translate

Lekarze o "życiu po życiu" - wywiad

Z Tadeuszem Wierzbickim, anestezjologiem i algologiem, rozmawia Jędrzej Fijałkowski. 
Holenderski lekarz, Pim van Lommel, kardiolog, napisał książkę Wieczna świadomość. Naukowa wizja „życia po życiu”. Na naszym rynku ukazała się nakładem wydawnictwa Artvitae.
Polski lekarz, od lat przebywający w Holandii, Tadeusz Wierzbicki, anestezjolog, figuruje na okładce książki, jako konsultant medyczny.
Skąd w poważnej medycynie, u poważnych, „prawdziwych” lekarzy, wykształconych na poważnych akademiach medycznych zainteresowanie tematem, co do którego współczesna medycyna wciąż ma wątpliwości? Nie obawia się Pan ostracyzmu środowiska?
– Wie pan, najchętniej odpowiedziałbym panu językiem młodzieżowym, na ile mnie ów ostracyzm ziębi, ale w poważnym czasopiśmie nie wypada. Pozostańmy więc przy informacji dla czytelników, że pracując głównie w Holandii, jako algolog (lekarz od likwidowania bólu w organizmie), nie mam z tym problemów. Natomiast nad zjawiskiem „życia po życiu” nie możemy przejść obojętnie i bagatelizować je tylko dlatego, że obecny paradygmat medyczny nie ma wciąż jeszcze odpowiednich narzędzi, żeby je dokładnie badać. Nauka, konkretnie zaś fizyka kwantowa dysponuje już założeniami teoretycznymi oraz konkretami, które dość trudno będzie podważyć bez ośmieszenia się. Potwierdza się prawda, że fizycy mają do Boga najbliżej.
Jeśli istnieje…
– Nawet fizycy nie przeprowadzili jeszcze dowodu na jego istnienie, ale mogę pana zapewnić, że zbyt dużo jest przesłanek, żeby ten fakt ignorować. Nie miejsce tu, aby zagłębiać się w temat budzący emocje od wieków. Natomiast wyobrażanie sobie dzisiaj Boga, jako brodatego starca z otaczającymi go cherubinami grającymi na harfach jest tyleż naiwne, co dziecinne. Potrzebowaliśmy kogoś, kto nas będzie pilnował, doglądał z góry, podejmował za nas decyzje, kto będzie wytłumaczeniem naszych słabości i występków oraz ich rozgrzeszeniem. Mimo pobytu na tym padole od 300 000 lat, biorąc pod uwagę neandertalczyka albo nawet 1,5 miliona, jeśli policzymy ludy, które dysponowały jakimiś tam narzędziami – wciąż jesteśmy zagubieni w tym świecie i szukamy Opiekuna. W końcu z drzewa wiadomości  dobrego i złego skubnęliśmy niewiele, bo nim sięgnęliśmy po kolejne owoce już Archanioł Gabryel z gorejącym mieczem wygonił nas z raju. I ta niewiedza trwa do dziś, przemy powoli do przodu, ale tych, którzy ciągną nas wstecz, jest ciągle spora grupa. Stąd pewnie wciąż wykorzystujemy jedynie 10 procent mózgu i nie możemy rozumem objąć wielu zjawisk nas otaczających. Musiał z pomocą przyjść zupełnie inny rodzaj poznania, kojarzący się z Epoką Wodnika i przedstawiany, o paradoksie, przez gałąź nauki jak najbardziej ścisłą.
Czyżby więc było tak, że aby zrozumieć Boga, musimy poznać fizykę kwantową?
– Nie do końca. Fizyka jest tylko narzędziem, które pozwala poznać drogę, po której powinniśmy iść, aby do Niego dotrzeć.
To herezja…
– Herezją było, że Ziemia kręci się wokół Słońca. Trzeba było zmienić paradygmat, żeby więcej stosów nie płonęło. Jeśli obserwator w fizyce kwantowej ma wpływ na doświadczenie, na zachodzący proces, to znaczy, że jest on kreatorem tego procesu. Dzięki postrzeganiu zmienia jego przebieg. To on tworzy rzeczywistość. Dokładnie tak, jak Bóg. A czyż nie to napisane jest w Piśmie, że jesteśmy bogami na wzór i podobieństwo? I dopiero fizyka kwantowa musi to potwierdzać? Niegłupie więc jest to powiedzenie, żeby myśleć pozytywnie, bo w ten sposób, jako obserwatorzy kreujemy pozytywne działania. Idźmy dalej: ilu laborantów – tyle wyników doświadczeń: ilu ludzi, tyle obserwacji świata i tyle zdarzeń w tym ciągu nieustających perypetii, które nazywamy życiem. I dalej: tyle też doświadczeń życia po życiu, wynikłych z zasobów naszych umysłów…
Umysłów czy mózgów?
– Ani jedno, ani drugie. Doświadczenia z życia po życiu, a więc sytuacji, gdy zamierają funkcje życiowe i gaśnie praca mózgu nie mogą, co oczywiste, pochodzić z jego wnętrza. On wówczas nie pracuje. Jeśli ten stan się przedłuży, następuje nieodwracalny koniec. A przecież przez te kilka minut doświadczamy zdumiewających wrażeń, których w naszym mózgowym komputerze nie było. Trzyletnia dziewczynka z amputowaną połową mózgu funkcjonuje w taki sposób, że jej kalectwo jest niezauważalne dla otoczenia („Lancet” rok 2002). Zachowała pamięć wydarzeń i pamięć bieżącą, pozwalającą na poruszanie się w środowisku. Skąd zaczerpnęła te wiadomości, jeśli według współczesnej medycyny jej mózg, czyli twardy dysk organizmu w połowie nie istnieje? Gdzie gromadzimy wiedzę wydarzeń, które budowały nasze życie? Doświadczenia, których doświadczaliśmy na ziemi, w czasie wędrówki po niej?
Jeśli mózg nie jest naszą pamięcią, naszym twardym dyskiem, to co kumuluje tę pamięć wydarzeń?
– Van Lommel tak pisze w swojej książce: „Pojemność pojedynczego centymetra sześciennego kory mózgowej zawiera nie mniej niż 100 milionów neuronów, a ponieważ każdy neuron posiada przynajmniej tysiąc synaps łączących go z otaczającymi go neuronami, to każdy centymetr sześcienny ma 100 000 000 000 synaps dendrytów. Jeśli jedna synapsa zawierałaby jeden bit informacji, to funkcjonalność mózgu potrzebowałaby 100 000 000 000 000 (sto bilionów) bitów informacji procesowych, co jest dużo więcej niż nasze ludzkie DNA, czyli kod genetyczny, mógłby pomieścić wg naszej wiedzy”. Simon Berkovich, ekspert komputerowy wyliczył, iż pomimo olbrzymich zasobów synaps w mózgu, jego możliwość gromadzenia pamięci z całego życia wraz z towarzyszącymi myślami i emocjami jest zupełnie niewystarczająca. W ciągu jakiegokolwiek momentu dnia w mózgu zachodzi około 1024 (10 z 24 zerami) zajść na sekundę. Pojemność mózgowa musiałaby więc wynosić 3×1027 bitów na centymetr sześcienny, co według naszej wiedzy jest nieprawdopodobne…
Uff! Więc co? Jakie jest wytłumaczenie?
Nasz mózg nie jest twardym dyskiem. Jest serwerem, ale i interfejsem w Internecie. Mamy w każdej chwili dostęp do wszystkich informacji i możliwość ich wykorzystywania. Jednych mniej, drugich – z komputerową adnotacją „ulubione” – więcej. Zasób naszych myśli, przyzwyczajeń, naszej wiedzy, naszej pamięci jest tak duży, że żaden mózg by tego nie pomieścił, nawet jeśli mielibyśmy wykorzystać pozostałe 90 proc., których nie używamy. Wspomniane badania wykazują, że mózg wcale nie jest tym narządem, który prowadzi nas przez życie, wytwarza wyobrażenia, pamięta wszystko z naszych poprzednich wcieleń, i także to, że lubimy akurat lody truskawkowe, a czekoladowe niekoniecznie, że w Warszawie tramwaj „4” skręca na Pragę, a w USA jest 50 stanów. Mózg można porównać do odbiornika telewizyjnego, który odbiera sygnał elektromagnetyczny oraz koduje go na obraz i dźwięk i jednocześnie do kamery, która obraz i dźwięk dekoduje do poziomu sygnału elektromagnetycznego. Mózg nie tworzy świadomości, tylko ułatwia jej odbiór. Jest narzędziem do tego przystosowanym. Jedynie narzędziem, umożliwiającym jej doświadczanie. Pozostaje więc możliwość funkcjonowania świadomości naszego „ja” w ogromnym morzu informatycznym Wszechświata. Jesteśmy do niego podłączeni i to stamtąd czerpiemy informacje. Nasza wiedza nie pochodzi z mózgu, a z całego naszego „ja”, które jest cząstką Całości. Czy nie o tym mówią wszystkie wschodnie nauki? O jedności jednostki i Wszechświata? Czy nie o tym mówi idea pola morfogenetycznego Sheldrake’a, idea elektromagnetycznej idei życia Sedlaka, informatyczna teoria strun? Czy biblioteka palmowych liści w Banlagore nie jest także zbiorowym umysłem Wszechświata, którego jesteśmy cząstką i doświadczamy go codziennie, niekoniecznie odbierając bodźce informacyjne z mózgu? W otaczającym nas polu elektromagnetycznym może się pomieścić nieskończona liczba informacji, czego przykładem Internet, którego strony odbiera się bezprzewodowo na każdym komputerze na świecie. Myślę jednak, że istnieje „coś”, co te informacje w jakiś sposób „ustawia” w tematycznych folderach. Do jednych z nich mamy dostęp, do drugich wciąż jeszcze nie.
Tak więc wizje związane ze stanem śmierci klinicznej pochodzą z zewnątrz, są egzogenne, nie związane z naszym ciałem, umysłem, mózgiem?
– Dr Elisabeth Kubler-Ross oraz, niezależnie od niej, dr Michael Sabom przeprowadzili dość istotne eksperymenty z osobami, które od wielu lat lub wręcz od urodzenia były niewidome i doświadczyły śmierci klinicznej. Po przebudzeniu potrafiły dokładnie opisać swoje wrażenia, łącznie ze szczegółami usytuowania osób, mebli, wyposażenia. Określały ich wygląd i kolorystykę! Nawet numer samochodu, który je potrącił, a kierowca zbiegł z miejsca wypadku! Będąc niewidome, a więc nie mając „normalnego” wzrokowego oglądu! Kto potrafi to wytłumaczyć inaczej niż zupełnie innymi od zmysłowych możliwościami odbioru sygnałów przychodzących z zewnątrz? Każdy z czytelników „Czwartego Wymiaru” zna opisy wizji związanych z tym stanem: podróż w tunelu, wszechobecne światło, spokój wewnętrzny, niechęć do powrotu. Te obrazy na całym świecie się powtarzają, nie mogą więc funkcjonować pojedynczo, w każdym mózgu, nie z niego muszą się wywodzić, a z jakiejś „ogólnej” bazy informacji, której istnienie potwierdzają.
Jedno wielkie pole informacyjne. Czy to jest Bóg, do którego dołączamy jako kolejny bit informacji, powiększając Jego majestat i stając się Jego częścią?
– Odpowiem dyplomatycznie, żeby nie urazić wyznawców różnych wizji Boga, bo każdy przecież jakoś tę Postać kreuje w swoich myślach: nie potwierdzam i nie zaprzeczam. Jeśli mowa o rozmaitych obrazach Boga, to przedstawiciele kół ekumenicznych potwierdzają coraz częściej, że nie ma „osobnych” bogów: chrześcijaństwa, islamu, judaizmu, hinduizmu (ta religia jest wybitnie politeistyczna). Bóg jest jeden i tak było od początku, dopiero potem, jak mówi symbolicznie Biblia, języki się ludziom pomieszały i wyszło, jak wyszło. Na początku XX w. istniało przekonanie, że Kosmos jest wieczny i nieskończony. Wszystkich zaskoczyło, gdy Edward Huble w 1929 roku odkrył, że Wszechświat nie jest statyczny i podlega ciągłym zmianom. Tak więc nie jest również wieczny, skoro powstał w określonym punkcie przestrzeni i czasu, które to pojęcie przed Wielkim Wybuchem nie istniało. Teoria Big Bangu jest z kolei autorstwa księdza – naukowca, kosmologa, George’a Lemaître, który jako pierwszy zastosował w kosmologii fizykę kwantową. W 1965 roku (Nobel w 1978 r.) Arno Allan Penzias, amerykański fizyk i astrofizyk, wraz z Robertem W. Wilsonem, amerykańskim astronomem, odkryli promieniowanie będące kosmicznym echem Wielkiego Wybuchu. Rok 2003 przyniósł publikację zdjęć naukowców z NASA przedstawiających resztki tego promieniowania.
Dziś wielki zderzacz hadronów przybliża się coraz bardziej do znalezienia odpowiedzi, jak powstał Wszechświat. Wciąż jednak jeszcze nie dotarliśmy do pierwszej sekundy po wybuchu, w której tkwi jądro tajemnicy: Wszechświat to samorództwo czy akt stwórczy?
Dr Lommel, pisząc o „życiu po życiu”, podkreśla stale pojęcie świadomości pozaczasowej, posiłkując się pojęciem nielokalności z fizyki kwantowej. Jakby były to dwa tomy jednej książki. Twierdzi zgodnie z zasadami tej fizyki, że pełna i wieczna świadomość jest obecna wszędzie i nie jest związana z czasem i miejscem w przestrzeni. To samo dotyczy zjawiska „życia po życiu”, kiedy osoby w stanie śmierci klinicznej przeżywają jednocześnie zarówno wspomnienia, jak i zdarzenia aktualne. Podobnie wielu innych zjawisk psychotronicznych, choćby jasnowidzenia lub telepatii. Tak więc następstwo czasów jest wymysłem samego człowieka. To człowiek wymyślił zegar. Wszechświat nie ma czasowego wymiaru… – Potwierdza to całą teorię, że życie jest życiem, a my oglądamy tylko ten fragment, którego jesteśmy obserwatorami, i na który, obserwując go, mamy wpływ. Z teoretycznych założeń wynika, że nielokalna przestrzeń i nielokalna świadomość są niewykrywalne i niemierzalne w świecie fizycznym. Nie wiem, czy jeszcze, czy też nigdy nie będzie nam dane je zweryfikować na jakichś przyrządach. Wtedy nie byłoby żadnej wątpliwości co do istnienia świata obiektywnego, istniejącego niezależnie, poza naszym zmysłowym odbiorem, który ten ogląd fałszuje na naszą modłę… Dzisiejszy „obiektywny” świat zewnętrzny jest obrazem zbudowanym na podstawie naszej własnej świadomości. „Materia traci swoje miejsce w fizyce” – ogłosił fizyk Steven Weinberg. Inny zaś naukowiec, którego nazwiska już nie pamiętam, stwierdził: „Fizyka kwantowa – to czary”, co dzisiejsza wiedza potwierdza. Psycholog Abraham H. Masłow stwierdził podczas jednego z wykładów: „Nauka musi przede wszystkim starać się objąć i włączyć wszystkie dziedziny. Musi zaakceptować istnienie tego, czego nie potrafi wytłumaczyć, na co nie ma teorii, czego nie da się zmierzyć, przewidzieć, opanować czy uregulować. Musi być przygotowana nawet na przeciwstawności, sprawy nielogiczne i tajemnicze, ulotne, mające podwójne znaczenie, archaiczne, nieświadome oraz na wszystkie aspekty istnienia, których nie da się wymienić”. Choćby takie aspekty, jak rozmowy z duchami lub channeling, które, jeśli tylko przyjmiemy istnienie wokół nas kosmicznej świadomości, nie wymagają dodatkowych dowodów. Pytanie o egzystencję jest tak stare, jak ludzkość. Próba znalezienia wyjaśnienia, co dzieje się z nami po śmierci, spędza sen z oczu wszystkim: od maluczkich do wielkich i mądrych tego świata. Czy włączymy się w chór cherubinów po prawicy, czy będziemy smażeni w ogniu piekielnym? Czy będziemy odpoczywać na zielonych łąkach lub będziemy kojeni przez morskie fale, w zależności od tego, co nam się rajem wydaje? A może otoczy nas rój hurys, które czekają na muzułmanów?
Czy też jesteśmy elementem ponadczasowej kwantowej świadomości istniejącej zawsze? 
Zaiste byłby to całkiem inny, zgodny z nowym paradygmatem naukowym, rewolucyjny sposób spojrzenia na życie pozagrobowe. Dający nadzieję na istnienie po śmierci w morzu świadomości, bez cherubinów i bez hurys. Ale komu to potrzebne na tak wysokim stopniu rozwoju, który już TAM osiągniemy, prawda? – I tu się zgadzamy. Nasze ego jest potworne i trudno sobie uzmysłowić, że będziemy nikłą drobiną w tym strumieniu kosmicznej świadomości. Jakbyśmy na tym najlepszym ze światów byli czymś więcej…
Dziękuję za rozmowę.

WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA


WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA

Czy rzeczywistość jest rzeczywista i co dla człowieka zmysłowego to oznacza.

Dla człowieka jako istoty zmysłowej, tym co rzeczywiste jest to, co postrzegane i doznawane.
Cała reszta to tylko takie lub inne filozofie.
Tak więc zasadnym i zrozumiałym jest gdy filozof, czy nauczyciel duchowy wschodu powiada, że wszystko to maya, a więc iluzja.
Tylko, że trzeba to dobrze zrozumieć.
Jako filozofia i pewna koncepcja metafizyczna, ma to sens.
Jednak gdyby zechcieć wdrożyć tą koncepcję do codziennej egzystencji ... niewiele by ona wniosła.
Być może materia wcale nie jest "materialna", być może rzeczywistość jest jakąś formą kwantowej iluzji.
Tylko jakie to ma znaczenie dla ssaka imieniem "człowiek" ? 
Żadne.
Wielu ludzi "uwiodła" filozofia niedualności i związana z nią koncepcja zwana "maya".
Wielu odnajduje w niej drogę do szczęścia ... jednostki.
Mnie, który studiuje i zgłębia ją od lat nie uwiodła, gdyż rozumiem, że to jest tylko filozofia.
Koncepcja metafizyczna, która z codzienną egzystencją człowieka ma niewiele wspólnego.
Może być co najwyżej ucieczką od rzeczywistości, ucieczką w ułudę (dla tych, którzy nie są w stanie poradzić sobie z życiem doczesnym).
Skoro wszystko jest iluzją, skoro nic nie jest trwałe (stałe), to znaczy, że i moje cierpienie tak naprawdę nie istnieje ... po prostu wystarczy, że uświadomię sobie (w praktyce sprowadza się to do wmówienia sobie), że tego nie ma ... i z pewnością zniknie - tak to sobie tłumaczą ludzie "niedualni".
Oczywiście nic nie znika, bo nie może.
Egzystencja człowieka zmysłowego jest dla niego, w jego przestrzeni doświadczalnej realną, taka jaka jest.
Nie zmienią tego żadne próby zaklinania rzeczywistości, ani powoływania się na teorie kwantowe, które udowadniają, że materia nie jest materią, a rzeczywistość nie może być do końca zdefiniowana.
Jest zdefiniowana.
I choć wielu szukających zapewne to zmartwi, nic tego nie zmieni.
Takie jest założenie istnienia tego świata, świata postrzeganego i odbieranego zmysłami.
Czy zatem filozofia niedualności (Advaita) jak i inne filozofie, czy też nauki duchowe, nie mają sensu ?
Czy studiowanie ich jest zbędną stratą czasu, czy może być tylko ucieczką od rzeczywistości ?
Nie.
Dają one odpowiedzi takie jakie mają dać.
Pokazują określone perspektywy, które pomagają człowiekowi (poszukującemu) odnaleźć się w rzeczywistości, lub mówiąc wprost w życiu.
Nie odmienią życia jednostki jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Życie biologiczne, a więc życie zmysłowe ma swoje prawa, tak jak ten wymiar egzystencji posiada swoje prawa.
I tylko w obrębie tych praw, można dokonywać zmian.
Człowiek jest człowiekiem, bo ma być człowiekiem ... jest określony tego powód (bez względu na to jaki).
Uciekanie od bycia człowiekiem (co jest zrozumiałe, zważywszy na fakt "parszywości" tej egzystencji) w rozmaite wierzenia, które mają zaoferować nic innego jak tylko odczłowieczenie człowieka ... na nic się zdadzą. 
Rzeczywistość taka jaka jest, nie zniknie.
Człowiek nagle nie stanie się pojedynczym elektronem, i nie zacznie się zachowywać nieprzewidywalnie ... na podobieństwo zaobserwowanej rzeczywistości kwantowej.
Co jest marzeniem wielu.

To co dotyczy prawa pojedynczego elektronu, nie musi dotyczyć istoty tak złożonej jak człowiek.
Co dotyczy prawideł całego kosmosu, także nie musi się bezpośrednio odnosić do egzystencji istoty ludzkiej.
Piszę o tym w innym tekście:

http://nauki-duchowe.blogspot.com/2012/12/czowiek-kosmosroznice-postrzegania.html

Hermetyczna zasada, która mówi: "Jak na górze, tak i na dole", przez wieki także została przeinaczona i zdeformowana, przez rozmaitych "cierpiętników", którzy starali się odpowiedzieć na pytanie" "dlaczego tak boli ?".
Gdy zgłębiam teksty tych ludzi, wszędzie odkrywam ten "ból egzystencjalny".
Chęć ucieczki przed nim, nie jest jednak dobrym doradcą.
Znamiennym przykładem jest Budda, którego filozofia przesączona jest staraniami o wyzwolenie z tego cierpienia.
Niestety jest to błędne rozpoznanie i rozumienie rzeczywistości.
Na zakończenie mogę powiedzieć jedno.
Życie jest życiem i trzeba przez nie brnąć.
Każdy po swojemu, każdy według swoich własnych, wewnętrznych zapisów, które niczym tabliczka znamionowa wykreślają w dużej mierze los jednostki.
Nie ma jednej, idealnej metody dla zapewnienia człowiekowi:
- oświecenia
-zbawienia
-wyzwolenia
-sukcesu
-szczęścia
itd.
Chociaż można stworzyć system wskazówek, które właściwie zrozumiane i stosowane, staną się taką filozofią uniwersalną, którą każdy będzie mógł dla siebie zastosować.
Na tym blogu prezentuję właśnie takie wskazówki.


WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA


WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA

Formularz kontaktowy - jeśli masz jakieś pytanie, zapraszam do korespondencji

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *