translate

Głosiciele prawdy, a urażone ludzkie ambicje


Niektórzy ludzie twierdzą , że grzechem jest sprawić , że drugiemu (bliźniemu) jest przykro , że w wyniku takiego, a nie innego działania drugiemu człowiekowi nie jest tak jakby chciał żeby mu było (a więc gdy zaburza się jego komfort).
Biorąc za wzór powyższe rozumowanie trzeba by było stwierdzić, że Jezus Chrystus był wielkim grzesznikiem.
Jego cała działalność bowiem sprawiała wielką przykrość większości bogobojnych Żydów.
Wielu kapłanów , faryzeuszy i innych wyznawców "starego prawa" czuła się zbulwersowana, a wręcz dotknięta do żywego nauczaniem Jezusa.
Dlaczego Jezus nie dbał o dobre samopoczucie i komfort psychiczny Żydów ?
Czyżby sam grzeszył , raniąc uczucia bliźnich ?
NIE !!!
Jezus głosił prawdę , a co ważniejsze głosił to z przekonania , a raczej pewności.
Stan psychiczny bliźniego (jego uczucia i emocje) nie są wyznacznikiem grzechu , czy złego postępowania człowieka.
To intencja jaka przyświeca działającemu jest istotna.
Jezus Chrystus działał w zgodzie z intencją , która prowadziła go do "oświecania" ludzi.
Czy oświeca się oświeconego ?
Nie.
Oświeca się nieoświeconych , to dlatego Jezus przyszedł do grzeszników.
Gdy człowiek jest kierowany szlachetną, wzniosłą intencją , gdy wie , że to co robi nie ma na celu krzywdzenia ludzi, a tylko "oświecanie" ich , wtedy ten człowiek nie grzeszy , nie czyni niczego złego, nawet jeśli w wyniku jego działań , jednemu czy drugiemu człowiekowi "podskoczy ciśnienie" , wzburzą się emocje , czy zrobi się mu przykro.
Te wszystkie uczucia ludzkie nie są wiele warte z duchowego punktu widzenia.
Istotny jest wzrost, rozwój, a więc stan świadomości.
Oświecający bierze na siebie jednak reakcję "oświecanych" - ich gniew, nienawiść , złość , chęć zemsty.
To jest koszt , którego doświadczyli wszyscy niosący kaganek oświecenia.
Tak też było z Jezusem Chrystusem.
Ci, których uczucia zostały poruszone , ci których świat , doskonale ułożony, chociaż skostniały został zburzony , ci których spokój został zachwiany - dokonali zemsty na burzycielu.
Zamordowali go.
Czy dzisiaj świat się zmienił , czy ludzie się zmienili ?
Nie, ani na jotę.
I dzisiaj tak jak 2000 lat temu byliby skłonni zabić "oświeciciela" , jeśli tylko ten zburzyłby ich w pocie czoła wypracowany status.
I dzisiaj faryzeusze i obłudnicy, którzy mają gęby pełne frazesów o miłości, sercu i innych miazmatach sączonych z zakłamanych gardeł ... krzyczeliby "na krzyż z nim".
I krzyczą.
Już nie na Jezusa, ale na innych ... tych, którzy są obdarzeni wiedzą duchową , i których powołaniem jest "oświecać".
Kochani są szakale w owczych skórach, którzy dobrze rozpoznali tajniki ludzkiej próżności.
Wiedzą oni doskonale w jaki sposób zjednywać sobie przychylnych , jak łaskotać ich skarlałe ego , jak sprawić aby jedli im z ręki.
Sprzedawcy marzeń, iluzji ... tacy, którzy podtrzymują ludzi w ich stanie ("jesteś wspaniały taki jaki jesteś , Bóg cię kocha takiego jakim jesteś , cokolwiek nie zrobisz będzie dobre").
Tacy krzewiciele duchowych wartości wygrywają w dzisiejszym świecie.
Prawdziwi, a więc tacy dla których liczy się tylko prawda i Bóg , są wystawieni na bezpośrednią interakcje z ludzkimi wnętrznościami , a więc z całym zasobem upchanej w głębinach podświadomości kreatury.
Gdyby nie zdobycze tzw. cywilizacji, a więc zespół praw , kodeksów, wymiar sprawiedliwości etc. , dzisiejsi głosiciele i miłośnicy "prawdy"  byliby tak samo prześladowani jak ci przed wiekami , tak samo próbowano by ich mordować.
A kto by stał w pierwszych szeregach tych prześladowców ?
Ci, którzy najgłośniej krzyczą: "miłość , serce , nieocenianie , wszyscy są jednością , kto jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamieniem" itd.
Oni rzucaliby jako pierwsi , jednocześnie krzycząc i powtarzając swoje hasła.
Dlaczego tak by się działo ?
Ponieważ są to osoby zafixowane na swoich traumach, a wszczepione na siłę hasła, które nie mają nic wspólnego z ich fatycznymi postawami wewnętrznymi są tylko kolejną z masek, którymi próbują zakryć swoje cierpienie, swój ból.
Dawanie zadość ludzkiemu egoizmowi, a więc postępowanie tak jakby ten ktoś sobie życzył nie jest postawą cnotliwą , a więc nie jest postawą właściwą z duchowego punktu widzenia.
Postawą cnotliwą jest życie prawdą zawsze i wszędzie , nawet wtedy gdy głoszona prawda miałaby doprowadzić do "pogorszenia nastroju" danego człowieka.
Dlatego głosiciel prawdy , "oświeciciel" nie może zważać na stan emocjonalno-psychiczny ludzi , musi czynić swoje w najgłębszej pewności, że czyni właściwie.
O skutki działania zadba już prawo karmy.
Prawi i sprawiedliwi, a więc żyjący w zgodzie z prawem dharmy , zostaną ocenieni zgodnie ze swoimi intencjami.
Podobnie będzie z tymi, którzy poczuli się urażeni i w swoim wnętrzu (w myślach i uczuciach) dokonali linczu, zemsty na osobie "oświeciciela".
Nikt nie ucieknie przed prawdą o samym sobie.
Obłuda, hipokryzja, zakłamanie to zakały duszy , które gdy są kultywowane ( nawet pod fasadą zewnętrznej pogody ducha i udawanej dobroci , a więc tak , że z zewnątrz nie są od razu widoczne ), prowadzą człowieka niechybnie do upadku.
Reasumując.
Sprawianie bliźniemu przykrości , sprawienie, że cierpi ... działanie, które wynika z intencji uczynienia tego jest grzechem , jest czynem złym, za który przyjdzie odpowiedzieć.
Spowodowanie w człowieku uczucia przykrości, smutku, żalu, zawiedzenia, obrazy , które wynika z głoszenia prawdy ... nie jest działaniem negatywnym , złym, nie jest grzechem.
Doznania , które powstają w człowieku w wyniku zetknięcia się z prawdą (doznania dla doznającego w danej chwili negatywne , czyniące w jego psychice dyskomfort) są wynikiem jego zaburzenia.
I nikt inny jak tylko on sam jest za nie odpowiedzialny.

Ps.
Po przeczytaniu tego tekstu ktoś może zadać pytanie.
Skąd mam wiedzieć kto jest prawdziwym "oświecicielem", kto jest "głosicielem prawdy".
Jeśli tego nie wiem to ktoś kto powoduje w mojej psychice dyskomfort może być zwykłym impertynentem, który mnie obraża , poniża, postponuje ?
Oczywiście.
Odpowiedź na to pytanie jest dosyć brutalna.
Otóż jeśli nie potrafisz rozpoznać "głosiciela prawdy" (aby go rozpoznać należy poczynić odpowiednie kroki , dociekać, sprawdzać, badać , pytać , szukać etc.) to może się tak stać, że Jezusa , którego spotkasz jutro , a który powie ci : "nie bądź rozwiązła idiotko bo źle skończysz" , albo "nie bierz tych łapówek kretynie bo cię wsadzą do więzienia, a tam zostaniesz pobity lub zgwałcony" ... takiego Jezusa nazwiesz chamem lub naplujesz mu w twarz.
Wtedy zaś czeka cię kara , nie za obrażenie "oświeciciela" , ale za to, że nie posłuchałeś prawdy.
Jeżeli ktoś nie potrafi od razu rozpoznać "głosiciela prawdy" , powinien dać sobie czas na ocenę , na wyrobienie sobie zdania.
W przeciwnym razie odpowie za niego jego małe, poranione, pokraczne ego , a ono nie zna żadnej prawdy.
Kto zaś idzie za głosem nieprawdy, ten zawsze skończy źle.


WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA

Ucieczka w "łatwiznę" , czyli niewłaściwy dobór drogi duchowej



Zauważyłem, że wielu ludzi odeszło lub odchodzi od katolicyzmu (czy chrześcijaństwa) do ezoteryki lub innych wyznań (najczęściej jest to Buddyzm lub New Age) , nie z powodów doktrynalnych, nie z pobudek teologicznych (na ogół nie zdają sobie sprawy z istoty jakiejkolwiek teologii).
Czynią to ponieważ uciekają przed dyscypliną religijną.
Aby być katolikiem czy chrześcijaninem - nie mam na myśli faryzeuszy i obłudników - trzeba się podporządkować określonym wartościom, zasadom, trzeba się powściągnąć.
Uciekinierzy chrześcijańscy wybierają takie "duchowości" pod, którymi można umieścić hasło "róbta co chceta".
Są to duchowości mówiące , jak nowo-buddyzm : "nic nie istnieje , a więc nic nie ma znaczenia, wszystko jest wewnętrznie puste - rób co chcesz" , lub jak New Age: "nie istnieje żadne zło , wszystko jest dobre , słuchaj serduszka i - rób co chcesz".
Ewentualnie pseudo-ezoteryka, która powiada : "wszystko jest lekcją, niczym się nie przejmuj, skoro taki jesteś jaki jesteś , to widocznie taki musisz być i taki też jesteś dobry - rób zatem co chcesz".
Wszystko powyżej wymienione są to pseudo-duchowości , które nie powodują jakiegokolwiek rozwoju duchowego.
Rozwój duchowy musi opierać się na systemie wartości, które są traktowane jako zbiór zasad, którymi człowiek żyje na co dzień.
Wymaga to podporządkowania swojego życia (często rozwiązłego) dyscyplinie.
Nie można żyć określonymi wartościami, bez utrzymywania dyscypliny.
Wielu ludzi ucieka dzisiaj przed tym określeniem.
Gdy słyszą słowo "dyscyplina" zachowują się tak jak diabeł pokropiony święconą wodą.
I coś w tym rzeczywiście jest.
Człowiek niezdolny do dyscypliny w swoim życiu, lub taki, który tą dyscyplinę odrzuca, lub od niej ucieka, oddaje swoje życie przewodnictwu tej części siebie, którą można utożsamiać z szatanem ( a więc część niechcącą się podporządkować Bogu).
Tylko wtedy gdy człowiek narzuci sobie system określonych wartości , jest w stanie zapanować nad tym co w nim krnąbrne , rozwiązłe, walczące, buntownicze , amoralne.
Dlaczego ludzie w dzisiejszym świecie porzucają coraz częściej dyscyplinę ?
Wynika to w dużej mierze z lenistwa , ale też z pójścia na łatwiznę.
Z poszukiwania łatwych rozwiązań.
Tacy ludzie zazwyczaj niczego w życiu nie osiągają - żyją sobie beztrosko do czasu, aż los czy samo życie nie upomni się o swoją zapłatę.
Wtedy złożeni chorobą , żałobą , strachem przed nieuchronną śmiercią , kalectwem, ewentualnie bankructwem etc. , uświadamiają sobie, że nie ma w nich żadnej siły aby się temu przeciwstawić , nie ma w nich jakiejkolwiek siły aby móc przejść te trudne chwile (chwile, które czekają absolutnie każdego człowieka) z godnością , a nie w upokorzeniu i upodleniu.
Kto żyje beztrosko , jak gdyby nigdy nic , ten zostanie przez życie prędzej czy później sprowadzony na ziemię - boleśnie sprowadzony.
Mamienie się sloganami o miłości, która zwycięża wszystko , i wystarczy otworzyć swoje serduszko , a wszystkie problemy prysną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki , jest wynikiem niedojrzałości ludzkiej , jest wynikiem pozostawania ludzi dorosłych na poziomie dzieci.
Ucieczka w serce jest ucieczką w swoje marzenia, jest ucieczką w fantazje, które absolutnie każdego doprowadzą do twardego zetknięcia się z rzeczywistością.
Tylko wiara, wiara absolutna, połączona z dyscypliną praktyki pozwala człowiekowi być czujnym przez cały czas ... pozwala na bycie świadkiem.
Kto nie dyscyplinuje swojego umysłu, ten nie będzie żył stabilnie, nie będzie pozostawał w równowadze, gdyż jego wzbudzenia (pragnienia, potrzeby, oczekiwania, marzenia, chcenia , wyobrażenia, żądze) nie pozwolą na to.
Ucieczka w "serce" i tzw. miłość jest drogą cierpiących i skrzywdzonych , jest drogą ucieczki od własnych traum , bolączek , lęków i samotności.
Tacy ludzie nie idą drogą wira- bohaterów , tacy ludzie nie idą drogą wtajemniczenia duchowego.
Drogą wtajemniczenia podążają ci , dla których radość czy cierpienie , zadowolenie czy rozczarowanie , sukces czy porażka ... nie mają żadnego znaczenia.
Drogą wtajemniczenia podążają całkowicie zawierzeni i oddający się "przewodnictwu" Jaźni (Boga).
Uciekinierzy , a więc tacy, którzy ciągle zmieniają ścieżkę praktyki, lub którzy ciągle poszukują , są de facto ludźmi chorymi, którym potrzebne jest uzdrowienie, a nie praktyka duchowego rozwoju.
To tacy zazwyczaj atakują religijne zasady, prawa, nakazy ... atakują w zgodzie z zasadą znaną ze świata zwierząt , a mianowicie, zwierze zranione atakuje najzacieklej.
Te poranione dzieci wykrzykują przeciwko doktrynalnym religiom , walczą o emancypację , o wyzwolenie spod wpływu doktryn religijnych bez, których są niczym dzieci we mgle.
Kto choćby w niewielkim stopniu rozpoznał "światy duchowe" ten jest świadomy tego jak bardzo potrzebny jest fundament , na którym się buduje swoją tożsamość duchową.
Aby oddać się Bogu (aby powierzyć swoje ego Bogu) , najpierw trzeba je wzmocnić - tak, to jest właśnie paradoks , który jest tylko przez niewielu rozumiany.
Wzmocnić , ale pod kontrolą , a więc wyćwiczyć.

Wzmocnić ego tak , aby przestało być karłem, a stało się olbrzymem.
Ego olbrzym jest zdolny do poddania się Bogu, tak jak sławny rycerz poddaje się władzy swojego króla.
Ego karzeł, a więc tchórz , poraniony , skrzywdzony, który szuka "mysiej nory" aby się ukryć ... nie jest zdolne do poddania się Bogu.
Aby ego stało się olbrzymem potrzebna jest dyscyplina praktyki , tej zaś nie można znaleźć w ruchach duchowych, które same w sobie są puste niczym wydmuszka.
Warto zatem trwać w ugruntowanych doktrynach, które przez wieki sprawdzone, są pewniejszym narzędziem praktyki niż domniemane , często wypragnione nowo-duchowości , za którymi nie stoi nic poza pustosłowiem i sloganami, które koją ból i cierpienie skrzywdzonych.
Rozwój duchowy, a więc i określona doktryna duchowa, to nie jest grupa terapeutyczna w rodzaju AA.
Chorzy potrzebują uzdrowienia , zdrowi podążają drogą wtajemniczenia.
Taka jest zasada i hierarchia. 


WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA


Cierpienie duszy, a ujarzmianie ego ... co jest podmiotem rozwoju duchowego ?


Nie istnieje coś takiego jak cierpienie duszy.
Dusza nigdy nie cierpi , to ego cierpi ponieważ nie zawsze może postawić na swoim.
To ego cierpi, gdy nie wszystko układa się tak jakby sobie ono wyobrażało , że powinno być , dziać się, układać.
Tzw. cierpienie duchowe znane wszystkim mistykom oraz stan nazywany acedią, który towarzyszy "głębokim" aspirantom duchowej praktyki , dotyczy więc ego.
Cała praktyka nazywana "rozwojem duchowym" nie dotyczy duszy, ale właśnie ego.
Wszelakie ćwiczenia duchowe skupiają się na ego ,
pomimo określenia "duchowy", które to może przeciętne osoby  wprowadzać w błąd.
Joga, która sama w sobie jest dyscypliną duchowej praktyki oznacza "ujarzmienie" , a także "zjednoczenie".
Co trzeba zatem ujarzmić i co z czym zjednoczyć ?
Ujarzmienie dotyczy ego , należy rozmaitymi metodami (technikami) sprawić aby ego podporządkowało  się Bogu (Atmanowi).
Zjednoczenie dotyczy wszystkich aspektów "pozornie" rozdzielonych, gdyż ego stanowi bufor rozdzielający świadomość osobową (zmysłową) , czyli w tym przypadku świadomość człowieka z krwi i kości od tzw. wyższej świadomości (Atman).
Wielu "znawców" doktryn ezoteryki duchowej naucza o konieczności zniszczenia ego , inni mówią o jego wypaleniu , rozłożeniu itp.
Są to jednak niedorzeczności.
Ego nie można zniszczyć, nie można go usunąć , nie można go wypalić w ogniu boskiej miłości , jak mawiają piewcy new age.
Ego stanowi bowiem o jednostkowej , indywidualnej tożsamości osobowej.
Bez tego elementu nie istnieje jakakolwiek indywidualność.
Oczywiście buddyści , zatwardziali advaityści bądź ludzie naiwni będą głosili, że ego stanowi iluzję , kreuje indywidualną karmę i przyczynia się de facto do cierpienia.
To prawda , ale przyczynia się do cierpienia samego siebie , gdyż nic poza ego cierpieć nie może.
Więc narzekania, czy nawoływania zwolenników anihilacji ego są wołaniem samego ego, które aby nie cierpieć jest w stanie stwarzać koncepcje autodestrukcyjne i modele , które mają wyeliminować podmiot postrzegający za pomocą tego podmiotu właśnie.
Jest to istne pomieszanie z poplątanie, które prowadzi na manowce.
Otóż ego wcale nie jest powołane do jego zniszczenia.
Gdyby tak było , jaki sens miałoby jego zaistnienie ?

Ego posiada wolną wolę (nie wikłając się w stwarzanie teorii prapoczątku wszystkiego) , a dzięki niej (chociaż w praktyce jest mocno ograniczona) może podejmować decyzje i dokonywać wyborów.
Ten element z jednej strony powoduje istnienie ewolucji indywidualnej świadomości, a z drugiej stwarza pole do zaistnienia prawa karmy (prawa przyczyny i skutku).
Ego w swoim przejawieniu indywidualnym korzystając z danej mu wolnej woli najczęściej wykorzystuje je do ... buntu , a więc do sprzeciwu.
Czasem bardzo irracjonalnego sprzeciwu, przeciwko temu co zastane.
Nie rozpoznając całości planu zdarzeń, ego korzysta z takich informacji jakie są mu dostępne w danej chwili doświadczenia i tym samym podejmuje decyzje , które kreują jego dalsze losy.
Zatem poglądy głoszone przez "zwalczających" ego , są poglądami ludzi najbardziej w ego zaangażowanych.
Powiem więcej , nie tyle zaangażowanych co zafixowanych w swoim własnym ego.
Autodestrukcja jest jedną z najbardziej ekstremalnych form samoobrony ... tym jest między innymi samobójstwo.
Samobójcy to egoiści !!!
Ego woli dać się zniszczyć (między innymi poprzez tworzenie filozofii anihilacji ego), niż podporządkować Bogu , Jaźni , Wyższemu Porządkowi Kosmicznemu etc.
Ci, którzy są największymi przeciwnikami ego , są największymi egoistami par excellence.
Co zatem jest zadaniem rozwoju duchowego , co jest celem duchowej praktyki Jogi, czy każdej mistyki , skoro nie zniszczenie ego świadomości ?
Tym celem jest podporządkowanie ego Bogu , a więc Najwyższej Woli Kosmicznej , która jest niejako zaimplantowana w każdej indywidualnej świadomości jako Wyższa Jaźń (Atman).
Wszelkie praktyki, ćwiczenia, posty, wyrzeczenia (asceza) , studia duchowej wiedzy ...absolutnie wszystko to służy wytrenowaniu (wychowaniu) ego do poddania się Bogu.
Z tym, że ego nie można do tego zmusić.
Tak, to jest jedna z największych tajemnic duchowości ezoterycznej.
Ego musi poddać się samo.
Ale nie uczyni tego od razu , będzie walczyć.
I każdy kto rzeczywiście podjął duchową praktykę wie o tym doskonale.
Okresy "ciemnej nocy duszy" doświadczanej przez mistyków wszelkich tradycji duchowych są przykładem na walkę ego o prymat swojego status quo.
To okresy gdy ego przejmuje ponownie świadomość we władanie i stara się wszelkimi znanymi sobie sposobami powrócić na dawne miejsce.
Najczęściej ego atakuje lękiem (każdy człowiek ma jakiś lęk w sobie, który jest dla niego najstraszniejszy i właśnie tym lękiem zaatakuje ego).
Trenowane duchowo ego jest jak zranione zwierze , które atakuje na oślep, a z drugiej strony na narzędzia ataków wybiera to co jest dla człowieka najtrudniejsze do zniesienia w danej chwili.
Trening duchowy ego można porównać metaforycznie do ujeżdżania dzikiego konia przez kowboja.
Mustang taki rzuca się , wierzga , kopie, chce zrzucić jeźdźca za wszelką cenę ... ale w końcu przestaje walki , poddaje się.
Mówi się wtedy, że jeździec ujeździł rumaka ;)
Tak też jest z ego ... proces rozwoju duchowego jest procesem ujeżdżania ego.
Gdy owo się poddaje następuje przejęcie kontroli nad całością świadomości przez Wyższe Ja.
Ci, którzy tego doświadczyli opowiadają o niezwykłym błogostanie, o zaprzestaniu walki.
To jest właśnie cel każdej duchowej praktyki.
Stan bez-walki.
Jednak aby ten stan osiągnąć potrzeba walczyć ... walczyć z ego , tak jak kowboj walczy z ujeżdżanym koniem.
Nie chce skrzywdzić tego konia, nie chce jego śmierci czy zagłady ... chce tylko aby ten koń dobrze mu służył we wspólnej wędrówce.
Oświecone ego to jest właściwe określenie.
Nic innego bowiem nie może ulec oświeceniu.
Dusza tego nie potrzebuje gdyż już jest świetlista , Bóg tym bardziej tego nie potrzebuje gdyż jest czystym światłem.
Nieoświecenie jest brakiem światła Boga , które przez cały czas prześwietla świadomość.
Gdy ego jest dzikim mustangiem, wtedy światłość boskiej natury nie może operować w całym spektrum świadomości, a ego doświadcza cierpienia, które samo na siebie sprowadza.
Wielu mistyków, czy wtajemniczonych w ezoteryczną wiedzę duchową uważa, że stanem najwyższym w rozwoju duchowym jest stan bez-ego.
Nie jest to jednak stan gdy ego indywidualne zanika, czy zostaje zniszczone , a tylko stapia się z Jaźnią.

Indywidualność nie zanika , a jedynie staje się podporządkowana w stanie idealnej harmonii i spokoju (shanti) porządkowi kosmicznemu (boskiemu).
Wszelki bunt ustaje , a efektem tego staje się doskonała akceptacja.
Zanim do tego jednak dojdzie , adept ma przed sobą wiele pracy, która jest procesem ujarzmiania ego (nie likwidowania) , podczas którego ego nieraz będzie wierzgać , kopać i zrzucać jeźdźca.
To jednak zupełnie normalne i naturalne.
W religiach takich jak chrześcijaństwo, judaizm, czy islam istnieje "postać" szatana, który kusi, zwodzi i oddala człowieka od Boga.
Ten szatan to nic innego jak ego , które tak bardzo wierzy w swoją indywidualną niezależność, że nie jest w stanie uświadomić sobie jakiejkolwiek innej prawdy.
O człowieku , który całkowicie utożsamia się li tylko z własnym ciałem (ja jestem tylko tym ciałem) , który nie wierzy w Boga, czy tzw. życie po śmierci , można powiedzieć, że jest szatanem.
Szatan utożsamiany jest często z Lucyferem , aniołem, który jakoby zbuntował się przeciwko Bogu i upadł.
Wg. wyznawanej przeze mnie kosmologii anioły także posiadają ego , a więc mit ten byłby zasadny.
Gdyż nawet najwyższe istoty będące indywiduami są podatne na wzbudzenie swojego ego , a tym samym na opanowanie duszy przez niewiedzę.
Gdyż ego/szatan to synonimy niewiedzy lub raczej zapomnienia.
Można zatem powiedzieć, że każdy, absolutnie każdy człowiek jaki żyje na ziemi jest egoistą.
Gdyby tak nie było, taki człowiek nie mógłby na ziemi zaistnieć (wyjątkiem są istoty zwane w duchowości wschodu Avatarami, ale to inna tematyka).
Dzieje się tak, ponieważ to ego powoduje powstanie ciała.
Ego, a konkretniej formy myślowe zwane sanskarami, które kształtują określoną rzeczywistość doświadczalną ego-świadomości , a przenoszone są w sferach subtelnych umysłu , które psychologia nazywa podświadomością.
Ego opiera swój byt na wzorcach podświadomości, które samo koduje ...i tak napędza się ten proces.
Egoistą nie przestaje się być nawet wtedy gdy ego jest poddane Woli Boga.
Można wtedy mówić o "świętym egoiście".
Ktoś kto nie jest zbyt dobrze obeznany z tematyką wiedzy ezoterycznej , mógłby po przeczytaniu tego tekstu zadać sobie pytanie.
W takim razie kim ja jestem ?
Czy jestem ego świadomością, a jeśli tak to dlaczego z tego tekstu wynika, że ego jest jednak czymś różnym od tego co uważam za siebie.
Skoro mam trenować ego to nim nie jestem (przynajmniej tak do końca) , a skoro to ego ma się poddać Bogu , to i owym Bogiem tak do końca nie jestem.
To wszystko bardzo słuszne i ważne pytania.
Tak naprawdę wszystko to , całe spektrum świadomości stanowi jeden zespół, czy inaczej informacyjne pole świadomości.
Ego jest osobowością indywidualną , podczas gdy Bóg jest elementem wspólnym dla wszelkich indywidualności.
To zaś co steruje lub wydaje się, że steruje tym procesem , a więc decyduje o tym czy i jak ma wyglądać rozwój duchowy to pewna wypadkowa świadomości indywidualnej (ego) i świadomości wyższej (Boga).
Aby "narysować" sobie taki edukacyjny obraz tej zawiłej rzeczywistości, można posłużyć się schematem znanym z filozofii Huny.
Otóż Huna dzieli świadomość na trzy części, jednocześnie uznając każdą z tych części za oddzielny byt (pozornie oddzielny).
Więc mamy do czynienia z podświadomością - świadomością - nadświadomością.
Lub nazywając inaczej Niższym Ja - Średnim Ja-Wyższym Ja.
Chociaż wszystkie razem tworzą jedną całość to każdy z tych elementów odpowiada za swoje pole działań.
Świadomość "średniego ja" to jest to czym operujemy na co dzień.
I od tej średniej świadomości zależy kierunek jaki nadajemy swojemu życiu , czy raczej jaki kierunek zostanie nadany życiu całego indywidualnego trój-zespołu świadomości.
W tej średniej świadomości raz to manifestuje się (bryka) ego , a raz Wyższe Ja (to dlatego Jezus Chrystus powiedział do swojego najbliższego ucznia "idź precz szatanie" .. w tamtej chwili świadomością Piotra zawładnęło ego czyi szatan).
I jakkolwiek Huna nie wyczerpuje całego tematu odnośnie procesu rozwoju duchowego, tak jak czyni to np. Joga ... to jest dobrym materiałem dla początkujących adeptów, aby ci zrozumieli zasadę "działania" umysłu.
Metod , technik, ćwiczeń , które mają mieć za zadanie ujarzmienie ego zostało "wymyślonych" na przestrzeni tysięcy lat wiele.
Jedne szybciej prowadzą do ujeżdżenia ego , inne wolniej.
Wszystko to zależne jest od indywidualnych predyspozycji jednostki.
Jednak wszystkie one mają wspólne elementy, które bez względu na rodzaj praktyki, muszą być wdrożone aby ego mogło zostać obłaskawione.
Są to :
-dyscyplina
-cierpliwość
-wiara
-cnota
Na podobieństwo wyżej wspomnianego kowboja , adept musi zapanować nad rozbrykanym ego , a to nie może się udać gdy kowboj (adept) będzie zeskakiwał z konia (ego) po każdym jego bryknięciu ;)
Gdy rozpoczyna się ujeżdżanie, nie można przerywać tego procesu, gdyż wtedy nie daje on żadnego skutku, a nawet przeciwnie , ego staje się coraz bardziej uodpornione na bodźce i wtedy trzeba stosować je w dużo bardziej skondensowanych dawkach.
Kończąc ten wywód powiem, że najważniejsza jest systematyczność i uczciwe oddanie się procesowi.
I trzeba też pamiętać, że samo ego się nie ujeździ, trzeba dosiąść mustanga i skończyć dopiero wtedy gdy stanie się dostojnym rumakiem. ;)

Ps.
Oczywiście istnieje wiele definicji określających ego.
Dla mnie ego jest osobową formą lub częścią świadomości duszy , posiadającą określone indywidualne cechy (tzw. charakter).
I z perspektywy takiego rozumienia należy czytać powyższy tekst.


WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA

Ezoteryka i Mistyka ... czy są tym samym ?

Określenie "Duchowość Ezoteryczna" oznacza ni mniej , ni więcej jak tylko "Duchowość Mistyczną".
Określenia ezoteryka i mistyka są w tym przypadku synonimami.
Oczywiście w dzisiejszych czasach określenie ezoteryzm kojarzy się głownie z wróżbiarstwem , kontaktami z duchami lub rozmaitymi metodami niekonwencjonalnego leczenia (uzdrawiania).

Jednak słownikowe znaczenie tych słów nie pozostawia wątpliwości co do tego , że obydwa oznaczają to samo.
Ezoteryczny to - tajemny , tajny , dostępny tylko dla wtajemniczonych, wybranych.
{pochodzi od greckiego esoterikos , co znaczy "wewnętrzny , tylny"}.
Mistycyzm to stanowisko religijno-filozoficzne , uznające możliwość bezpośredniego kontaktu człowieka z Bogiem.
{pochodzi od greckiego mystikos , co znaczy "tajemny" , a także mystes , co oznacza "wtajemniczony"}.
Obydwa te terminy oznaczają "Wiedzę Tajemną" czyli taką, która stanowi tajemnicę , tajemnicę, którą trzeba dopiero odkryć.

W dzisiejszych czasach gdy dostęp do literatury (zarówno mistycznej sensu stricte , jak i ezoterycznej) stał się powszechny , wielu ludzi zapoznawszy się z zawartą w tych dziełach wiedzą , uznaje się bądź za ezoteryków , bądź za mistyków.
Nie są jednak nimi.
Ezoterykiem/Mistykiem nie zostaje się po przeczytaniu treści ezoterycznych/mistycznych , zostaje się nim dzięki praktyce , a więc doświadczeniu tej wiedzy wewnętrznie.
Do tego prowadzą określone narzędzia praktyki (tj. medytacja, kontemplacja , modlitwy , mantry , techniki prowadzenia oddechu etc).
Tak więc ezoteryka rozumiana właściwie jest jak najbardziej mistyką ... rozumiana w sposób "popularny" nie jest nią.
Ezoteryka to wiedza i praktyka wewnętrzna , która jest odwrotnością egzoteryki , a więc tych wszystkich praktyk, które są zewnętrzne, rytualne , zrozumiałe dla wszystkich , a które należą do tzw. duchowości wspólnotowej.
{egzoteryczny - pochodzi od greckiego eksoterikos co oznacza "zewnętrzny" , od eksotero co oznacza "całkiem na zewnątrz" ).
Mistyka podobnie jak ezoteryka należy do sfery duchowości indywidualnej.
Wątpliwości lub nawet lęki wywołane określeniem ezoteryczny wiążą się głownie z tzw. "popularnym" rozumieniem tego określenia.
Magiczne rytuały , wywoływanie duchów , przepowiadanie przyszłości , próby kreowania swojego losu za pomocą istot niefizycznych bądź zaklęć ... to wszystko związane jest z tym co można nazwać "ruchem ezoterycznych" ale nie z Ezoteryką samą w sobie.
Dla mistyka, a więc kogoś kogo interesuje tylko i wyłącznie istota najwyższa (poznanie jej, relacja z nią , a w końcu zjednoczenie w świętej unii) , wszystkie wymienione powyżej przejawy ezoteryzmu będą siłą rzeczy nieistotne lub wręcz absurdalne.
Wiążą się one mianowicie z przywiązaniem do własnego ego.
Tylko ego bowiem może być zainteresowane przewidzeniem swojej przyszłości czy "wyczarowaniem" jej sobie...oczywiście paliwem takiego chcenia jest strach o własną egzystencję.
Mistyk to osoba podążając drogą ezoterycznego wtajemniczenia.
Jednak to nie od woli mistyka zależy owo wtajemniczenie.
Procesem tym kieruje Bóg , a mistyk li tylko poddaje się temu działaniu.
Rozwojem duchowym w rozumieniu mistycznym jest więc pokonywanie kolejnych stopni ezoterycznego (wewnętrznego) wtajemniczenia , pod kierunkiem Boga.
Nic więcej nie należy do tej drogi.
Narzędzia służące do praktyki (wymienione wyżej) służą tylko uładzeniu ego , a więc spowodowaniu aby porzuciło kontrolę (sterowanie) umysłu.
W trakcie praktyki, gdy wpływy ego słabną, kontrolę przejmuje Bóg (Wyższa Jaźń , Atman) , wtedy de facto adeptowi pozostaje tylko trwać w tym stanie ... reszta jest dziełem najwyższego.
Naturalnie ego nie poddaje się łatwo , dzieje się to etapami , stąd powstaje tzw. skala rozwoju duchowego , która wskazuje kto na jakim poziomie zaawansowania się znajduje.
Duchowość Ezoteryczna czy inaczej Duchowość Mistyczna to dalszy lub wyższy poziom.
To poziom , na którym znajdują się ci, których ego jest na tyle uładzone , że pozwala "poddać się Bogu" w pełni.
To poziom gdy człowiek może sobie powiedzieć zupełnie uczciwie i szczerze : "chcę oddać swoją wolę, woli Boga".
Nie każdy jest w stanie to powiedzieć , a jeszcze mniej jest w stanie wytrwać w tej "pewności".
To jest weryfikator dla każdego czytającego strony tego bloga.
Wielu ludzi twierdzących , że są ezoterykami  uważa , że oddaje się Bogu, ale w swoich modlitwach powtarzają : "Boże zrób to czy tamto" lub "Niech się stanie to czy owo , zgodnie z twoją wolą, ale niech nie będzie to takie czy inne".
To wszystko jest dowodem na fakt , że taki człowiek, a konkretnie jego ego (samoświadomość osobowa) nie oddał jeszcze kontroli.
Tacy ludzie nie są mistykami , a więc nie podążają drogą ezoterycznego wtajemniczenia (gdyż jak napisałem powyżej, wtajemniczającym jest tylko Bóg).
Ktoś może w tym momencie powiedzieć , że fakt posługiwania się wróżbami, kontakty z duchami i inne praktyki mogą być etapem w dochodzeniu do tego "poddania się".
Nie neguję tego faktu ... sam wszak przeszedłem taką drogę.
Jednak same w sobie te "rzeczy" nie doprowadzają do Boga.
Doprowadza dopiero stan "rozczarowania" praktykami ezoterycznymi.
Rozczarowania w pozytywnym tego słowa znaczeniu , a więc zrozumienia, że owe praktyki do niczego pozytywnego (w sensie duchowym)  nie prowadzą, są tylko "tabletkami antydepresyjnymi" dla ego.
Poddanie się "woli Boga" nie oznacza jednak nicnierobienia.
Wręcz przeciwnie , gdy to następuje , pojawiają się doświadczenia lub doznania, które są dla człowieka "właściwe" (człowiek poddany woli Boga musi zatem pozostawać w pełnej uważności).
Ego jednak nie pozostaje nieaktywne , walczy.
Jednym z oręży ego na tym poziomie doświadczenia jest pobudzanie "niecierpliwości".
Gdy człowiek się niecierpliwi , zaczyna się poganiać , chce przyspieszać ... wraca do wróżb , wraca do afirmacji , chce znowu sam działać.
Wtedy "odcina" się od Boga , a ego zaczyna ponownie dowodzić.
Ten mechanizm powtarza się do czasu, aż odwaga całkowicie zapanuje nad strachem (opisałem to w dawniejszym tekście dotyczącym ego-karła i ego-olbrzyma).
Na zakończenie dodam.
Tzw. "przemysł ezoteryczny" i jego atrybutu (wymienione wyżej) mogą być uznawane jako "droga duchowa".
Jednak dopiero Mistyka jest prawdziwą Ezoteryką.


WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA

Formularz kontaktowy - jeśli masz jakieś pytanie, zapraszam do korespondencji

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *