translate

Poznać siebie naprawdę - co to znaczy ?

Istnieje taki stan doświadczenia siebie, stan bycia prawdziwym sobą.
Nie chodzi o jakieś abstrakcyjne dla większości konstrukty myślowej jak: "Ja jestem Tym", "Jestem Atmanem", "Jestem Bogiem czy nawet Duszą".
To człowiekowi niezagłębionemu w subtelności "wyższej wiedzy duchowej" niewiele mówi.
Chociaż większość jak w amoku powtarza te zwroty.
Chodzi o coś prostszego.
O prawdziwy stan mojego ja - o czystą tożsamość jednostki samoświadomej, którą jestem.
I istnieje taki stan.
Można go odczuć, a wtedy "poznaje się siebie".
Jest to czysta prawda o mnie.
Stan bycia sobą, który nie zawiera uczuć (emocji), myśli ... stan, z którego bezpośrednio owe wynikają.
I nie jest to stan bycia wszystkim, jednością, nie jest to stan uniwersalny (jednakowy) dla każdego.
Nie chodzi o to, o czym mówią mistrzowie duchowości wschodniej - o zjednoczenie z Atmanem (uosobowionym aspektem Absolutu, Wyższym Ja, nadświadomym Ja etc.).

Jest to stan bardzo indywidualny, rzeczywiście jednostkowy - niepowtarzalny chociaż podobny do innych.
Aby rzeczywiście poznać takiego siebie - bez uciekania się do jakichś wyimaginowanych oświadczeń, do stosowania "dziwacznych" ezoterycznych pojęć - trzeba ujarzmić umysł.
Trzeba ogołocić się z myśli, z uczuć, z pragnień i tego wszystkiego, o czym nie mamy pewności, że jest nasze - a możemy się domyślać tego, że jest zasugerowane, imputowane, wdrożone z zewnątrz.
Jednak to wszystko jest tylko "płaszczem" zewnętrznym, pod którym kryje się własna niepowtarzalna i niemożliwa do skopiowania jednostkowość.
I nie ma tutaj żadnego znaczenia fakt, że w myśl niedualnej filozofii Advaity, wszelka jednostkowość jest tylko iluzją (maya).
Gdyż iluzja ta jest tylko i wyłącznie rozumiana jako koncepcja sfery przejawienia się Niedualnego Absolutu (Brahmana), jako wielości form i zjawisk.
W żadnym razie tak rozumiana kosmologia nie deprecjonuje faktycznego istnienia jednostki samoświadomej (Duszy).
Rzeczywistość określana jako "maya" (iluzja) jest całością przejawiania się Absolutu (Brahmana).
Dla jednostki samoświadomej jest zatem całym światem, poza którym nie ma już niczego.
Poza samoświadomością jednostki ... ona już nie istnieje !!!
Istnieć może jakiś bliżej nieokreślony stan, który co prawda możliwym jest do uchwycenia, ale tylko w sytuacji gdy można o nim wspominać.
Gdy Jogin lub inny mistyk zatapia się w głębokiej medytacji, osiągając stan niedualny, poza-osobowy ... nie doświadcza już swojego indywidualnego ja.
Jak opowiadają o tym doświadczeniu buddyści, staje się "pustką".
Owa pustka jest naturą Brahmana (nie naturą jednostki).
Ale ów mnich jest w stanie o tym opowiadać, opisywać to doznanie, dopiero wtedy gdy je opuści.
Gdy wróci do swojego jednostkowego, samoświadomego (dualnego) stanu.
Co to oznacza w praktyce ?
Oznacza to przede wszystkim niemożność życia stanem nie-dualności - pisałem już o tym w poprzednim tekście.
Ale też oznacza to, że istnieje całkowicie indywidualna i niepowtarzalna tożsamość "siebie" - siebie rozumianego jako zindywidualizowana świadomość, czyli Dusza, która jest zbudowana w oparciu o archetypy, czyli wzorce stanowiące jej charakter.
Taka, która powstała jako emanat Absolutu i jest dla owego najświętszą świętością.
To dlatego teologowie chrześcijańscy stwierdzają, że Bóg umiłował człowieka.
Jest tak ponieważ nie może istnieć inna ewentualność.
Brahman nie wyrzeka się nawet jednego fragmentu samego siebie.
Ale to "ukochanie" nie ma nic wspólnego z uczuciami znanymi człowiekowi.
Jest to czyste prawo, dzięki któremu Absolut się dzieli.
Dzieli się w celu samopoznania.
To zaś implikuje w sobie prawo przyczynowo skutkowe, które zwane jest karmą.
Nie na tym jednak w tym wpisie się skupiam.
Wracając po początku.
Co oznacza zatem "poznać siebie" ?
Zapewne dla różnych ludzi będzie to oznaczało co innego - w zgodzie z prastarą prawdą mówiącą o tym, że każdy ma swoją własną prawdę ( to oczywiście żart).
Dla wielu, oznacza to tyle samo co poznać "stan ostateczny", a więc rzeczywistość Absolutu, oraz uświadomić sobie to, że "Ja i Absolut - jednym jesteśmy".
Tak, ale to jest tylko i wyłącznie prawda abstrakcyjna, filozoficzna.
Dla życia człowieka niewiele znacząca.
Tak naturalnie nauczają zarówno mistrzowie Advaity, jak i Buddyzmu - a więc nauk (filozofii) niedualnych.
Istnieje jednak inne poznanie siebie - bardziej praktyczne.
Poznanie siebie jako samoświadomej jednostki - Duszy.
I dopiero takie poznanie, pozwala żyć prawdą i w prawdzie.
Rozumieć kosmologię niedualną jest oczywiście rzeczą słuszną, gdyż stanowi to punkt odniesienia i punkt podparcia zarazem.
Nie sposób jednak świadomości swojej nie-dualności, a  więc jedności z całym wszech-przejawieniem, przełożyć na życie codzienne - a o tym piszę w tym artykule.
Poznać siebie zatem - w wymiarze praktycznym- oznacza absolutną prawdę w odniesieniu do samego siebie.
Nie chodzi o dawanie świadectwa tego kim i jakim jestem, wobec innych ludzi, czy świata.
Chodzi o to, aby być w pełni uczciwym w chęci poznania siebie, takim jakim się jest.
Chcąc rozkładać swoją indywidualność na czynniki pierwsze, można dojść do przekonania (zresztą zgodnego z prawdą), że w na pewnych poziomach ta indywidualność, być nią przestaje, a zaczyna być czymś zbiorczym.
Świadomość własnej indywidualności doświadczana jest oddolnie.
Począwszy od swojego ciała fizycznego, poprzez swoje myśli, aż po odczucia i reakcje emocjonalne na poszczególne interakcje - gdyż uczucie istnieje tylko w reakcji do czegoś z czym jednostkowa świadomość się konfrontuje.
Jednak wcale nie trzeba dokonywać wiwisekcji na samym sobie, nie trzeba rozkładać siebie na poszczególne elementy składowe - selekcjonując i opisując poszczególne wzorce.
Jest to metoda intelektualna i może być zasadna dla tych, którzy poświęcają się szczegółowemu przedstawieniu budowy Duszy w schematach.
Nie każdy ma ku temu predyspozycje.
Aby poznać siebie naprawdę, aby rozpoznać faktyczny stan własnej autentyczności, trzeba wykonać pewną pracę.
Potrzeba odrzucić wszelkie opinie na swój temat, także swoje własne.
Trzeba zrzucić wszystkie maski, pozy jakie kiedykolwiek były przyjmowane - a tych jest cała mnogość.
Trzeba wreszcie pokochać samotność, gdyż tylko dzięki odwróceniu skupienia od wpływów zewnętrznych, można rozpoznać swoją własną - prawdziwą - charakterystykę.
Tak wiele mówi się w dzisiejszych czasach na temat "kryzysu" tożsamości.
W skrócie chodzi o to, że ludzie nie wiedzą tego kim są.
Ale co oznacza ten zwrot ?
Po prostu nie wiedzą jacy są naprawdę.
Żyją życiem udawanym, odgrywają role, których w większości nie są świadomymi kreatorami.
Gdy człowiek żyje w absolutnej czystości samoświadomości i zdarzy się tak, że w czasie interakcji z innymi zacznie przyjmować określoną pozę - będzie w stanie to rozpoznać, a tym samy zareagować.
Jednak gdy człowiek żyje przez całe lata w takiej pozie, nie jest już w stanie odróżnić kolejnych zakładanych masek, kolejnych odgrywanych ról, gdyż jedna maska nachodzi na drugą, a kolejne role - niczym w onirycznej fabule - łączą się ze sobą, tworząc psychodeliczny misz-masz.
To właśnie z tej przyczyny pradawni jogini, mistycy czy tylko poszukiwacze prawdy, odchodzili na ubocze społeczności - do lasów, w góry czy na pustynię - aby usunąć swoje maski, aby opuścić odgrywane role, a w efekcie rozpoznać siebie, czyli swoją rzeczywistą charakterystykę - swoją Duszę.
Takie też zadanie ma spełniać medytacja, dzięki której człowiek (adept) może odciąć się od wpływów zewnętrznych, aby móc poczuć swoją "prawdziwą tożsamość".
Taki jest mechanizm poznawania siebie.
Naturalnie metod uzyskania tego poznania jest więcej.
Co chwilę powstają jakieś nowe - mniej lub bardziej skuteczne.
Jedną z takich metod jest posiadanie przewodnika czy kierownika duchowego, którego jedynym zadaniem jest "nastawiania" lub wskazywanie na bieżąco odchyleń podopiecznego - pomaganiem mu w utrzymaniu się na ścieżce prawdy i uczciwości własnej.
Ważnym jest aby mieć świadomość, że tylko właściwe rozpoznanie siebie - swojego prawdziwego, indywidualnego/duchowego charakteru - pozwala na dalszy rozwój, a tym samym daje szansę na samorealizację. 


WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA

"Nie-dualizm" - niemożliwy stan egzystencji człowieka.

"Nie-dualizm" jako stan egzystencji, nie jest możliwy do osiągnięcia dla człowieka - człowiek nie istnieje w takim stanie.
Podobnie jest z miłością - miłością, która jest esencją czy tożsamością niedualnego Absolutu.
Człowiek nie jest w stanie żyć takim stanem.
Są to dla człowieka pewne idee, marzenia, tęsknoty ... i takimi powinny pozostać.
Powinny stanowić aksjomat, fundament egzystencji oraz punkt odniesienia w życiu codziennym.
Dusza, a więc monada zindywidualizowanej świadomości nie istnieje po to, aby się anihilować (zlikwidować) - nie taki jest cel jej bytowania.
Tymczasem wielu "praktykujących" lub "oświecających się w duchu niedualnym" funkcjonuje tak, jakby jedynym ich celem było "przestać istnieć".
Co jest całkowitym absurdem.
Zlikwidować karmę, stopić się z Absolutem i być ... no właśnie czym być ?
W tym miejscu zazwyczaj pomyślunku już braknie.
Chcę być niczym, żeby być tym czym chcę, ale tak jak ja chcę, a nie inni czy cokolwiek innego.
Jak się zamienię w "niedualność", zostanę bezinteresowną miłością ... ale to ja będę i tylko ja - i na moich zasadach to ma być.
Tylko, że taka postawa z duchowością, czy z wysokim zaawansowaniem nie ma nic wspólnego.
Jest to czysty egoizm, w niedualnej postaci ;)
Trzeba bardzo uważać na takie "sztuczki" egoizmu, gdyż ten tylko czeka aby uczynić pozór oświecenia, wykorzystując do tego jak najbardziej niedorzeczne konstrukty myślowe.
Mamy z tym do czynienia bardzo często w dzisiejszych czasach.
Reasumując.
Spirytualna koncepcja niedualnej rzeczywistości, a więc tak zwany monizm, jest słusznym i prawdziwym obrazem wszech-rzeczywistości.
Nie oznacza to jednak, że człowiek jako istota dualna, egzystująca w przejawionej rzeczywistości form i fenomenów, ma za zadanie stopić się z niedualnym Absolutem.
Po pierwsze jest to niemożliwe, a po drugie niepotrzebne.
Zrozumienie tej wiedzy powinno stanowić dla człowieka (adepta) punkt oparcia w życiowej egzystencji.
W żadnym razie nie można przekładać praw i zasad, które dotyczą Absolutu niedualnego, do praw i zasad działających w dualnym przejawieniu tegoż.
Dla Absolutu niedualnego świat zjawisk i form, a więc rzeczywistość dualna, jest tylko "maya" - iluzją.
Jednak ta "maya" posiada swoje zasady, którymi się kieruje w ramach swojej rzeczywistości.
Próba stosowania i przenoszenia prawideł właściwych dla rzeczywistości niedualnej (Absolutnej) do rzeczywistości dualnej ... skończyć się musi tym, czym się kończy obecnie, a więc pomieszaniem z poplątaniem, z którego już nic konstruktywnego nie wynika.
Oczywiście są tacy, którzy doskonale to rozumieją i potrafią odróżnić te "dwa" odmienne wymiary tej samej rzeczywistości.
Dlatego też mówi się o rzeczywistości dychotomicznej, czyli takiej, w której paradoksy się nie wykluczają, ale egzystują wzajemnie, dopełniając się.
Dlaczego dzieje się tak, że wielu ludzi popada w "pomieszanie" z powodu "zachłyśnięcia" się duchową filozofią nie-dualności ?
Powodem są oczywiście kwestie osobiste, emocjonalne, psychiczne.
Ludzie okaleczeni, zranieni, cierpiący szukają swojego schronienia, szukają takiego miejsca - takiej rzeczywistości, która pozwoli im poczuć się bezpiecznie, która wyjaśni im wszystkie ich traumy i krzywdy.
"Niedualność" daje im odpowiedź na te wszystkie bolączki.
Skoro wszystko jest jednym, to znaczy, że nikt mnie nie krzywdzi, że właściwie jeśli już, to samemu sobie zadaję krzywdę ... a przecież samego siebie nie będę obwiniał(a).
A w ogóle to nie ma żadnej krzywdy, nie istnieje zło ani dobro, wszystko jest jednym, a więc iluzją, czyli niczym ... a skoro nie ma niczego, to i mnie nie ma, a więc nie cierpię.

To oczywiście ma pewien sens, ale raczej sens terapeutyczny, dla osób potrzebujących doraźnej klinicznej pomocy.
Jednak w kwestii zrozumienia zasad działania wszech-mechanizmu, nie jest niczym pomocnym.
Podobnie rzecz się ma z kwestią tzw. bezinteresownej miłości, która bezpośrednio wypływa ze stanu "niedualności".
Ludzie szukają takiego stanu, pragną go doświadczać, trwać w nim ... i wielu przez określone momenty w życiu doznaje tego.
Jednak - jak zaznaczyłem na początku - nie jest to możliwe do trwałego utrzymania, przez całe życie ( w każdej jego chwili).
Niektórzy ludzie, tacy jak jogini, mistycy uzyskują taki stan będąc w odosobnieniu, praktykując skupienie i medytację.
Pozwala im to na utrzymanie tego stanu przez dłuższe okresy.
Ale przecież oni w tym czasie nie egzystują jako ludzie, nie egzystują społecznie.
Trzeba to rozumieć.
Dlatego wiedza o niedualności Absolutu ma służyć jako "nastawnik" codzienny dla człowieka, w żadnym razie nie ma być wskazówką do osiągnięcia tego stanu jako czegoś oczekiwanego.
Oczywiście do szerzenia się nieporozumień w tej kwestii przykładają swoje ręce współcześni "nauczyciele duchowi".
Często powtarzający zasłyszane slogany lub wiedzę, w sposób nierozumny i prymitywny.
Nie potrafiący wskazać słuchaczowi istoty sprawy.
Ludzie w swej naturze leniwi, szukają łatwych rozwiązań i prostych metod.
Nie ma w tym nic złego, to nawet jest zaletą, gdyż siła i prawda tkwi w prostocie.
Jednak aby właściwie przekazać sedno sprawy w prostych komunikatach, potrzebna jest rozległa wiedza i świadomość poznania.
Gdy jest inaczej, wtedy słuchacz (uczeń) wprowadzany jest w błąd.
Rozumie opacznie przedstawiane argumenty, i wyciąga własne - fałszywe - wnioski.
Od tego już tylko krok do życia w pomieszaniu, co zawsze skutkuje bolesnym "upadkiem z galopującego konia".

WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA

O istocie KARMY wg. Siergieja Łazariewa

W jaki sposób rozwój intuicji wiąże się z karmą?

S. N. Łazariew: W bardzo prosty. Otóż francuscy badacze spostrzegli, że w pociągu, który uległ katastrofie, jest średnio o 15% mniej pasażerów niż zwykle. Dlaczego? Bardzo zwyczajnie - ten człowiek, którego karma jest lepsza, złamie nogę, zgubi lub ukradną mu bilet albo rozmyśli się i nie trafi do tego pociągu.

A ten, którego karma jest gorsza, nie otrzyma intuicyjnego ostrzeżenia. Odwrotnie - "pogoni go" tam i pojedzie tym pociągiem. Intuicja - to właściwe przeczucie odnośnie przyszłości, związane z czystością duszy człowieka. Im bardziej czysta dusza, tym jestem "wyżej nad ziemią" i tym silniejsza jest moja intuicja oraz prawidłowe postrzeganie przyszłych zdarzeń. I na odwrót - w tych samych proporcjach.S. N. Łazariew: W bardzo prosty. Otóż francuscy badacze spostrzegli, że w pociągu, który uległ katastrofie, jest średnio o 15% mniej pasażerów niż zwykle. Dlaczego? Bardzo zwyczajnie - ten człowiek, którego karma jest lepsza, złamie nogę, zgubi lub ukradną mu bilet albo rozmyśli się i nie trafi do tego pociągu.

Czy rodzeństwo bliźniacze niesie jednakową karmę? 


S. N. Łazariew: Nie. Zwykle bliźniak, który rodzi się pierwszy - bierze więcej negatywu, drugiemu jest lżej. Kiedyś, gdy ludzie mieli niezachwiane poczucie, że Bóg kieruje wszystkim - rozumowali prawidłowo. Kiedy ktoś dokonał złodziejskiego czynu, myśleli: "Bóg cię osądzi, ja teraz ciebie nie będę osądzać. Wsadzajcie go do więzienia, róbcie z nim wszystko, co trzeba, ale ja go nie osądzam". Oto było właściwe ustosunkowanie się.

Obecnie wiara w Boga powinna być świadoma i rozsądna - czyli religia winna stać się wiedzą, nauką. Proces ten właśnie zachodzi, widzę go w każdej pracy badawczej. Tak więc potrzebna jest umiejętność zrozumienia, że jeśli pojawiają się nieprzyjemności życiowe, oczyszczana jest moja dusza; jeśli mnie oszukano - to w ten sposób poniżana jest moja mądrość, ponieważ przylgnąłem do mądrości. Umiejętność nieosądzania - to umiejętność pozostawania w dobrym zdrowiu.
Przed trzema dniami badałem młodego człowieka ze schizofrenią. Ujrzałem przyczynę: jego ojciec bezustannie osądzał siebie i innych - głupich, niemądrze postępujących, władze, sąsiadów i siebie. Nastąpił proces lgnięcia do mądrości oraz rozwój pychy. U matki - to samo zjawisko. A u syna - to już dziesiątki razy silniejsze.
Przylgnięcie do mądrości i "ziemskości" przekracza u niego poziom śmiertelny. A to oznacza - albo śmierć, albo chorobę, która odbiera mądrość - właśnie schizofrenię. Jest jeszcze coś niedostrzegalnego, choć należącego do "ziemi", ale bardziej subtelnej natury.
Dlaczego niedostrzegalnego? Są to tak subtelne struktury duszy, że mogą one leżeć poza obszarami jednego żywota. O co chodzi? Pieniędzy nie zabiorę ze sobą do grobu, rodzina wraz z moją śmiercią także się rozpadnie. Jednak moje zdolności nie rozpadną się wraz z moją śmiercią. Przeniosę je w kolejne życie, ponieważ zdolności istnieją niejedno wcielenie.
Moje duchowe jakości - dobroć i przyzwoitość - trwają więcej niż jedno życie. Moja mądrość, która leży u podstaw duchowych jakości, może żyć dziesiątki wcieleń. Takie pojęcie - jak los, przeznaczenie - okazuje się, że to jest realny twór. Twór informacyjno-energetyczny, który żyje, jak stwierdziłem, przez ponad 40 wcieleń. Otóż do tego też można przylgnąć.
Jak można przylgnąć do zdolności? Jeżeli zaczynam gardzić niezdolnym - przylgnąłem do zdolności. Jeżeli zazdroszczę bardziej zdolnemu - przylgnąłem do zdolności. Kiedy dusza lgnie do "ziemskiego", staje się pyszna. Pycha jest blokowana najcięższymi chorobami, szczególnie obecnie, gdy ludzkość bardzo daleko posunęła się w kwestii osądzania niezdolnych i osądzania siebie.
Tu jest bardzo ważny moment. Praktycznie każdy człowiek przychodzący do mnie na wizytę uważa, że osądzać siebie - to normalne. Nic podobnego. Osądzanie siebie, przygnębienie - to znaczy niechęć do życia - to są programy samounicestwienia, które dają najcięższe zachorowania.
Kiedy człowiek zabłądził w lesie, to jego zachowanie ma trzy etapy. Pierwszy etap - nienawidzi on wszystkich, z powodu których poszedł do lasu, którzy mu to doradzili. Najbardziej prymitywne podejście do sprawy - "wszyscy są winni". Potem staje się bardziej uduchowiony. Zaczyna coś rozumieć i zaczyna nienawidzić siebie - jest to drugi etap. Tak czynią bardziej "duchowi" ludzie. Trzeci etap - rozumie, że nikt nie jest winny, że winnych po prostu nie ma i zaczyna poszukiwać wyjścia. Aktualnie cała ludzkość zwraca ten program - nienawiści, osądzania i poszukiwania winnych - przeciwko sobie. Włącza się program samounicestwienia, odbywa się to automatycznie.

Czy można się czegoś dowiedzieć o swoich poprzednich wcieleniach i wcieleniach swoich dzieci?


S. N. Łazariew: Można, ale nie trzeba. Dlaczego? Ponieważ wszystkie nasze poprzednie wcielenia przejawiają się w naszym postępowaniu. Całe moje poprzednie życie jest odzwierciedlone w każdym moim czynie. Dlatego wystarczającym jest dokładne przejrzenie swego obecnego życia - i można oczyścić karmę.

Gdy przed człowiekiem odkrywa się szczegółowo jego poprzednie życie, to traci on poczucie ważności obecnego życia. Zachodzi proces "neutralizacji" i pojawia się w nim obojętność do aktualnego życia. Jest to niebezpieczny program. To jest przyhamowanie rozwoju. Dlatego - jeśli nie znamy przeszłości, jeśli jest ona dla nas zakryta, podobnie jak i przyszłość - dzieje się to nieprzypadkowo. Ponieważ zobaczenie przyszłości, przyszłych wydarzeń, szczególnie, gdy nie jesteś w stanie na nie wpłynąć - to trauma dla świadomości.
Dlatego posiadamy instrument - mamy nasze obecne życie, mamy emocje, za pomocą których odbieramy - odczuwamy całe życie i to jest w pełni wystarczające. Po to, by zmienić swoją karmę, powinienem zmienić swój los. Karma - to los wielu żywotów.
Mój los - to mój charakter. Mój stan wewnętrzny zależy od tego, jak się prowadziłem w poprzednim życiu. Aby zmienić karmę i los, trzeba zmienić charakter. A charakter - to postrzeganie świata. Jeżeli w jednej chwili potrafię zmienić postrzeganie całego świata, jeśli dokona się to na wszystkich płaszczyznach - moja karma jest "zdjęta". Przykładem jest symbolika "Łotra na krzyżu" - człowiek zmienił całkowicie postrzeganie świata i zmieniła się jego karma.

Dlaczego dzieci "rozliczają się" za swoich rodziców i krewnych? To jest niesprawiedliwe.


S. N. Łazariew: Proszę zrozumieć, że istnieją prawa. Weźmy na przykład taką sytuację: Kapitan dowodzi okrętem. Nie potrafił opanować sytuacji i statek rozbił się o rafy. Więc czy jest to sprawiedliwe, że pasażerowie zginęli?

Jest prawo, istnieją także wyższe prawa. Jeśli kapitan się "nie spisał" i pasażerowie zginęli, to znaczy, że każdy z nich trafił na ten okręt nieprzypadkowo. Jeżeli moi rodzice coś "nakręcili", a ja też z przeszłych żywotów mam analogicznie negatywny "bagaż", to okazałem się ich synem nie przypadkiem. Jeżeli zaprzestałem osądzania ich - zamknąłem najbardziej głębokie analogiczne struktury. I na odwrót.
A dlaczego ludzie odpowiadają za grzechy kraju itd.? Znowu wszystko jest nieprzypadkowe. Każdy człowiek precyzyjnie trafia w miejsce, które dokładnie odpowiada wewnętrznemu zakodowaniu jego pól. Trafiłem do jakiegoś kraju - bo na głębokim poziomie jestem z nim w zgodności.
Dlatego istnieje Wschód i Zachód. Np. kobieta na Zachodzie - wyemancypowana, osądza, pogardza, lekceważy - jest tam bezpłodna. Rodzi się potem na Wschodzie i "oduczają" ją tam. "Oduczają" wystarczająco długo. Odradza się i potem może już żyć na Zachodzie. Tak wygląda wahadłowy system, dzięki któremu żyjemy.

Jak samemu można się zorientować, jaki mam program i w czym tkwi przyczyna moich nieszczęść? Po przeczytaniu pańskiej pierwszej książki wszyscy "rzucili się" do obwiniania za swoje biedy rodziców i dziadków, i zaczęli szukać przyczyny własnych problemów - w życiu swoich krewnych...


S. N. Łazariew: Pierwszą książkę napisałem jako sprawozdanie i druga też będzie sprawozdaniem z moich badań. Do niczego nie przywołuję, niczego nie żądam. Przedstawiam tylko taki obraz świata, jaki mi się układa. Przedstawiam informację, która pomaga ludziom wyzdrowieć.

Dopiero po napisaniu pierwszej książki zobaczyłem, że osobista karma, indywidualne postrzeganie świata przez danego człowieka - jest najważniejsze. Jeżeli w czterech minionych żywotach wyrzekałem się wszelkiej świętości z powodu pieniędzy, to w obecnym życiu rodzę się w rodzinie, gdzie w czterech pokoleniach moich przodków trwał taki sam proces. Karma rodziców - to rzecz wtórna, a moja własna karma, moje indywidualne prowadzenie się, osobiste postrzeganie świata - pierwotne.
W ostatnim czasie wyjaśniam pacjentom, którzy przychodzą do mnie, że np. ktoś z nich nieprawidłowo postrzega otaczający świat, ktoś niewłaściwie postępuje itd. Niektórzy mówią na to: "Niech pan lepiej opowie, co tam wyprawiali moi rodzice". Odpowiadam: "Wyprawiał pan (pani) i "dostaje" pan (pani)". Wszystkie wykroczenia rodziców są odpowiednikiem naszych własnych wykroczeń. Dlatego osobiste ukierunkowanie danego człowieka, jego zachowanie i postrzeganie świata decyduje o wszystkim.
Jestem przede wszystkim badaczem, nie należy mnie mylić z działaczem religijnym. Zarzuca mi się często: "Oto mówi pan w kontekście Biblii, potem zahacza pan o karmę, później o coś jeszcze - zbyt dużo wszystkiego pan namieszał". Nie robię żadnego zamieszania, prowadzę badania i po prostu przekazuję ich rezultaty.
Na ile są one zgodne z jakimś systemem religijnym, o tyle je potwierdzam w ramach tego systemu, oto i wszystko. W mojej drugiej książce opisałem dowody świadczące o tym, że jedną z głównych przyczyn choroby jest osądzanie kogoś.
Jest to także jedna z najważniejszych przyczyn zachorowań na raka. Dlatego umiejętność przyjęcia wszystkiego, jako pochodzącego od Boga - to umiejętność bycia zdrowym. Jak wyjaśniam to swoim pacjentom? Mówię: "Każda komórka organizmu jest przez niego kierowana w 90%, a więc najpierw tą komórką się pracuje, posługuje, a potem ona pracuje na siebie samą".
Każdy człowiek również prowadzony jest przez karmę Wszechświata i przez Boga w takich samych proporcjach - w 90%. To znaczy, że każdy z nas jest najpierw "narzędziem". Kiedy więc osądzam innego człowieka - osądzam Boga, który go prowadzi. Świadczy to o tym, że wzrasta we mnie pycha, która jest zablokowywana poważnymi chorobami.
Wniosek jest taki - możemy walczyć ze złem, ale nie możemy osądzać zła. Ponieważ przy pomocy "ziemskiego błota" oczyszczana jest nasza dusza. Dusza może "ubłocić się" wtedy, gdy przylgnie do ziemskich dóbr. Umiejętność wewnętrznego przyjęcia zła, jako danego przez Boga, przy równoczesnej umiejętności sprzeciwienia się mu na zewnątrz - to umiejętność bycia zdrowym.
W stosunku do dzieci można odnosić się surowo i karać je, jednak nie wolno obrażać się na nie i nie wolno ich osądzać. Wielu robi jednak odwrotnie. Dzieci niekiedy powinny mieć stworzone twarde warunki - to działa jak szczepionka - uodparnia.
Dlatego, gdy widzę przywiązanie dziecka np. do pychy czy relacji, mówię rodzicom: możecie karać surowo, ale po 5 minutach trzeba dziecko pogłaskać po głowie, żeby nie "zepchnęło" ono poczucia krzywdy do swego wnętrza. Dziecko będzie się uczyło wówczas przyjmować poniżenie i obrazę od bliskiej osoby, i będzie to oczyszczało jego duszę.
Dlatego powiedziano: "Czcij ojca swego i matkę swoją", tj. kiedy rodzice dają mi karę, a ja mimo wszystko szanuję ich, to dzięki temu pozbywam się pierwotnego "przylgnięcia" do ziemskości - do matki i ojca. To jest bardzo ważne.

Mój mąż nie rozumie mojej potrzeby doskonalenia się, mego zainteresowania problemami rozwoju. Reaguje negatywnie. Jak mam żyć z takim człowiekiem? Może lepiej się rozejść?


S. N. Łazariew: Sprawa polega na tym, że jeśli istnieje jakaś niedoskonałość, to jej leczenie następuje poprzez ból fizyczny lub duchowy - psychiczny. Im bardziej gotów jest człowiek na przyjęcie bólu duchowego, tym mniej będzie fizycznego. Jednak człowiek obcy nie jest w stanie przyprawić o ból duchowy.

Męki duchowe przyjmujemy od najbliższych nam ludzi - od rodziców lub ukochanego człowieka. Te męki duchowe doskonalą naszą duszę, o ile potrafimy wewnętrznie je przyjąć, zaakceptować. Dlatego bardzo ważne jest też zrozumienie, że osądzenie rodziców i osób bliskich leży u źródeł wszystkich problemów.
Kobieta bezustannie osądza męża. Narasta w niej podświadoma agresja, która zaczyna go zabijać. Taki program jest blokowany programem przeciwstawnym. Jej podświadoma agresja powinna się spotkać ze świadomą agresją męża.
Ten proces kończy się chorobą albo rozwodem. Jeśli są pretensje do męża, proszę najpierw prosić Boga o wybaczenie za wszystkie momenty osądzania go. Jakiekolwiek negatywne oddziaływanie na panią, stanowi zawsze rezultat pani wewnętrznej podświadomej agresji.
Zawsze obchodzą się ze mną odpowiednio do kodu, zawartego w strukturach mojego pola! Jeśli mnie potrącono - przyczyna jest w głębi, we mnie. Przepraszam za to, że jestem autorem agresji, skierowanej przeciwko mnie. To ja sprowokowałem człowieka do agresji przeciwko sobie. Dlatego umiejętność oczyszczenia siebie jest także umiejętnością pomocy bliskiej osobie.
Problem alkoholizmu. Oto czyjś syn upija się, "rozwala sobie" wątrobę. Mówię matce: "Jest pani przywiązana do... absolutyzuje pani zdolności, gardziła pani każdym, kto nie był zdolny, nieprawidłowo się pani odnosiła do takich ludzi. Osądzała pani także siebie, kiedy coś się pani nie udawało. Nienawidziła swego przełożonego, który poniżał panią i nie pozwalał pani realizować swoich zdolności. U syna zaś absolutyzacja zdolności i odpowiednio do tego - pycha, przekraczają poziom śmiertelny. Aby przeżyć - musi on poniżać siebie. Poniża siebie alkoholem". Tak więc alkoholizm, narkomania, nowotwory, astma, cukrzyca - to przejawy tego samego problemu. Są to objawy zablokowywania potężnego przylgnięcia do "ziemskości" i podświadomej agresji. Czyli dochodzi u niego do wewnętrznego przeciążenia, a jest ono związane właśnie z agresją i z nieakceptowaniem sytuacji, okoliczności. Jeżeli człowiek wewnętrznie kieruje się "w górę" i jeśli w jego duszy nie ma agresji - to potrzebuje minimum alkoholu. System zmiany postrzegania świata pomaga człowiekowi w równoważeniu się.
Tak więc problem nie polega na tym, czy ktoś pije alkohol, czy nie, lecz na tym, jak ustosunkowuje się do np. niepowodzeń w pracy. Oto jakiś człowiek ma niepowodzenia zawodowe, przeżywa to, pojawia się przygnębienie, przekształcające się w depresję. Jest w nim nasilony proces "lgnięcia" do pomyślności w życiu i w pracy.
Dlatego jeszcze bardziej będzie mu się "rozwalała" praca i los, żeby oczyścić jego duszę. Jeżeli ten człowiek to przyjmie - dobrze, jeśli nie zaakceptuje - będzie pogorszenie wewnętrznego stanu. Picie alkoholu jak gdyby odrywa nieco od ziemi, lecz rzecz nie w alkoholu, ale w niewłaściwym postrzeganiu sytuacji.
Była u mnie na wizycie pewna kobieta, której umierali kochankowie, zmarło 20 mężczyzn. Patrzę, o co chodzi? Otóż ukochanego człowieka i jego wiedzę, gotowa jest ona postawić ponad Boga. Ta kobieta zabijała ukochanych swoją miłością, "uziemiała" do takiego stopnia, że stawali się niezdolni do życia. Zapytała - czy można to w ogóle zmienić?
Powiedziałem, że po pierwsze codziennie rano powinna zwracać się do Boga, mówiąc, że kocha go bardziej niż jakiegokolwiek człowieka, jego mądrość i zdolności oraz bardziej od wszystkiego, co jest na Ziemi. Po drugie, musi zdjąć z siebie ten "klej", którym przyklejała siebie do mężczyzn, do ich wiedzy, mądrości. "Proszę zrobić przegląd całego życia, proszę zdjąć ten "klej", zaprzestać pogardzania głupimi i niedoskonałymi, zaprzestać osądzania ich, obrażania się na tych, którzy oszukiwali czy głupio się zachowywali. Wtedy nie będzie pani "zabijać miłością". Jeśli nie umie pani zatrzymać wewnętrznej agresji - niech pani ją zamienia na zewnętrzną".
Kiedyś opowiadałem już o pewnym przypadku. Jeden z moich znajomych od trzech miesięcy był bardzo ciężko chory na bronchit.Lekarze nie mogli pomóc. Zadzwonił do mnie. Powiedziałem: "Masz gruźlicę, pozbądź się urazy do żony, bo będzie za późno, nawet lekarze nie pomogą". On mówi: "Jak mam pozbyć się urazy, przecież ona mi takie rzeczy robi…" Poradziłem mu, żeby zrobił cokolwiek, chociażby talerz rozbił, a żeby tylko nie trzymał we wnętrzu tej obrazy.
Po tygodniu telefonuje żona i pyta, co mu powiedziałem, ponieważ po naszej rozmowie chwycił za młotek i pokruszył kafelki w łazience, zaczął szafę… Powiedziałem: "Proszę wybrać co jest pani potrzebne - albo mąż zdrowy, albo dobra szafa". Po tygodniu jego płuca były zdrowe. Dlatego umiejętność "niewpychania" urazy, krzywdy czy osądzenia - do wnętrza - to umiejętność bycia zdrowym. Dlatego kobietom, które płaczą - jest lżej.

Czy pańska rodzina podziela pana poglądy, czy podąża za nimi?


S. N. Łazariew: No cóż, jeśli po trzy godziny dziennie przysłuchują się moim telefonicznym biesiadom, to chcąc nie chcąc - zaczną podzielać... No, ale mówiąc poważnie, mieliśmy dość duże problemy zdrowotne u naszych dzieci, kiedy były małe. Był to okres, kiedy leczyłem, oddziałując rękami. Obiegłem wszystkich lekarzy, chcąc, by przynajmniej określili przyczyny zachorowań dzieci. Wówczas zrozumiałem, że to pragnienie jest bezsensowne i zacząłem szukać przyczyn samodzielnie. I później nastąpiła znaczna poprawa.

Dlatego z dziećmi postępuję tak: gdy córkę boli głowa - mówię jej: "Sama musisz zrozumieć - dlaczego?" Odpowiada: "Tak, obraziłam się, osądzałam". "Cóż, poleż i żadnych tabletek nie popijaj"- mówię. Jeżeli dziecko zrozumie, że jeśli kogoś znienawidziło - to może rozboleć je głowa, jeżeli obraziło się - rozbolał je brzuch, wówczas w przyszłości potrafi równoważyć się bez pomocy tabletek.
Nie jestem przeciwny tabletkom ani medycynie, przecież jeżeli będę miał złamaną rękę, to pobiegnę do lekarza. Powinienem jednak pamiętać, że złamanie - to skutek. Dlatego nauczenie dziecka, że choruje, ponieważ "zabrudziła się" jego dusza, że choruje - bo nienawidzi, obraża się i osądza - to umiejętność zaoszczędzenia także na tabletkach.

Jeżeli wszystkie choroby są karą, wychodzi na to, że nie ma sensu chodzić do lekarzy i zawód lekarza nie jest potrzebny?


S. N. Łazariew: Oczywiste, że to nieprawda. Wiedza jest nieskończona i zawsze będą takie sytuacje, gdy wskutek mego niezrozumienia pojawi się we mnie choroba - jako zablokowanie. Przecież poprzez choroby odbywa się rozwój. Zawsze będą lekarze i zawsze oni będą leczyć. To oczywiste. Jednak w tym zawodzie będzie coraz więcej elementów oddziaływania lekarza na duszę chorego. To wszystko.


Ps.


WNIOSEK !

Karma powstaje zawsze wtedy i tam, gdzie człowiek stawia siebie wyżej od Boga.
Siebie znaczeniu decyzyjnym.
To ma na myśli Łazariew mówiąc o pysze, a także o przywiązaniu do wiedzy osobistej ("ja wiem lepiej co jest dla mnie dobre", "ja i moja wolność osobista są ważniejsze niż cokolwiek innego", "nikt nie będzie mi mówił jak mam postępować, gdyż ja mam swój rozum" itd.).
Gdy człowiek tak postępuje, wtedy wkracza na drogę duchowego (a tym samym fizycznego) "upadku".

fragmenty tekstu, który pierwotnie został zamieszczony na stronie strefatajemnic.onet.pl


WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA

Dlaczego "pozytywne" nie jest pozytywne ?!

Dlaczego ludzie tak bardzo pożądają tego co pozytywne ?
Czy zadali sobie szczere i uczciwe pytanie, dlaczego tak jest ?
Czy uważają, że z pozytywnym łatwiej jest żyć ?
Wcale nie jest łatwiej, to tylko złudzenie.
Oszukiwanie samych siebie.
Czy życie w kłamstwie jest aż tak pociągające ?
Pozytywne i negatywne to nie dwie strony tego samego medalu, to antypodalne postawy.
I jedna i druga nie prowadzą do spełnienia, gdyż do tego prowadzi tylko prawda.
Prawda zaś wyklucza ułudę, życie fantazjami.
I jedna i druga postawa są - z duchowego punktu widzenia - niewłaściwe.
Jak powiadał Arystoteles, przeciwieństwo negatywnego jest również negatywne.
Pozytywnym jest zaś ów "złoty środek", który spaja te dwie biegunowe postawy.
Ale człowiek boi się tego co negatywne, i ten strach właśnie, popycha człowieka w kierunku szukania (a czasami wręcz żebrania) pozytywnego.
Szukając tylko tego co pozytywne, skupiając swoją uwagę tylko na tym, człowiek zaburza równowagę postrzegania, a tym samym zaburza hierarchię wartości w swojej świadomości.
Taki człowiek, żeby użyć potocznego sformułowania "jest oderwany od rzeczywistości" i "buja w obłokach iluzji".
Pozornie może wydawać się być szczęśliwym i zadowolonym, ale zupełnie nie jest przygotowany na doświadczenia jakie ma dla niego przygotowane życie.
W konfrontacji z realnym życiem, człowiek "pozytywny" jest bezbronnym jak dziecko, gdyż faktycznie, życie li tylko tym co pozytywne, jest postawą dziecka, a więc istoty niedojrzałej.
Podobnie jest z tym, który "widzi" tylko to co negatywne.
To postawa analogiczna, i także stoi za nią strach.
Ludzie szukający pozytywnego obejmują swoim "postrzeganiem" tylko fragment spectrum rzeczywistości.
Można powiedzieć, że uciekają przed tym co wedle ich rozumienia, mogłoby wytrącić ich ze stanu zadowolenia i komfortu, w którym się znajdują, na skutek skupiania się na pozytywnym.
Tworzą tym samy pewnego rodzaju kreację swojego życia, życia pozytywnego - ale jest to tylko pozór.
Życie samo w sobie polega na ciągłych zmianach, nic nie stoi w miejscu i nic nie trwa wiecznie w jednej i tej samej formie.
Dlatego egzystowanie w oparciu li tylko o jeden biegun doświadczanej rzeczywistości - biegun pozytywny - jest podobne do próby chodzenia na jednej nodze.
Oczywiście niektórzy starają się rozwiązać ten dylemat, wskazując na możliwość ciągłego kreowania życia w oparciu o wzorce pozytywne ... kreowaniu na bieżąco.
W praktyce miałoby to wyglądać tak, że bez względu na rodzaj doświadczenia życiowego, człowiek skupia się tylko na tym co pozytywne, dokonując swoistej selekcji.
Taka postawa może stwarzać wrażenia ciągłego utrzymywania się na przysłowiowym wozie.
Jednak to znów jest tylko wrażenie.
Jest tak dlatego, ponieważ umysł bez względu na świadomą selekcję doświadczeń, i tak rejestruje całość spectrum.
Ta selekcja pozytywna odbieranych wrażeń, będzie zatem powodowała wypieranie niechcianych treści do podświadomości.
Konsekwencją tego jest pozorne, a więc zewnętrzne utrzymywanie stanu zadowolenia i szczęścia, ale wewnątrz narasta fala nieuświadomionej frustracji, która wcześniej czy później objawi się konwulsjami różnego rodzaju.
Postawa utrzymywania skupienia na pozytywnym, jest więc utrzymywaniem się w stanie nieświadomości, co z punktu widzenia duchowego rozwoju jest czymś negatywnym, a zatem mającym swoje negatywne skutki.
Jest to zresztą doskonale widoczne w praktyce życia poszczególnych jednostek ludzkich.
Wiele osób, o których można by powiedzieć, że są uosobieniami pozytywnego, choruje, doświadcza życiowych klęsk, jest poddawanych tzw. ciężkim próbom.
Często obserwatorom trudno uwierzyć, że ktoś tak dobry i pozytywny, aż tak bardzo musi cierpieć.
Chociaż zazwyczaj sami pozytywni nie pokazują po sobie (na zewnątrz) swojego cierpienia, gdyż dokonując bieżącej selekcji, wybierają ze swoich doświadczeń tylko to co można określić mianem pozytywnego, i niczym "wańka-wstańka" ruszają w dalszą pozytywną drogę.
Ruszają zupełnie nieświadomi, że to czego widzieć nie chcą, lub co w wyniku własnej selekcji zostaje zepchnięte w głębiny ich umysłów, już pracuje aby zaowocować ich kolejną katastrofą.
No tak, ale w takim razie gdzie tkwi rozwiązanie ?
Ten tekst jest pisany (tak jak wszystkie inne na tym blogu) jako wskazówka dla tych ludzi, którzy podążają (lub chcą podążać) przez życie świadomie, a przede wszystkim mają za cel główny sferę duchową.
Dlatego stwierdzam, pozytywne myślenie oraz tzw. selektywne postrzeganie pozytywnego, rozumiane jako praktyka, nie jest niczym właściwym.
Co jest zatem właściwe ?
Wspomniany już powyżej "złoty środek".
Na czym on jednak polega w praktyce.
Przede wszystkim na nieuciekaniu od rzeczywistości, na przyjmowaniu całego jej spectrum, analizowaniu i dokonywaniu syntezy swoich doświadczeń.
Polega na myśleniu.
Ale myśleć należy realistycznie, a więc uwzględniając wszelkie okoliczności, rozważając je i wyciągając z nich konstruktywne wnioski.
To jest droga do prawdy, a prawda jest jedynym sensem (chociaż czasem bolesnym) życia.
Aby tak żyć, trzeba widzieć całość spectrum rzeczywistości, a więc przyjmować do siebie nie tylko to co pozytywne, ale też to co negatywne.
Dopiero to pozwala na uwolnienie się.
Jednak to uwolnienie, które już tym razem wynika z wiedzy, ze zrozumienia, nie jest spychaniem i wypieraniem niechcianych treści ... jest ich swoistą "sublimacją".
Aby dokonać transformacji świadomości, trzeba zintegrować się z całą zawartością, tak własnego umysłu, jak i z całością doświadczeń jakie oferuje życie.
Nie jest to zadanie łatwe ani przyjemne, i w odróżnieniu od życia "pozytywnego" prowadzi człowieka przez rozmaite meandry doznań, które trzeba przyjąć, zaakceptować ich istnienie, oraz dokonać wyboru własnej względem tego postawy.
Dopiero ta postawa, która jest prawdą, pozwoli na realizację duchowego celu.


WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA
WIEDZA DUCHOWA Rozwój Duchowy Wiedza Duchowa ROZWÓJ DUCHOWY WIEDZA DUCHOWA

Formularz kontaktowy - jeśli masz jakieś pytanie, zapraszam do korespondencji

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *