translate

Jak postępować z wiedzą i naukami duchowymi, aby miały wymiar praktyczny, aby dawały namacalne efekty

Gdyby chcieć streścić nauki takich mistrzów jak OSHO czy Krishnamurti, można by opisać je na 10 kartkach papieru.
Wszystkie nauki Jezusa Chrystusa można streścić i stworzyć ich syntezę, która nie zajęłaby więcej niż 5 stron.
Sutry pisane przez wielkich mistrzów wedyjskich, są tak zwięzłe i surowe, że wszystkie razem wzięte można umieścić w 16 kartkowym zeszycie do pierwszej klasy.
Mimo to nauki wspomnianych OSHO i Krishnamurtiego wydawane są w opasłych tomiskach, jeszcze więcej słów potrzeba aby poddać analizie i dokonać egzegezy nauk Jezusa Chrystusa.
Nauk, które są tak proste, tak oczywiste, tak jasne, że każde dodanie do nich dodatkowego słowa jest ich zbeszczeszczeniem.
A jednak od stuleci wydawane są wieluset stronicowe opracowania, które interpretują nauki mistrzów.
Co dany mistrz, nauczyciel miał na myśli ?
Jak macie rozumieć dane słowa ?
Wiedza duchowa jest taka sama od zarania istnienia.
Wszyscy nauczyciele duchowi, pomijając ich osobowe przeinaczenia i zniekształcenia (wynikające z kultury ich pochodzenia, z tradycji w jakiej wyrośli, z kodów wspólnotowych jakie zostały im zaszczepione od czasów dzieciństwa etc.) mówią dokładnie to samo.
Żeby to dostrzec, trzeba oczywiście dokonać pewnej analizy i syntezy wzajemnej tych nauk.
Nie jest to jednak w żadnym razie ich synkretyzm.
Czy zatem jest zasadne tworzenie ciągle i od nowa, kolejnych interpretacji, reinterpretacji wiedzy duchowej ?
Czy nie jest to mącenie wody, która jest sama w sobie źródlanie czysta ?
Oczywiście, że tak.
Treść duchowa jest krótka, zwięzła i nie podlega interpretacji.
To co może zrobić z nią człowiek, to poddać się jej, podporządkować i żyć w zgodzie z nią.
Do niczego nie prowadzi ciągłe rozpoczynanie od nowa, ciągłe zgłębianie "nowych" duchowych dzieł i rozpraw.
W mętnej wodzie najlepiej czuje się "niezdyscyplinowane EGO", a więc to co można nazwać synonimem szatana.
Ciągłe szukanie od nowa, ciągłe szukanie dziury w całym ... jeszcze jednak mądra książka, jeszcze jeden wartościowy warsztat, jeszcze jeden "nowy" doradca duchowy, mistrz, wróżbita, jasnowidz, ksiądz ... aby tylko nie stabilizacja, aby tylko nie spokój, aby tylko nie cisza.
Ciągle w ruchu, ciągle w działaniu, ciągle w poszukiwaniu, ciągle w drodze.
A droga ta nie prowadzi do niczego więcej, jak tylko do chaosu, do zamętu, do deharmonizacji na wszystkich poziomach.
"Ja przeczytałem wszystkie książki OSHO", mówi Jasio, który poświęcił na rozwój 10 lat
(a wszystkie wydane książki OSHO to kilka/kilkanaście tysięcy stron tekstu).
"A ja przestudiowałam wszystkie dzieła i nauki Krishnamurtiego, Sai Baby, Vivekanandy ... Jana Pawła 2", powiada Ania - kolejne tysiące zapisanych stron.
Ile faktycznej wiedzy duchowej znajduje się jednak na tych wszystkich stronach, takiej wiedzy, która jest wystarczająca dla człowieka, aby stanowić dla niego przewodnik po życiu ?
Wszystkie te tysiące stron można opisać na zaledwie kilku, góra na kilkudziesięciu kartkach.
Reszta to pożywka dla rozbuchanych intelektualno-emocjonalnych pragnień ego.
Jak powiedział wspomniany Sai Baba - "nie ważne ile książek duchowych przeczytasz, istotnym jest ile z tych treści wprowadzisz do swojego życia, aby w zgodzie z nimi egzystować".
I to jest istotne.
Co popycha ludzi do pisania tysięcy stron tekstu, na których widnieje dokładnie to samo, tylko opisane w rozmaitych fabularyzowanych konfiguracjach ?
Co popycha ludzi do ciągłego studiowania tych samych treści ?
Tym czymś jest nieżyjące w spokoju ego.
Pewien mędrzec powiedział: "ktoś kto osiągnął oświecenie, nie napisze już żadnej książki i nie wygłosi żadnego wykładu" - to pokazuje gdzie tkwi motywator wszelkiego działania, jest nim oczywiście ego świadomość.
Zam ludzi, którzy od 20 lat chadzają na te same kursy, szkolenia, warsztaty, od lat czytają ciągle nowe książki o tematyce rozwojowej ... a ich życie się nie zmienia, oni się nie zmieniają - tkwią w tym samym miejscu.
Ale ciekawszym jest to, że owi ludzie ciągle tkwią w nadziei, ciągle wierzą, że jednak w końcu kiedyś się coś zmieni.
Jak powiadał jeden z geniuszy ludzkości Albert Einstein: "jeśli ciągle robisz to samo, to nie licz, że osiągniesz jakiś inny rezultat niż dotychczas".
I tak faktycznie jest.
Ludzie chcą się uczyć, ale nie chcą się nauczyć.
Ludzie chcą trenować, ale nie chcą być wyszkoleni.
Ludzie chcą, chcą, chcą ... pozorować całe swoje życie, gdyż tak jest łatwiej.
Zrozumienie duchowych nauk jest stosunkowo proste, żeby nie powiedzieć banalne.
To podporządkowanie się im, wdrożenie ich do swojego życia jest trudne, a to jest warunkiem koniecznym jakiegokolwiek rozwoju.
Łatwiej jest przeczytać tysiąc stron tekstu zawierającego nauki lub wskazówki rozwojowe, niż wprowadzić w swoje życie choćby jedną linijkę z nich.
I dlatego ciągle powstają nowe nauki lub ich interpretacje - bo tak jest łatwiej.
Ludzie chcą słuchać kazań, homilii, lubią wysłuchać prelekcji znanego "nauczyciela duchowego", czują się lepiej gdy wezmą udział w spotkaniu z "ciekawym człowiekiem", który opowiada zajmujące historie.
Warsztaty, szkolenia, kursy rozwojowe ... do tego się w gruncie rzeczy sprowadzają.
Mielenie przemielonego, które do niczego nie prowadzi.
Usiąść na sali razem z setkami innych i wysłuchać wynurzeń "pozytywnego motywatora" - och jakie to niesamowite przeżycie, jakie wzruszenie, jakie podniosłe i egzaltowane.
Coś co mija po kilku dniach, a człowiek szuka kolejnej stymulacji.
Jeśli to jest nieskuteczne, to co jest skuteczne ?
Tylko i wyłącznie działanie, które opiera się na bezwzględnym podjęciu decyzji i metodycznym wprowadzeniu w życie swoich postanowień.
Jeśli w coś wierzę, jeśli uznaję, że to jest dla mnie właściwe, to nie szukam dalej, nie staram się łapać kolejnej "sroki za ogon".
Wdrażam określone idee w swoje życie, tworząc swój własny, wewnętrzny kodeks postępowań.
Podążam za tym w co wierzę i do czego jestem przekonany.
Nie fanatycznie, nie bezrozumnie, nie bezrefleksyjnie.
Podążam i obserwuję ... siebie, świat, to co się dzieje.
Nie ma innej drogi, która może spowodować rozwój.
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA

Medytacja, a medytowanie - różnice

Zdecydowanie trzeba rozróżnić dwa pojęcia: medytację i medytowanie.
Większość ludzi (oczywiście tych, którzy w ogóle cokolwiek z medytacją mają wspólnego) zajmuje się tą drugą formą, a więc medytowaniem.
Czym jest zaś medytacja duchowa ?
Oto co na ten temat ma do powiedzenia (a z czym zgadzam się w pełni - dlatego udostępniam właśnie te cytaty) 
J.Ś. Śri Ashutosh Maharaj Ji:

- "Samo zamknięcie fizycznych oczu nie jest Medytacją (Dhyanam). To otwarcie Boskiego Oka jest tym co rozpoczyna proces Medytacji."


- "Medytacja nie jest ani praktyką pewnych jogicznych czy oddechowych ćwiczeń, ani nie jest wyobrażaniem czy kontemplowaniem czegoś przy zamknięciu oczu, ani nie oznacza skupienia wzroku na zewnętrznych obiektach czy głębokich analizach naszych ograniczonych intelektów."


- "Kiedy aspirant zostaje inicjowany w Brahma Dźnanę przez Doskonałego Mistrza (Siddha Guruh), jego Trzecie Oko (subtelny ośrodek mocy usytuowany na poziomie czole pomiędzy brwiami) otwiera się i widzi on cudowne wewnętrzne Boskie Światło (Brahmajyoti, Brahmadźjoti). Tak zaczyna się proces Medytacji (Dyhana). Najpierw objawienie, potem medytacje - taki jest proces."


Tak właśnie jest.

Medytacja duchowa (dhyana) zachodzi dopiero po otwarciu "Boskiego Oka".
To co przed tym, można określić mianem medytowania, które samo w sobie może mieć pozytywne skutki, a także oczywiście może prowadzić do otwarcia "Boskiego Oka".
Jednak z formalnego punktu widzenia, medytacją jeszcze nie jest.
Można oczywiście (i należy) trenować/praktykować koncentrację, skupienie, wyciszenie czy relaksację ... a nawet wszelkie inne praktyki wizualizacyjne, afirmacyjne, modlitewne - nie należy jednak tracić z uwagi celu duchowego, a tym celem jest medytacja właściwa.
Ta zaś następuje dopiero po pojawianiu się w "wewnętrznym oku" światła Brahmadźjoti.
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA

Poczucie winy, a głos sumienia - czy należy się przed nim bronić.

Poczucie winy jest czymś jak najbardziej słusznym dla kogoś, kto rzeczywiście dopuścił się przewinienia.
Poczucie winy jest głosem sumienia, które gdy wysłuchane, może zostać oczyszczone poprzez naprawienie krzywd i zawrócenie z drogi występku.
Gdy ktoś nawołuje do "niepozwalania sobie na odczucie winy" lub też głosi hasła pod tytułem: "nie daj się wpędzić w poczucie winy" ... taki ktoś działa na szkodę człowieka.
Taki ktoś oddziela człowieka od jego duszy, której probierzem jest sumienie.
Człowiek odłączony od swojej duszy, człowiek z "wyłączonym" sumieniem, może co prawda czuć się komfortowo we własnej strefie ego.
Jednak nie jest w pełni sobą, jest fragmentaryczny, a przez to niebezpieczny, gdyż zagłusza część siebie ... tą najważniejszą część.
Kto zagłusza część siebie, tą najważniejszą, najistotniejszą część, ten nie jest zdolny do autorefleksji.
Nie jest w stanie dokonywać właściwej oceny sytuacji, nie potrafi zrozumieć lekcji jakie są jego udziałem, a które zadaje samo życie, sama egzystencja.
Ludzie najbardziej boją się cierpienia.
Utożsamienie się z poczuciem winy wywołuje reakcję sumienia, która powoduje cierpienie.
Jest to nieuniknione zwłaszcza w sytuacji gdy człowiek żyje "niewłaściwie".
Jednak nie jest wobec tego, właściwą drogą, próba zamykania sumieniu ust.
Nie jest jakimkolwiek rozwiązaniem spychanie w nieświadomość wiedzy o naturze konsekwencji swoich działań.
Nie jest też wyjściem wmawianie sobie, że: "ja nic nie czuję, to tylko inni mi to wmawiają".
To jest droga oszukiwania siebie, to jest droga kłamstwa.
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA

Co oznacza "Służyć Bogu" - w kilku zwięzłych zdaniach !

Ludzie pytają mnie o to, co oznacza formuła mówiąca o tym, że "należy służyć Bogu".
W pierwszej kolejności trzeba sobie uzmysłowić (lub uściślić pojęcie) to, kim jest w ogóle ten, któremu mamy służyć.
Otóż Bóg nie jest "kimś".
Bóg w rozumieniu Advaita Vedanty jest samym życiem.
Zatem chodzi o służenie życiu.
Jeśli widzimy, że nie istnieje podmiot osobowy, któremu mamy oddać się na służbę, to zaczynamy rozumieć, że chodzi po prostu o określoną filozofię egzystencji.
Chodzi o postawę służby.
Analogicznie do tego jak służbę traktują ci ludzie, którzy wykonując swoje zawodowe czynności, składają przysięgę o odpowiedzialności za to co mają robić (tj. żołnierze, strażacy, policjanci, sędziowie, prokuratorzy, księża, lekarze etc.).
Wszyscy ci ludzie służą (za wyjątkiem tych wyrodnych jednostek, które sprzeniewierzają się przysiędze).
Teraz może powstać pytanie, po co przyjmować taką postawę ?
Ano po to, ponieważ taka postawa jest z duchowego punktu widzenia najkorzystniejsza dla życia i rozwoju jednostki, a także wspiera wspólnotę czyli ewolucję zbiorowej świadomości.
W Jodze istnieje pojęcie "nishkam karma" - oznacza to działanie, bez oczekiwania na konkretne owoce tego działania (jest to tak zwane działanie w doczesności lub skupienie się na tu i teraz).
Chodzi o to aby skupić się na konkretnym działaniu, aby dawać z siebie maksimum możliwości w każdej chwili, aby oddać całe swoje zaangażowanie w każdej czynności, której się człowiek podejmuje.
Przy takim podejściu sam efekt końcowy nie ma takiego znaczenia.
Poza tym, po przyjęciu takiej postawy, efekt końcowy zawsze będzie właściwy.
I tym jest właśnie służenie życiu.
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA

O tym czym jest, i czym nie jest "Energia Kundalini" - wyjaśnienia

Energia Kundalini jest niczym innym jak Duchem Świętym, różnie zwanym w różnych wierzeniach i religiach. U Chrześcijan jest to Duch Święty, w innych wierzeniach jest zwana Tungo, Sekinah, Shakti … i jakich byśmy słów nie użyli, wszystkie oznaczają jedno: Boską Moc (...)
Energia Kundalini działa w obrębie wszystkich religii. Jest to oddech Boga, ożywczy element Prawdy i Miłości wewnątrz każdej ścieżki wiary (...)
Energia Kundalini jest potężną rzeką energii elektrycznej w ciele człowieka. Kiedy ona płynie w ciele pojawia się światło, dźwięk, który tworzy piękną muzykę; od tej pory człowiek ma w sobie swoją rzekę, która płynie i szemrze sobie, gra na swoich instrumentach (czakrach) i zmienia świadomość człowieka.
Kundalini czyli Duch Święty jest potężną Energią, która stale zmienia swoją formę, za każdym razem podnosząc naszą świadomość … a my podróżujemy na tej elektrycznej rzece pełnej światła i dźwięku przez wszystkie poziomy we Wszechświecie (...)


Powyższe zdania są fragmentami tekstu umieszczonego w portalu vismaya-maitreya.pl

Generalnie (choć z pewnymi korektami) można by zgodzić się z się z takim opisem tego, co obrosło niezwykłą tajemnicą, a co zwane jest Energią Kundalini.
W tym przypadku, może nawet bardziej niż w innych, tajemniczość (ezoteryczność) ta, spowodowała powstanie tak wielu niedorzecznych koncepcji i wierzeń, na temat tej Energii, że wypada w kilku zdaniach rozwiać mroki niewiedzy.
Pierwszym i podstawowym "skojarzeniem", które pojawia się po zetknięciu przeciętnego człowieka z tym określeniem jest - energia seksualna.
Nazwa bardzo lotna i bardzo nieprawdziwa - a nawet krzywdząca, gdyż wprowadza wiele wypaczeń.
Te wypaczenia lub nawet wynaturzenia można dostrzec szczególnie wśród tych, którzy (jak sami twierdzą) uprawiają tantrę (celowo piszę z małej litery).
Samo stwierdzenie "uprawiać Tantrę" jest już dyskwalifikujące dla tego, który się nim posługuje.
Podobnie jak w kwestii Jogi, ktoś kto twierdzi, że "chodzi na jogę" jest czystym ignorantem.
W takich przypadkach ludzie traktują i wykorzystują "energię kundalini" do własnych egoistycznych, lub nawet lubieżnych (zwierzęcych) celów.
Oczywiście nie ma to nic wspólnego ani Tantrą (czyli drogą rozwoju świadomości duchowej), ani z rzeczywistą "Energią Kundalini".
Czym zatem jest ta "Boska Siła" ?
Jak widnieje powyżej: "jest potężną rzeką energii elektrycznej w ciele".
Porównanie Energii Kundalini do przepływu prądu elektrycznego może być właściwe (chociaż nie należy tego rozumieć dosłownie).
Jednak Kundalini nie przepływa tylko przez ciało fizyczne, nie ogranicza się do ciała fizycznego.
Płynie też, a może przede wszystkim w ciałach subtelnych (nie będę w tym tekście rozpisywał tego szczegółowo, gdyż istnieje wystarczająco wiele materiałów, które to czynią).
Skupię się jak zawsze na esencji treści zagadnienia.
Zatem jasnym już powinno być, że Kundalini nie jest w żadnym razie "energią seksualną" (to czysty nonsens !!!).
Co powiadają dalsze "potoczne nauki" na ten temat ?
W cytatach, które umieściłem widnieje wskazanie, że Kundalini bywa utożsamiana z Śakti, a więc z żeńskim aspektem lub biegunem aktywności (taka też jest ogólna wiedza).
Drugim biegunem Śakti jest Śiva (aspekt męski).
Aby nie zaciemniać sprawy, dodam tylko, że w odniesieniu do makrokosmosu tymi aspektami są odpowiednio Prakryti i Purusza (kosmiczne aspekty żeński i męski).
Czy można utożsamiać Kundalini, która jak widnieje powyżej jest "rzeką energii elektrycznej" z Śakti ?
W żadnym razie nie.
Każdy kto uczestniczył w lekcjach fizyki wie o tym, że aby mógł płynąć prąd elektryczny muszą istnieć dwa bieguny (a konkretniej dwa punkty potencjału).
Związek Śiva-Śakti tworzy swoisty obwód zamknięty (tworzą te dwa punkty potencjału), w którym to zaczyna płynąć Kundalini (analogicznie do obwodu zamkniętego zasilanego z akumulatora lub baterii).
Śakti (aspekt żeński) jest tylko jednym z biegunów.
Zatem Energia Kundalini nie może posiadać tylko żeńskiego charakteru - to oczywiste.
Kundalini jest wynikiem związku, wzajemnego oddziaływania aspektu żeńskiego i męskiego.
Co oznacza zatem kolejny z terminów, który przyjął się w języku potocznym i wtargnął "pod strzechy" ludzi ?
Mam na myśli "przebudzenie kundalini".
Otóż nic nie oznacza ... a konkretniej mówiąc jest kolejnym mitem.
Nie może bowiem NIE ISTNIEĆ Kundalini.
Bez "płynięcia" tej energii bowiem, nie może istnieć życie.
Odnosząc to do pojedynczego człowieka, gdyby wyobrazić sobie kogoś, u kogo całkowicie został przerwany obwód zamknięty, poprzez który płynie prąd elektryczny (analogia do Kundalini), wtedy taka osoba po prostu by umarła (lub mówiąc w inny sposób - żarówka przestałaby świecić ... i tak się faktycznie dzieje w przypadkach ludzi, u których dochodzi do zablokowana przepływu tej energii).
Sprawa w tym przypadku jest oczywista.
W czym jest zatem rzecz ?
Czy u każdego człowieka Kundalini płynie tak samo ?
Czy te wszystkie opowieści o "rozbudzeniu mitycznej energii Kundalini", które dają takie niezwykłe doznania, które transformują i aktywizują zmiany w człowieku, to nieprawda ?
Otóż nie do końca.
Jak zwykle problem tkwi w szczegółach.
Czym są te szczegóły zatem ?
Skoro wiadomo już, że energia Kundalini nie jest energią tylko żeńską, skoro wiadomo, że nie może jej w ogóle nie być (nie może nie płynąć) w odniesieniu do pojedynczego człowieka, wtedy trzeba się zastanowić nad tym co powoduje różnice w jej potencjale, w odniesieniu do poszczególnych ludzi.
Istnieli wszak faktycznie tacy, którzy zaświadczali swoimi czynami o tym, że owa "Siła Życiowa" funkcjonowała u nich w stopniu nieporównywalnie większym (bardziej intensywnym) niż u innych ludzi.
Wielcy twórcy, kreatorzy, geniusze czy posiadający "moce pozazmysłowe" ... ludzie ci dawali przykład tego, że istniało w nich coś, co napędzało ich działania, dawało im przysłowiowego "kopa", a zarazem niezwykłe ekstatyczne doznania - graniczące z orgazmem (stąd wynika porównanie Energii Kundalini do energii seksualnej).
Tak, było to nic innego jak tylko Energia Kundalini.
Co różni tych, u których Kundalini przejawia się w takim stopniu, że czyni z nich geniuszy, ludzi szczęśliwych, ekstatycznych ... od tych "przeciętnych".
Tą różnicą jest właśnie jakość ich żyć.
Analogicznie do tego jak świeci żarówka zasilana nową baterią, do żarówki, która jest zasilana akumulatorem będącym na wyczerpaniu.
Jednak ta analogia nie może być dosłowna, gdyż w przypadku Energii Kundalini akumulator tworzy aspekt Śiva- Śakti (męsko - żeński), a te dwa bieguny są czystym "perpetuum mobile" - nie mogą ulec wyczerpaniu, nie mogą ulec uszkodzeniu.
Co zatem takiego się dzieje, że w przypadku niektórych osób (w praktyce w przypadku zdecydowanej większości) Energia Kundalini nie płynie tak, jakby była zasilana energią z w pełni naładowanej baterii, a tak, jakby ta bateria była prawie rozładowana ?
To jest pytanie zasadnicze, które definiuje cały proces zwany "rozwojem duchowym".
Dokonując kolejnej analogii z dziedziny elektryczności (chociaż dla wielu osób, które są na bakier z fizyką - może dla wielu pań, moich czytelniczek - będzie to mgliste i trudne do zrozumienia od razu) mogę to opisać tak.
Oczywistym i logicznym jest, że w przypadku ludzi z "nierozbudzoną Kundalini" (świadomie używam tego określenia w tym miejscu) przyczyną tego stanu rzeczy muszą być jakieś zaburzenia w jej przepływie, a konkretniej w natężeniu jej przepływu od jednego punktu potencjału do drugiego.
W fizyce lub elektrotechnice używa się pojęć takich jak, spadki napięcia lub straty energii w obwodzie, w którym płynie prąd elektryczny.
To oczywiście tylko analogia, a więc nie będę pisał o tym co powoduje te spadki napięć i straty energii - to temat dla kogoś z innej dziedziny ;)
Co stanowi o tych stratach w przypadku Kundalini, która płynie w człowieku ?
Tymi elementami są centra (koncentratory energetyczne) przez które musi ona przepływać.
Te centra noszą określenie CZAKR.
Nie będą oczywiście pisał o tym czym są owe czakry (większość czytelników zapewne doskonale o tym wie).
Chodzi o zrozumienie zasady zmniejszenia natężenia przepływu Energii Kundalini.
Kundalini przepływając przez "zanieczyszczone czakry" traci swoje natężenie, a dany człowiek nie może w pełni wykorzystać swojego potencjału.
Powodem jest więc zanieczyszczenie centrów energetycznych.
Kiedy te się oczyszczają, zaczynają przepuszczać coraz większy strumień Kundalini, i to właśnie ten stan bywa nazywany "przebudzeniem Kundalini".
Chociaż chodzi o coś mimo wszystko innego.
Cały proces zwany "rozwojem duchowym" polega tylko i wyłącznie na oczyszczeniu czakr - centrów energetycznych, z których każde odpowiada za konkretną, określoną sferę ludzkiego życia (na wszystkich poziomach od fizycznego, poprzez mentalny, emocjonalny do duchowego).
Metody tej pracy duchowej są zaś rozmaite.
Istnieje wiele ścieżek, praktyk, ćwiczeń, a nawet terapii, które mają w tym pomóc.
Ja reprezentuję jedną z nich (o czym można się dowiedzieć z treści tego bloga), ale to nie znaczy, ze jedyną słuszną.
Ważne aby dążyć do tego, chcieć, starać się.
Jedne metody koncentrują się bezpośrednio na czakrach, na pracy energetycznej, inne nie muszą nawet brać czakr pod uwagę.
Mogą koncentrować się na uzyskaniu właściwej postawy życiowej, na osiągnięciu cnoty moralnej, gdyż ta postawa sama w sobie będzie metodą oczyszczania czakr z karmicznych zabrudzeń (gdyż o to właśnie chodzi).
Na samej Energii Kundalini skupiać się nie trzeba, nie trzeba jest pobudzać.
Ona zacznie płynąć w maksymalnym wymiarze sama, wtedy gdy "droga będzie czysta", gdy zostaną zlikwidowane opory i blokady.
Gdy tak się staje, następuje duchowa samorealizacja, gdyż już nic nie oddziela Śivy od Śakti ... określa się to jako prawdziwą androgynię bytu.
Porzućcie zatem błędne przekonania, mrzonki i iluzje.
Kundalini jako "Siła Życiowa" płynie zawsze w każdym ... nie istnieje żadne mechaniczne jej uaktywnienie, nie można też mechanicznie jej pobudzać - tak jak o tym myślą zaślepieni zwierzęcą chucią pseudo tantrycy (mam na myśli o pobudzaniu kundalini poprzez seks).
To zaś jak płynie, w jakim natężeniu, a zarazem jakiej jakości życie przejawia, zależy tylko od was ... od czystości waszych czakr, a więc od oczyszczenia karm.
Na zakończenie nawiążę do ostatniego mitu
(tym razem dodam wyraźnie, że według mnie)  związanego z Kundalini.
Otóż pewne osoby, grupy czy nawet ścieżki duchowe, które zajmują się Energią Kundalini powiadają tak :


"Gdy Kundalini budzi się i unosi w systemie subtelnym człowieka, uzdrawia i otwiera czakry"

Otóż NIE.
Kundalini niczego nie budzi i niczego nie otwiera.
Po prostu płynie, istnieje, jest.
To w jakim środowisku płynie zależ od człowieka.

Z takim podejściem do tematu związana jest określona praktyka "rozbudzania kundalini" (znowu celowo z małej litery).
Jest nią to co opisałem powyżej, a więc próba mechanicznego lub mentalnego (wizualizacje) jej pobudzania.
Z jednej strony jest to nieskuteczne, a z drugiej niebezpieczne.
Gdy bowiem staramy się przyspieszać naturalny proces oczyszczania czakr poprzez wizualizowanie tego, że "energia kundalini" wznosi się niczym wąż w kanale "szuszumny" - wtedy dochodzi o "rozładowania" energii czakr.
A z czego czakra może się rozładować ?
Z karmy.
Gdy do tego dochodzi, człowiek, który tego doświadcza doznaje istnego koszmaru, makabry - czegoś wobec czego mistyczna "ciemna noc duszy" wydaje się być ekskluzywną wycieczką w tropiki.
Wielu tych, którzy weszli w tego rodzaju działania opisuje to później, jako największy koszmar swojego życia.
To z takimi nieodpowiedzialnymi działaniami ignorantów związane są późniejsze świadectwa przerażonych, którzy trafiają pod skrzydła egzorcystów czy lekarzy psychiatrów.
Stwierdzają tacy ludzie, że Joga, Tantra, Medytacja to największe zło jakie istnieje - sam Szatan się za nimi kryje.
Wielu stwierdza, że Kundalini to moc szatańska.

Czy można się im dziwić ?
Nie.
Winni są ci, którzy ich ku temu popchnęli.
Nie to jest bowiem skuteczne, co daje szybko "jakiekolwiek" namacalne doznania czy efekty (egoizm tylko na to jest łasy), ale to co prowadzi spokojnie, stabilnie do ciągłego wzrostu.
W przypadku Energii Kundalini, do ciągłego, stabilnego zwiększania jej natężenia w obwodzie Śiva- Śakti.
I tylko takie działanie może w konsekwencji doprowadzić do sukcesu duchowego.

WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA

Formularz kontaktowy - jeśli masz jakieś pytanie, zapraszam do korespondencji

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *