translate

Fałszywe rozumienie nauk "niedualnych" i konsekwencja tego działania, dla życia człowieka.

Nie jestem ciałem, nie jestem umysłem, a więc ciało i umysł żyją sobie same dla siebie lub też sam Atman się nimi posługuje ... a ja sobie to wszystko tylko obserwuję i nie mam z tym nic wspólnego.

W taki oto sposób wielu "nauczycieli" ścieżki niedualnej tłumaczy swoim "uczniom" lub tylko słuchaczom, zasady egzystencji.
Jest to niestety tylko zwodzenie lub co gorsza "uwodzenie" tłumów.
Takie widzenie rzeczy może stać się popularne, szczególnie wśród wszystkich tych, którzy cierpią niedolę własnego życia, którzy nie radzą sobie w codziennej walce o byt.
A także wśród tych nadwrażliwych, którzy rzeczywiście głęboko odczuwają ból, lęk, empatię.

Znany w świecie zachodnim nauczyciel Advajtavedanty - Mooji powiada:

"Jesteś obserwatorem zarówno wątpliwości, jak i hałasu.
One dzieją się w tobie, nie tobie.
Ty na zawsze pozostajesz nieskazitelną Jaźnią".

Otóż, samo stwierdzenie "Ty na zawsze pozostajesz nieskazitelną Jaźnią" - jest już nieprawdziwe.
Gdyż Jaźń nie ma charakteru Ty, nie jest osobowa ... więc można by powiedzieć co najwyżej "To" lub "Coś", ale z pewnością nie "Ty".
Chyba, że Mooji nie ma na myśli Jaźni - Atmana, a tylko dźivę, a więc indywidualną duszę.
Ta jednak zawsze związana jest z ego, a więc z karmanem.
Jeśli zaś tak, to jest uwiązana do cyklu przyczynowo skutkowego, a więc do świata zjawisk i pozorów.
Nie można wtedy nauczać w ten sposób, jakby owa dusza- dźiva była od tego oderwana, i była tylko obserwatorem ... nie, jest czynnikiem działającym i zaangażowanym.
Więc nie może być wolna od powiązań ... i emocji związanych z tym działaniem.
Tylko Atman jest obserwatorem, ale Atman to nie dźiva ... Atman to nie "Ty".

Jeśli ktoś rodzi nadzieję na to, że kiedykolwiek - będąc człowiekiem - oderwie się całkowicie od bólu egzystencji, od odczuwania emocji i w ogóle od brania udziału w procesie życia ... ten idzie na lep iluzji (zarówno własnej, jak i zaszczepionej przez tzw. "nauczycieli").

Nauczycielem nie powinna kierować chęć "pomocy" ludziom, gdyż wtedy zatraca kontekst, angażuje się uczuciowo i ... przestaje być nauczycielem.
Nauczyciel musi dbać przede wszystkim o meritum wiedzy.
Pomaganiem zajmować powinni się inni, ku temu predysponowani.

Wracając do sedna rozważań.
Co człowiekowi z krwi i kości, który cierpi i rozpacza (z rozmaitych powodów) po stwierdzeniu, że nie jest on "osobą", że to owo "Ty" już nie jest de facto nim ?
Człowiekowi chodzi o to aby on sam czuł się lepiej, żeby było mu lżej, żeby mógł być szczęśliwym.
Tak więc takie nauki mogą li tylko zamieszać w "głowie" słuchaczowi.
Mogą tak zamieszać, że na pewien okres czasu, będą zdawały się być pomocnymi.
Jednak tylko na chwilę.
Człowiek własnymi siłami nie jest zdolny do całkowitego zniszczenia swojej indywidualności (osobowego Ja - ego) - jest to nierealne.
A przynajmniej nie jest to realne, biorąc pod uwagę chęć dalszego życia pośród ludzi (inną sytuacją jest osiągnięcie głębokiego stanu - samadhi - jednak wtedy życie społeczne, życie w interakcjach zachodzić nie może).
Tak więc pocieszanie samego siebie w oparciu o głęboką i trudną (aczkolwiek na poziomie aksjologicznym bardzo klarowną i oczywistą) filozofię Advaita Vedanty, nie jest skuteczną metodą.
Filozofia, wiedza i stojąca na jej podwalinie ścieżka wtajemniczenia duchowego - Advaity - jest drogą do zrozumienia istoty rzeczywistości w jej metafizycznym rozumieniu.

Dopiero wnioski, które powstają po osiągnięciu "zrozumienia" (wtajemniczenia) mogą służyć do wyjaśniania konkretnych zawiłości pojedynczych egzystencji ludzkich.
Tym samym mogą posłużyć do "poradzenia" sobie z własnymi problemami i do "ułożenia" swojego życia w taki sposób, aby przejawiało się w nim zadowolenie i akceptacja.

WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA

Znachorzy, uzdrowiciele, terapeuci alternatywni - analiza zachowań przedstawicieli środowiska tzw. "medycyny niekonwencjonalnej", jak też ich klientów ("pacjentów")

Co prawda tego typu sprawy nie stają się powszechną rzeczywistością medialną, ale mimo wszystko trzeba się nad tym tematem pochylić.
To co napiszę, zapewne (ponownie) nie będzie w smak wielu przedstawicielom światka "alternatywnego - niekonwencjonalnego", ale w imię uczciwości muszę to zrobić.
Pokrótce powiem, że rzecz dotyczy tzw. "znachora" (lub inaczej mówiąc uzdrowiciela), który swoimi działaniami przyczynił się do śmierci dziecka.
- przeczytaj artykuł dotyczący tego uzdrowiciela -
Jednak w sednie sprawy, którą chcę tutaj poruszyć, chodzi o całokształt rynku tzw. paramedycyny, medycyny alternatywnej lub sektora uzdrowicielskiego.
To co napiszę poniżej jest moją optyką wiedzenia tych spraw, ale ma też posłużyć za wskazówki tak dla zainteresowanych tego rodzaju usługami, jak też dla samych usługodawców w dziedzinie "uzdrawiania paramedycznego".
Otóż, czy uzdrawianie lub leczenie niekonwencjonalne ma rację bytu, czy można spokojnie i bez żadnej ostrożności podchodzić do tych, którzy podają się za "znachorów" ?
Oczywiście nie można odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie.
Dlatego potrzebne są pewne wyjaśnienia.
Aby nie narazić się na niebezpieczeństwa, trzeba przestrzegać pewnych zasad i reguł.
Tutaj zwracam się w stronę tych, którzy stają się klientami, pacjentami "uzdrowicieli".
Jednak i sami "uzdrowiciele", diagności niekonwencjonalni powinni (o ile są zdolni do bycia absolutnie uczciwymi) wziąć sobie te słowa do głowy.
Po pierwsze.
Leczyć mogą tylko lekarze, którzy legitymują się odpowiednimi certyfikatami, które potwierdzają ich wiedzę o naturze człowieka biologicznego.
Tylko oni są uprawnieni do wydawania diagnoz, do ordynowania określonego leczenia, co jest związane ze stosowaniem określonych medykamentów oraz innych metod terapeutycznych.
Zresztą istnieją odpowiednie regulacje prawne w tej materii, które przewidują sankcje karne (pan "znachor", który leczył dziecko, a które zmarło, właśnie się o tym przekonuje) za podejmowanie się leczenia ludzi, nie będąc dyplomowanym lekarzem, który posiada państwowe uprawnienia.
Po drugie.
Diagnoza medyczna, diagnoza stanu zdrowia biologicznego, faktycznego stanu zdrowia, należą także do lekarzy ... i tylko do nich.
Aż strach ogarnia człowieka, gdy widzi się bezmiar głupoty, braku odpowiedzialności i zwyczajnej niewiedzy wśród wielu (bo oczywiście nie wszystkich) przedstawicieli "świata alternatywnego".
Telewizyjni uzdrowiciele czy wróżki, którzy na podstawie jednego sms-a dokonują diagnozy i zalecają określone leczenie, to jest szczyt i kulminacja degeneracji etycznej tych osób.
Większość z nich jest jednak na tyla nierozsądna (to oczywiście eufemizm z mojej strony), że nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji swojego działania.
Podobnie jest z tymi, którzy już nie przez telewizję czy internet, a w zaciszu swoich tzw. "gabinetów" stawiają diagnozy i "bezbłędnie" odczytują stan chorego ... po czym wskazują mu co i jak ma czynić.
Kierują nim tak jak lekarz pacjentem.
Takie zachowanie jest absolutnie niedopuszczalne i powinno być ścigane prawnie.
Po trzecie.
Kolejnym przykładem nieodpowiedzialności tych, którzy leczą, a lekarzami nie są, jest swoista dobrowolność w określaniu zarówno genezy jaki i samej istoty choroby (jednostki chorobowej).
W wielu miejscach pojawiają się tak nonsensowne informacje, że człowiek rozumny nie jest w stanie przejść obok tego nieporuszonym.
Otóż dochodzi już do tego, że nowotwory określa się mianem nie-chorób, twierdzi się, że nie istnieje taka choroba jak RAK.
Jako panacea na rozmaite dolegliwości wskazuje się tak absurdalne środki jak woda utleniona, czy wyciąg z rośliny o trudnej do wymówienia nazwie (rośliny, która jakoby rośnie na zboczach trudno dostępnych gór) itd.
Nie będę wymieniał więcej przykładów, gdyż ten krótki - w założeniu - wpis, musiałby się zamienić w obszerne opracowanie.
Chodzi o zrozumienie zasady rozpowszechniania i rozchodzenia się tego rodzaju "wiedzy".
Przyczyna zaś jest bardzo klarowna.
To strach chorych ludzi przed śmiercią z jednej strony, i chęć pomocy, rzeczywista chęć pomocy tym ludziom ze strony "terapeutów" z drugiej.
Naturalnie istnieją po stronie tych drugich, też inne postawy.
Niekiedy wynikające z czystej ignorancji, a niekiedy z perfidii, która ma na celu "wzbogacenie się" (miejmy nadzieję, że ta opcja reprezentowana jest mimo wszystko, przez zdecydowaną mniejszość).
Po czwarte.
Jak powinien zachowywać się rzetelny, uczciwy i świadomy uzdrowiciel.
Przede wszystkim nie ma "wchodzić w buty" lekarza medycyny.
Nie powinien przejmować jego kompetencji.
Może lub powinien pełnić rolę li tylko wspierającą.
Osobnik, który odradza choremu korzystanie ze wsparcia medycyny konwencjonalnej, który namawia pacjenta do całkowitej rezygnacji z terapii medycznej ... musi wzbudzać największe zaniepokojenie.
Musi być też rozliczony przez prawo z takiego postępowania !!!
Drugą stroną medalu jest postępowanie i zachowanie samych chorych lub potrzebujących (poszukujących) pomocy/terapii.
Ich zachowanie można zobrazować znanym powiedzeniem: "tonący brzytwy się chwyta".
I jakkolwiek można w tym względzie zrozumieć osoby, które przeszły przez cały szereg medycznych procedur, a te już wykorzystały swoje możliwości.
Tak trudno zrozumieć osoby, które rezygnują w ogóle z metod medycznej diagnostyki, całkowicie opierając się na wskazówkach "znachorów".
W tym miejscu mogę opowiedzieć z własnego doświadczenia, jak wielokrotnie piszą do mnie osoby, które pytają, czy jestem w stanie je zbadać na odległość i wskazać co im jest i na co chorują.
Kiedy zadaję proste pytanie, o to co im dolega, stwierdzają, że właściwie nic, ale chciałyby wiedzieć na co mają uważać.
Tak jakby którakolwiek z tych osób po usłyszeniu takiej informacji, nagle zaczęła na to uważać.
Tak się nie dzieje nigdy.
Wynika to z wiedzy o naturze umysłu jednostkowego.
Osoba, która jest w stanie zaufać i uwierzyć komuś, kto na odległość, przez telefon czy internet, jest w stanie (byłaby w stanie) dokonać diagnozy medycznej ... nie jest zdolna do wprowadzenia w swoje żyje jakiejkolwiek dyscypliny.
Tak więc cokolwiek taka osoba by nie usłyszała, niczego nie zmieni.
Gdyż kierują nią tylko i wyłącznie pragnienia zaspokojenia swojej ciekawości, lub irracjonalny lęk, który sam w sobie jest jednostką chorobową.
Innymi słowy:
Człowiek, który jest zdrowy, któremu nic nie dolega, nie myśli o chorobach.
Jeśli jest inaczej, to jest to kwestia jego psychiki.
Reasumując.
Uzdrowiciel, terapeuta alternatywny ma obowiązek współpracować w swoich działaniach z lekarzem medycyny.
Jeśli jest inaczej, wtedy uzurpuje sobie prawo do bycia uprawnionym do diagnostyki i prowadzenia leczenia ... a to jest karalne.
I nie jest usprawiedliwieniem w tej kwestii, całkowicie subiektywna troska o dobro chorego, lub chęć pomocy temuż.
Odpowiedzialność za swoje słowa, czyny i ich konsekwencje, musi być zasadą naczelną ludzi, którzy parają się "terapiami alternatywnymi".
Kiedy tak nie jest, mamy do czynienia z takimi sytuacjami jak ta, która została opisana w załączonym przeze mnie powyżej linku.
Na zakończenie muszę stwierdzić, że powyższa treść w żadnym razie nie wyczerpuje poruszonego w niej tematu.
Są to tylko pewne ogólne wskazówki i zasady, jakie powinien znać i rozumieć każdy, kto ma w zamiarze skorzystanie z usług osób zajmujących się dziedziną paramedycyny.
To samo tyczy się uprawiających te wszystkie profesje.
Nie chciałbym też, aby powyższe słowa w jakikolwiek sposób dyskredytowały porządnych, uczciwych i prawych ludzi, a więc samych terapeutów alternatywnych.
Jest wśród nich wielu autentycznie utalentowanych (czy inaczej - obdarzonych określonymi zdolnościami) lub po prostu posiadających dogłębną wiedzę i umiejętności, które pozwalają im działać pozytywnie na ogólną sferę zdrowia drugiego człowieka.
Takich ludzi można jednak rozpoznać od razu.
Posiadają w sobie bowiem pewien rodzaj pewności, która jest jednocześnie pokorna.
Pokorna wobec tego czego zmienić się nie da.
Pewność fałszywa, a więc buta i pycha, wskazuje takiemu "terapeucie" drogę omnipotencji.
Taki ktoś nie liczy się już z faktami, ani też z ludźmi.
On wie, że jest w stanie uleczyć każdego i z każdej choroby.
Mało tego, twierdzi, że chorób nie ma - chociaż nie potrafi powiedzieć dlaczego tak właśnie uważa.
Ludzi tego pokroju należy unikać jak przysłowiowego ognia.
Rozumiem, że w sytuacji gdy człowiek staje oko w oko z chorobą, trudno o racjonalne myślenie.
Jednak mimo wszystko uczulam, nie chowajcie rozumu do kieszeni, kiedy zgłaszacie się do kogoś kto twierdzi, że posiada dar, otrzymał łaskę, współpracuje z uzdrowicielami z innych wymiarów.
A do tego nakłania was do całkowitego i pełnego poddania się jego działaniom, jednocześnie odwodząc was od korzystania z medycyny konwencjonalnej.
Nie wszystkie choroby da się wyleczyć, nie każdy stan fizjologiczny da się odwrócić.
I nie jest to kwestia takiej czy innej terapii, takiego czy innego lekarza, czy terapeuty alternatywnego.
Jest to związane z takim, a nie innym stadium ewolucji Duszy, który związany jest z wieloma innymi czynnikami, których natura - być może - na zawsze pozostanie poza sferą świadomości przeciętnego człowieka, jak i "przeciętnego" uzdrowiciela - lekarza.

WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA

Do czego prowadzi "ścieżka duchowa", a do czego prowadzić nie może.

Najtrudniejszą kwestią dla ludzi wchodzących na drogę "duchowego rozwoju", lub w ogóle interesujących się wiedzą duchową (bez względu na jej korzenie), jest zrozumienie tego, że nie jest w żadnym razie celem ... tworzenie na Ziemi przysłowiowego Raju.
Jeśli się tego nie zrozumie, nie sposób dokonać jakiegokolwiek postępu w rozwoju duchowym (wyższym rozwoju świadomości).
Większość ludzi rozpoczynających duchowe lub rozwojowe praktyki (rozwojowe acz o pochodzeniu duchowym) ma w zamyśle "poprawienie" swojego doczesnego losu.
Mają nadzieję, że w wyniku praktyk medytacji, jogi, dzięki stosowaniu modlitw, afirmacji, wizualizacji, postów ich życie fizyczne ulegnie zmianie, a "świat stanie się lepszy".
Powołuje się nawet całe nurty, filozofie i systemy myślowe, które mają prowadzić do stworzenia idealnego świata, do stworzenia idealnego społeczeństwa, które będzie żyło w sposób idealny.
Przodują w tym ruchy znane jako "New Age".
Niestety jest to utopia.
Coś co stać się nie może.
Oczywiście w wyniku duchowej praktyki życie adepta się zmienia, ale ta zmiana ma inny charakter.
Jest to zmiana percepcji postrzegania rzeczywistości, która sama w sobie pozostaje taka sama.
I tak, ktoś kto był nieszczęśliwy z powodu swoich kompleksów, niedoborów, z powodu takiego, a nie innego życia jakie prowadził, po wdrożeniu duchowych praktyk, po przyjęciu duchowego punktu widzenia, zyskuje "nowe spojrzenie" na tą samą rzeczywistość.
Ona sama nie ulega zmianie, ale człowiek już nie cierpi, przyjmuje życie takim jakie jest, staje się akceptującym.
Zaczyna rozumieć, że życie doczesne jest samo w sobie tylko etapem w egzystencji wiecznego "Ja", tego ja, którego wcześniej nie odczuwał, a które teraz - po wejściu na drogę duchową - zaczyna odnajdywać.
Samo życie doczesne, życie człowieka rozumianego jako ciało biologiczne, którego jednostkę centralną stanowi mózg, można traktować jako poligon wcieleniowy dla dusz.
Dusza to nic innego, jak owe inne "Ja" - to ja, które potrafi powiedzieć "nie" nawet swojemu ciału.
Według mnie największą wartością człowieczego bytu jest zdolność do powiedzenia "nie" - nawet (a może przede wszystkim) własnemu umysłowi (a co za tym idzie, własnemu ciału, organizmowi).
To właśnie ta "wolna wola" jest świadectwem na to, że istnieje jakieś jeszcze inne "ja", ja poza-mózgowe, które jest w stanie w imię "innych wartości" niż te, którymi kieruje się świadomość mózgowa ... podejmować decyzje, prowadzące nawet do destrukcji ciała.
Można zatem mniemać, że skoro oprogramowanie mózgu działa w oparciu o zasadę przetrwania, sama świadomość mózgowa nie byłaby zdolna do unicestwienia swojego ciała, a w tym i samej siebie.
Taką postawą jest właśnie duchowa asceza.
O mówieniu "nie" w konsekwencji egoizmu znakomicie pisze Anthony de Mello :
"Mówienie ludziom "nie" jest wspaniałą rzeczą, jest to część przebudzenia. Przebudzenie to życie nie według reguł narzucanych mi przez innych, ale zgodnie z tym, co tobie się wydaje. I zrozum, to nie jest egoizm. Egoizmem jest wymaganie od innych, by żyli życiem, które akurat tobie wydaje się najwłaściwsze. Żyć swoim życiem nie jest egoizmem. Egoizm zawiera się w żądaniu, by ktoś żył zgodnie z twoimi upodobaniami, żył dla twojej próżności, dla twojego zysku i twojej przyjemności. To jest naprawdę samolubstwo. Tak więc będę chronił samego siebie. Nie będę czuł się zobligowany do bycia z tobą, nie będę czuł się zobowiązany do przytakiwania twoim gustom. Jeśli twoje towarzystwo będzie miłe, będę się nim cieszył - nie uzależniając się od niego. Ale nie unikam cię już z powodu negatywnych uczuć, które we mnie wzbudzasz. Nie masz już takiej mocy..."
Wracając do świata doczesnego, do życia człowieka, a także do życia z perspektywy tego innego, duchowego "Ja".
Świat rzeczywisty opiera się o sztywne, twarde reguły i zasady, których nie da się naginać magicznie ... prawa kreacji, prawa przyciągania, to niedorzeczności (chociaż wielu tak bardzo chciałoby w nie wierzyć).
Na tym świecie możesz coś mieć tylko wtedy, gdy sobie to wypracujesz swoimi umiejętnościami, swoim zaangażowaniem, swoją realną wiedzą i kompetencjami.
Żadne "aniołki" nic Ci nie przyniosą na złotej tacy, żaden wysoki czy najwyższy "przewodnik" lub "ufoludek' w niczym Ci nie pomoże.
Na tym świecie możesz liczyć tylko na siebie, na to co masz, co sobą reprezentujesz.
Nie jest to oczywiście duchowo - romantyczne widzenie rzeczywistości.
Jednak ta wcale taką nie jest.

WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA

O pewności siebie ... czy jest potrzebna ?

Pewność siebie jest bardzo ważną umiejętnością i cechą człowieka, który chce osiągać sukcesy (w jakimkolwiek wymiarze).
Jednak powoduje też, niekoniecznie pozytywne konsekwencje, szczególnie w sferze relacji międzyludzkich.
Dzięki temu, że człowiek nie jest pewny pewny siebie, zyskuje "miłość" i "szacunek" u ludzi (szczególnie u tzw. "szarych mas ludzkich").
Ludzie w niepewnym siebie widzą jednego ze swoich ... małych, zakompleksionych nieboraków.
Solidaryzują się z nim ... i jest im lepiej, bardziej swojsko.
Gdy człowiek zaczyna być pewny siebie, pewny swojej wiedzy, gdy zaczyna głosić, przemawiać z pozycji eksperta czy autorytetu ... wtedy dostaje od "nich" odzew - jesteś zbyt dumny, pycha przez ciebie przemawia, a gdzie pokora i skromność ?
Ludzie nie lubią pewnych siebie, gdyż zbyt bardzo kontrastuje to z ich małością (którą choćby podświadomie/intuicyjnie rozpoznają).
Mimo wszystko warto dążyć do pewności siebie, gdyż ta staje się bazą dla wszelkich innych osiągnięć.
W życiu nie chodzi o to, żeby przypodobać się wszystkim.
Nie chodzi też o to aby wszyscy cię lubili.
Chodzi o życie w prawdzie i uczciwości.
Pewnych ludzkich postaw nie należy akceptować, a już z pewnością nie należy wmawiać sobie (lub innym), że to w tym oceniającym leży problem.
Gdyż to w ogóle nie jest problem, tylko zjawisko całkowicie naturalne.
Mali, prymitywni ludzie zawsze będą atakowali to co ich przerasta.
Taka jest natura małości.
Co nie oznacza, że wielkość ma się małości podporządkowywać.
Tak jak mądry rodzic nigdy nie podporządkuje się rozwydrzonemu dzieciakowi, który swoimi fochami stara się zaprowadzać swoje porządki w domu.
Pewność siebie zatem, zawsze wyrasta ze szlachetnej, uczciwej, prawej postawy.
Gdy jest inaczej, wtedy nie jest pewnością siebie, a tylko pychą lub butą.
Pycha i buta zawsze jednak związane są z brakiem faktycznej, rzeczywistej wiedzy lub umiejętności, a więc są wyrazem ignorancji.
Są też brakiem uczciwości i prawości, a zamiast tego przywdziewają maskę świętoszkowatości, hipokryzji i obłudy.
Są ludzie uczciwi i prawi, a do tego kompetentni i posiadający realną wiedzę, jednak nie potrafiący być "pewnymi siebie".
Starający się za wszelką cenę nie wychylać spośród tłumu "przeciętnych" lub "małych".
Czynią tak ze strachu przed napiętnowaniem, przed atakiem ... przed oskarżeniem o wyniosłość, o stawianie się ponad.
Tym samym atakują samych siebie.
Uderzają w jądro własnej tożsamości, które co prawda nie zostanie dotknięte uderzeniem z zewnątrz, jednak zacznie usychać, ponieważ przestanie być "podlewane" tym co nadaje mu sens egzystencji.
Tym czymś jest prawda o jego własnej naturze.
Nie obawiaj się zatem być "pewnym siebie", o ile masz ku temu podstawy.
O ile ta "pewność siebie" wynika z cech i atrybutów opisanych powyżej.
Bycie autorytetem, nawet tylko dla samego siebie, nawet tylko - na początku - we własnych oczach, powoduje, że człowiek idący drogą prawości, uczciwości, rzetelności, prawdy ... zacznie być postrzegany przez innych, jako rzeczywisty autorytet, lider, przewodnik czy mistrz.
I to bez względu na branżę i dziedzinę, którą reprezentuje.
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA

Formularz kontaktowy - jeśli masz jakieś pytanie, zapraszam do korespondencji

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *