na rozczarowanie.
Nawet gdyby gen. Patton przekazał całą swoją wiedzę tybetańskiemu wojskowemu, ten nie byłby w stanie z niej skorzystać , gdyż uwarunkowania zewnętrzne byłyby zbyt dużymi determinantami destrukcyjnymi wobec jego nawet najśmielszych zamierzeń.
Tak samo jest z tymi wszystkimi szkoleniami , gdzie wspaniali mówcy i uwodziciele tłumów roztaczają świetlane wizje pokonania milionowej armii chińskiej mając do dyspozycji dwa bataliony żołnierzy wyposażonych w przestarzałą broń (metafora).
Pewnych rzeczy nie da się pokonać.
Oczywiście czymś bardzo wartościowym jest wzorowanie się czy inspirowanie dokonaniami innych - wielkich.
Jednak zawsze trzeba rozumieć, że nie da się skopiować w 100% osiągnięć danego wzoru/autorytetu.
Mistrz duchowości tym różni się od "mistrza amerykańskiego snu", że nie ukrywa tego co należy powiedzieć na wstępie.
Pewni ludzie , biorąc pod uwagę ich osobiste preferencje, które wynikają z takiego, a nie innego wzorca urodzeniowego (za czym idzie zespół cech, potencjałów, talentów, zdolności etc.) nie będą w stanie osiągnąć tego co oferuje im prelegent.
Prawdziwy mistrz powinien od tego zaczynać.
Żaden mistrz duchowości nie powie "każdy może osiągnąć oświecenie jeśli tylko będzie postępował tak jak ja".
To byłaby nieprawda.
Kto chce uczyć się od eksperta , kto chce naśladować autorytet , powinien przede wszystkim rozumieć to, że naśladować się nie da.
Życie człowieka nie jest oderwane od jego cech osobowych, a te są dla każdego inne (pomimo istnienia określonych grup wzorców urodzeniowych).
Gdy ktoś wam mówi "zobaczcie ja to osiągnąłem robiąc tak i tak" , musicie rozumieć, że ten ktoś robił tak i tak ponieważ był do takiego działania predestynowany.
To co można naśladować to pewne ogólne zasady i prawidła , które są uniwersalne bez względu na to kogo dotyczą.
Każdy jednak musi wprzęgnąć je do swojego indywidualnego doświadczenia ze świadomością tego, że efekty mogą się różnić w wyniku właśnie istnienia tych osobowych wzorców.
Nie ma lepszej metody w pracy nad sobą , nad rozwojem osobistym czy duchowym , nad osiąganiem jakiegokolwiek celu niż...metoda prób i błędów.
Milionerzy realiści powtarzają "musisz kilka razy zbankrutować zanim osiągniesz sukces".
Analogicznie mawiają górale do ceprów, chcących się nauczyć jazdy na nartach: "jak się nie psewrócis , to się nie naucys").
Podobnie nauczają mistrzowie duchowi : "zanim osiągniesz wyzwolenie, wiele razy będziesz musiał upaść".

Uczciwy (nie manipulujący) mistrz, nauczyciel, mentor, prelegent zawsze od tego zacznie swoje nauki.
Gdy jest inaczej, możecie być przekonani o tym , że macie do czynienia z szalbierzem (oszustem), który chce żerować na waszej naiwności lub z kimś kto pomimo osiągniętego osobistego sukcesu (bez względu na dziedzinę) sam nie zrozumiał mechanizmów tego sukcesu, jest więc ignorantem i nie powinien zajmować się nauczaniem, prowadzeniem, inspirowaniem innych.
Prawdziwy mentor, nauczyciel, inspirator, prelegent to ten, który rozpoznał prawa rzeczywistości, które prowadzą do sukcesu (takiego czy innego) , a nie zawsze ten, któremu z takiej bądź innej przyczyny się powiodło.
Jeśli ktoś tylko i wyłącznie jako argument swojej nauki wskazuje osobisty przykład, wtedy istnieje prawdopodobieństwo, że jest on zaślepiony swoim sukcesem, a nie jest świadomy jego przyczyny.
Taki ktoś niczego nie jest w stanie nauczyć (choćby sprzedawał miliony inspirujących książek i gromadził tysiące ludzi na spotkaniach autorskich).
Trzeba zatem "zimnego oka" (jak mawiał "Wielki Szu") , dużej dozy rozsądku i pragnienia prawdy , aby nie dać się wciągnąć w nie swoją rzeczywistość.
W nie swojej rzeczywistości czeka nas tylko rozczarowanie, a przecież nie o to chodzi w sytuacji gdy chcemy się czegoś nauczyć, coś zrozumieć , czymś się inspirować.
Co zatem zrobić aby się nie rozczarować ?
Trzeba właściwie rozpoznać samego siebie i warunki w jakich przyszło nam egzystować.
Dopiero wtedy można dokonywać wyboru i dopiero wtedy można zacząć wdrażać wiedzę przekazywaną przez mentorów praktycznie.



WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA

Bóg podzielony czyli cel zjednoczenia aspektów Śiva i Śakti jako zasad: czynnej (żeńskiej) i biernej (męskiej) w człowieku.


Największą mocą na Ziemi...a także gdziekolwiek indziej jest Bóg.
Bóg zaś to nie tylko miłość jak to przyjęło się popularnie uznawać, to także logos czyli rozum.
Miłość jest Śakti, a więc aspektem stwarzającym czy inaczej czynnym/działającym (żeńskim).
Logos czyli rozum to Śiva czyli aspekt kierujący lub też bierny (męski).
Śiva i Śakti nie występują rozdzielnie.
Ograniczanie Boga tylko do aspektu żeńskiego jest właściwe dla skrzywdzonych kobiet , a ograniczanie go tylko do aspektu męskiego jest właściwe dla zaburzonych szowinistycznie mężczyzn.
Bóg to rozum i miłość występujące jednocześnie i współdziałające w ramach dualnego konceptu przejawiania się rzeczywistości materialnej.
Bóg przejawia się w człowieku wtedy gdy obydwa te pierwiastki lub inaczej mówiąc obydwie te zasady, integrują się czyli działają harmonijnie.
Stąd bierze się popularne powiedzenie o współdziałania serca i rozumu.
Powiązanie tych aspektów często rodzi działania na pozór irracjonalne (nielogiczne).
Są one nielogiczne jednak , tylko z punktu widzenia jednej zasady (czy to żeńskiej czy to męskiej).
Gdy punkt postrzegania oparty jest na jednej z zasad , wtedy postrzeganie rzeczywistości jest sprzężone ściśle z cechami owej zasady (żeńskiej lub męskiej).
Stąd u osobników nieharmonijnych czyli takich, u których nie nastąpiło sprzężenie obydwu zasad, występują różnice poznawcze , z których wywodzą się różnice doktrynalne stawiające na piedestale odpowiednio aspekt męski czy żeński Boga.
To jest jednak punkt widzenia z perspektywy niewiedzy.
Aby przejawić w sobie Boga musi nastąpić harmonizacja aspektów czyli dwóch zasad.
Najlepiej obrazuje ten schemat wizualizacja graficzna układu kundalini , składająca się z dwóch nici (nadi) , które przeplatając się ze sobą przebiegają poprzez poszczególne czakry.




Gdy następuje harmonizacja zasad żeńskiej i męskiej wtedy dochodzi do wzbudzenia kanału środkowego i uaktywnienia energii zwanej kundalini.
Ta powstając ku górze otwiera czakry powodując ich oczyszczenie, czego efektem jest samorealizacja duchowa.
Proces ten można nazwać wewnętrzną przemianą alchemiczną lub też powrotem do pierwotnej androgynii bytu.
Człowiek nie przejawia w sobie Boga gdyż jego istota w określony sposób dzieli lub raczej rozdziela Śivę z jego Śakti , a więc powoduje rozdarcie Boga.
Dlatego właśnie człowiek nie posiada mocy tworzenia rzeczywistości.
Aby ponownie posiąść tę moc człowiek musi na powrót dokonać zjednoczenia Boga w sobie.
Zjednoczyć Boga w sobie oznacza, zjednoczyć jego aspekt myślący i działający.
Gdy te dwa są w rozłączeniu, wtedy Boga nie ma (oczywiście nie ma Boga w jednostkowym przejawieniu).
Tylko ścieżka duchowa, wytrwała praca, oddanie i dyscyplina mogą na powrót pozwolić na zjednoczenie się rozerwanych aspektów czy zasad.
Dopiero wtedy gdy to nastąpi mogą zaistnieć wszystkie te fenomeny, o których w ostatnich latach jest tak głośno w dziedzinie wiedzy duchowej.
Mam na myśli rozmaite prawa przyciągania, prawa kreacji, prosperity, tworzenie myślą , jasnowidzenie, a także uzdrawiania lub samouzdrawianie itd.
Gdy zasady żeńska i męska egzystują w człowieku w rozdzieleniu , nic z powyższych nie może zaistnieć.
To właśnie z tej wiedzy bierze się nauka Jezusa Chrystusa , który powiada : "Osiągnij najpierw królestwo Boże, a wszytko inne będzie Ci dodane".
To z tej wiedzy bierze się wschodni slogan wygłaszany przez większość mistrzów duchowych mówiący "Kto osiągnie Jaźń ten wszystko osiągnie".
Najpierw jednak trzeba osiągnąć Jaźń , najpierw jednak trzeba osiągnąć Królestwo Boże.
Oznacza to w praktyce tyle, że należy połączyć w samym sobie Boga, który jest rozdarty na pół.
Dzieli go to coś, co św. Paweł nazywał "ościeniem serca".
Przełamanie tego "ościenia serca" doprowadza do zjednoczenia się aspektów biernego i czynnego - żeńskiego i męskiego - Śivy z Śakti.
Wtedy rzeczywiście każdy staje się swoim własnym Bogiem, swoim własnym mistrzem , swoim własnym nauczycielem.
Staje się przejawieniem Mocy Boga.
Stąd biorą się wszelkie moce nadprzyrodzone (cuda, czy siddhi).
Jednak nie są one już niczym nadprzyrodzonym, są czymś zupełnie naturalnym.
Są wolą Boga, który wreszcie może w pełni objawić swoją potęgę.
Z powyższych rozważań dla uważnego czytelnika powstanie zapewne pytanie :
-Skoro aspekty Śiva i Śakti nie występują rozdzielnie , a jednocześnie w przejawieniu jednostkowym następuje ich rozerwanie ...to jak można pogodzić ze sobą te dwie rzeczy  ?
Otóż można i jednocześnie jest to sedno egzystencji jednostkowej.
Istnienie "ościenia serca" czyli rozdzielenia aspektów Boga ( zasady żeńskiej i męskiej) jest pewnego rodzaju paradoksem.
Jednak to ten paradoks pozwala na zaistnienie dualnej jednostki zwanej człowiekiem (nie nawiązując do innych dualnych przejawień Boga ...domniemanych bądź realnie występujących).
Tak, człowiek jest dualnym przejawem Boga.
Esencją egzystencji człowieka staje się zatem to co powoduje ów rozdział Boga, to co powoduje oddzielenie od siebie Śivy i Śakti, aspektu męskiego i żeńskiego.
I choć jest to tylko rozdzielenie pozorne , to powołuje do egzystencji rzeczywistość doświadczalną.
Tym aspektem rozdzielającym (ościeniem serca w Pawłowej nauce)  jest ego-świadomość.
To ów bufor tworzący samoświadomość jednostki , czyniący możliwym zaistnienie człowieka w jego duchowym jak i materialnym wymiarze.
Skąd wziął się ten bufor, jaki był początek jego zaistnienia to nie temat na dzisiejsze rozważania.
Rzeczywistość człowiecza jest taka, że ów "rozdzielacz" istnieje.
Gdyby go nie było nie istniałby człowiek, nie byłoby dualnej rzeczywistości.
Istnienie ego-świadomości nie oznacza, że aspekty żeński i męski nie "spotykają " się i nie współpracują.
Owszem współpracują jednak nie jako jedność.
Celem duchowego rozwoju jest doprowadzenie do ponownego zjednoczenia się w harmonijnej jedności dwóch boskich zasad.
Jednak trzeba wiedzieć, że całkowite ich zjednoczenie zwane ostatecznym wyzwoleniem, jest stanem śmierci ego-świadomości, a zatem jest końcem jednostkowej samoświadomości.
Wielu dążących do oświecenia zupełnie sobie tego nie uświadamia.Ludzie tacy wierzą, że oświecenie daje swobodę działania, możliwość robienia tego co się chce, ewentualnie daje wszechwiedzę, wszechmoc lub inne atrybuty, których można będzie używać.
Gdy jednak następuje pełne wyzwolenie , nie ma już "tego kogoś" kto chciałby.
Trzeba to rozumieć.
Oczywiście ponowna integracja aspektów żeńskiego i męskiego nie jest jednorazowa i można wyodrębnić etapy i poziomy tego zjednoczenia.
Ostatecznym punktem tego procesu jest rozbudzenie kundalini, która w drodze poprzez poszczególne czakry osiąga Atmana...w ten sposób Śakti spotyka się z Śiva , następuje realizacja saguna Brahmana (używając terminologii wedyjskiej).
Mówiąc bardziej z europejska, następuje realizacja Boga osobowego.
Co jeszcze nie oznacza pełnego wyzwolenia.
Po osiągnięciu Boga osobowego następuje osiągnięcie Boga bezosobowego (nirguna Brahman) , co skutkuje pełnym wyzwoleniem i rozpłynięciem się indywidualności.
W trakcie tego procesu aspekty czynny i bierny , a więc rozum i serce (miłość) zbliżają się niejako do siebie, powodując transformację indywidualnej świadomości.
To zbliżenie wywołuje rozmaite fenomeny niedostępne w rozdzielnym funkcjonowaniu świadomości, a więc w skupieniu w centrum ego-świadomości.
Tak poniewierane wszechobecnie ego jest zatem fundamentem istnienia człowieka.
Jednocześnie jest tym elementem, który na drodze samorealizacji duchowej powinno być porzucane i skłaniane do usunięcia "ościenia serca" w celu połączenia się Boga w człowieku.
Gdy to następuje wtedy dochodzi do przebóstwienia.

Ps.
Ludzie często zadają pytania, samym sobie lub nauczycielom duchowym...dlaczego pomimo mojego zaangażowania duchowego, mojej praktyki , moje modlitwy, afirmacje, prośby do Boga nie przynoszą rezultatu ?
Odpowiedź jest jedna.
Człowiek sam w sobie ( a więc jako ego- świadoma jednostka) posiada niewielką (o ile jakąkolwiek) moc kreowania rzeczywistości, tę moc posiada tylko Bóg w człowieku.
Do kiedy Bóg będzie w człowieku "przepołowiony" do tego czasu prośby , modlitwy i inne czynności nie będą skuteczne.

"Oścień serca" czyli ego-świadomość jest jak tajemne drzwi, które po otworzeniu tajemnym kluczem pozwalają aspektom na połączenie się...wtedy przejawia się Moc Boga poprzez człowieka.
Czym jest ten tajemny klucz ?
To oczywiście metafora, podobnie jak i same tajemne drzwi.
Co zatem oznacza ów klucz ?
Oznacza osłabienie pozycji ego.
Jak można osłabić pozycję ego ?
Poprzez trening podporządkowania jego "Koncepcji Wierności i Służbie Bogu".
Cały rozwój duchowy de facto polega tylko na tym.
Można oczywiście wyróżnić cały szereg cech, zachowań, postępowań jednostki, które prowadzą do wzmocnienia pozycji ego, a także tych, które prowadzą do jej osłabienia.
Wskazówki te można odszukać w treściach nauk poszczególnych religii, takich jak judeo-chrześcijański Dekalog czy wedyjskie prawo Dharmy.
Postawy ogólnie nazwane moralnymi, uczciwość osobista, prawość, niekrzywdzenie , postawa służby wobec egzystencji , to wszystko przymioty pozwalające osłabić "oścień serca" , a więc bufor rozdzielający boskie zasady w człowieku.
Podobnie postawy odwrotne czyli : nieuczciwość, kłamstwo, działanie przeciwko ludziom i naturze , moralna rozwiązłość czyli oddawanie się uciechom zmysłów, prowadzą do wzmacniania się "przesłony" ego.
Gdy człowiek chce współdziałać z Bogiem, gdy chce aby Bóg stał się jego przewodnikiem, gdy chce aby jego modlitwy i prośby znalazły oddźwięk, w końcu gdy chce stać się świadomym kreatorem swojego życia, musi poprzez dyscyplinę treningu podporządkować ego-świadomość boskim przymiotom.
Gdy człowiek w taki sposób "ustawi" swoje życie, wtedy można powiedzieć, że znajduje się na drodze duchowej.
I dopiero taka postawa pozwala mieć nadzieję na to , że osiągnie się zespolenie zasad boskich w sobie ,a więc osiągnięcie duchowej samorealizacji.



WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA





Formularz kontaktowy - jeśli masz jakieś pytanie, zapraszam do korespondencji

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *