translate

Kim jest EZOTERYK ?



Ezoteryk doświadcza poznania na drodze rozwoju duchowego.
W odróżnieniu od filozofa, czy naukowca, który swojego poznania rzeczy (zrozumienia istoty życie) doświadcza na drodze procesu czysto dedukcyjnego (myślowego).
Rozwój duchowy, o którym mowa, to dyscyplina mająca na celu wdrożenie i przejście procesu wtajemniczania.
Owo wtajemniczenie zwane jest też Okultyzmem (Wiedzą Tajemną).

O doświadczeniach zwanych OOBE, lub stanami poza ciałem



Wielu ludzi faktycznie wierzy (sądzi, myśli, uważa), że można "wyjść poza ciało fizyczne" sensu stricto.
Jednak z "ciała fizycznego" nie wychodzi się na zewnątrz tegoż ciała, owo wychodzenie następuje do wewnątrz.
Wyjście do wewnątrz, a więc do sub-ciał, lub pod-rzeczywistości także może być nazywane opuszczeniem ciała.

Egzystencja duchowa w ramach multiversum rzeczywistości



Dusze egzystujące w rzeczywistości pozornej (maya), a więc w wymiarze dualnym, doświadczają swoistego teatrum życia, w którym rozgrywają się rozmaite role - na wielu różnorodnych poziomach.
Rzeczywistość maya (lub w nowocześniejszy sposób nazywając - matrix) jest tworem Brahmana-Absolutu, jest jego emanacją.
Wielu interpretatorów filozofii niedualnej, jak też większość buddystów, nie uznaje istnienia Duszy, jak też substancjalności ja osobowego.
Jest to oczywisty błąd poznawczy, lub błąd interpretacyjny.

Marzenia - głos Duszy



Marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia.
Lecz żadnego marzenia nie można sobie wymyślić.
Marzenie pojawia się samoistnie.
Skąd się pojawia, dlaczego się pojawia, oraz dlaczego akurat takie, a nie innej osobie się pojawia ?
To wszystko są pytania zasadnicze, aby móc zrozumieć naturę i przyczynę istnienia marzeń.
Dobrze rozpoznane marzenie - a więc nie chwilowe zachcianki, które mogą się zmieniać, przekształcać się, lawirować w umyśle - jest niczym innym jak przebiciem się do świadomości "planu Duszy".

Z czego wynika potrzeba poznania swojej przyszłości i jakie są negatywne skutki takiego pragnienia ?



Potrzeba przewidywania własnej przyszłości, szukania tego co ma się za chwilę wydarzyć ... jest całkowicie naturalnym odruchem - ego.
Ego jako strażnik doczesności, nie posiada wiedzy abstrakcyjnej.
Ta kształtowana jest przez jaźń.
Dlatego też ego stwarza pragmatyczny lęk, podsyca obawy, czyli  kształtuje przezorność.
Nie ma w ty niczego złego, ani negatywnego.
Poza jednym elementem.
Gdy człowiek poddaje się jedynie podszeptom ego, zamyka się na  realizację zadań Duszy.
Ciągłe podglądanie tego czego jeszcze nie ma, a co ma jakoby się przydarzyć, zamyka człowieka na kreację, na działanie.

Wyzwolenie duchowe-czym jest ?


Wyzwolenie duchowe nie jest tożsame z "ucieczką od wszelakich problemów".
Gdy bowiem ktoś rozpoczyna duchową praktykę z intencją ucieczki przed życiem i jego rozmaitymi przejawami - nigdy nie osiągnie gotowości potrzebnej do duchowego wyzwolenia.
Strach przed życiem powoduje postawę ucieczki ... gdy zaś człowiek ucieka, ciągle znajduje się w ruchu.
Duchowe wyzwolenie można osiągnąć tylko będąc w całkowitym spoczynku.
Co wcale nie oznacza życiowego nicnierobienia.

O przewidywaniu przyszłości.



Życie nie kształtuje się po linii prostej, dlatego nie sposób przewidzieć przyszłości ze 100% pewnością.
Życie płynie poprzez rozmaite alternatywy, kreowane wyborami, które z kolei wynikają z takiego, a nie innego ukształtowania indywidualnej (lub zbiorowej) świadomości.
Tym co można przewidzieć - lub zobaczyć - są sploty okoliczności, które mogą doprowadzać do określonych ewentualnych rezultatów.
I to potrafią zaobserwować jasnowidze, czy wróżbici.
Nie oznacza to w żadnym razie, że istnieje jakaś z góry określona ścieżka życia, czy innymi słowy mówiąc - sztywne przeznaczenie.

Advaita Vedanta w kilku punktach objaśniona.



Najkrótszy wykład z filozofii niedualności.

Advaita zawiera kilka podstawowych pojęć, które należy zrozumieć.
Oto one.
- Brahman (Bezforemny, przedwieczny Absolut)
- Atman (Tożsamy z Brahmanem pierwiastek funkcyjny, istniejący w związku z istnieniem samsary, będący zarzewiem każdej indywidualności)
- Maja (iluzja, rzeczywistość pozorna, zmienna)
- Avidja (niewiedza, nieświadomość) 
- Samsara (kołowrót narodzin i śmierci, ewolucja monad duchowych)
- Dźńana (transcendentne poznanie, zrozumienie, wiedza duchowa).

Niedualizm jest naturą Brahmana.
Atman to wyodrębniony pierwiastek brahmaniczny, zgodny z nim co do potencji ontologicznej, który podtrzymuje i warunkuje każdą zaistniałą indywidualność w rzeczywistości Maja.
Maja jest tworem Brahmana, jest przestrzenią, w której doświadcza się sam Absolut, tworząc fluktuujące wieloświaty form i zjawisk.
Niedualność nie istnieje w rzeczywistości pozornej - Maja.
System Maja jest wielowarstwowy, wielopoziomowy, wielowymiarowy i zhierarchizowany.

Każda forma indywidualnej świadomości jest powiązana z każdą inną poprzez Atman.
Indywidualna świadomość posiada zdolność do uzyskiwania samoświadomości, a tym samym posiada zdolność rozumienia - rozpoznawania swojej natury.
Avidja, czyli niewiedza (nieświadomość), jest przyczyną istnienia kontinuum Maja.
Samsara określa cykl ewolucyjny monad świadomości.
Avidja jest przyczynkiem, który warunkuje istnienie cyklu Samsara, a więc powoduje ciągłość rzeczywistości Maja.
Indywidualność dzięki uzyskaniu samowiedzy Dźńana, rozpoznaje rzeczywistość, czym kruszy iluzję odrębności.
Następuje zrozumienie zasady ogólnej, która w jednym dychotomicznym systemie spaja rzeczywistość niedualną i dualną.
Niedualność Brahmana skupia w systemie Maja wszelkie dualności.
Oznaką duchowego spełnienia jest osiągnięcie przez indywidualność zrozumienia Dźńana, poprzez przezwyciężenie Avidja (niewiedzy).
Wszelakie niezrozumienia wzajemnego oddziaływania niedualności i dualności, wywodzą się z niezrozumienia paradoksu dychotomicznego Brahman-Maja.

Oto i wszystko.

duchowość rozwój duchowy wiedza duchowa ezoteryka reinkarnacja karma duchowość rozwój duchowy ezoteryka 
duchowość rozwój duchowy wiedza duchowa ezoteryka reinkarnacja karma duchowość rozwój duchowy ezoteryka 
duchowość rozwój duchowy wiedza duchowa ezoteryka reinkarnacja karma duchowość rozwój duchowy ezoteryka 
duchowość rozwój duchowy wiedza duchowa ezoteryka reinkarnacja karma duchowość rozwój duchowy ezoteryka 
duchowość rozwój duchowy wiedza duchowa ezoteryka reinkarnacja karma duchowość rozwój duchowy ezoteryka 
duchowość rozwój duchowy wiedza duchowa ezoteryka reinkarnacja karma duchowość rozwój duchowy ezoteryka 

Era Rozumu - dla tych, którzy nie czują "miłości".



Jak można odnosić się do innych z miłością, gdy się owej miłości nie doznaje.
Nie można jej sobie zaprojektować, wymyślić, stworzyć.
Udawanie jej też na dłuższą metę jest nieskuteczne.
Podobnie z szacunkiem, życzliwością i innymi postawami, które co najwyżej mogą być zrozumiałe jako koncepcje, ale jeśli nie czuje się ich w sobie, nie można ich stosować w praktyce.
Tak więc wskazówki o szacunku, miłości, życzliwości są dobre, ale niestety w wielu przypadkach nic nie znaczące.
Jak zatem być człowiekiem prawym, uczciwym, sprawiedliwym jeśli nie czuje się ku temu skłonności.
Jednak rozpoznaje się te koncepcje rozumowo, a także uznaje się je za właściwe.
Powyższe zdania mogą powodować pewien mętlik, gdyż mogą wydawać się sprzeczne.
Jednak w przypadku wielu osób (w praktyce większości), owe wspaniałe przymioty, które wymieniłem powyżej, istnieją tylko w sferze zasłyszanej koncepcji, prawidła, ewentualnie pragnienia aby stały się częścią "mojego" życia.
Wiem, że miłość jest piękna, dobra, wiem, że kochać kogoś (ludzi) to cnota, ale ... nie czuję tej miłości w sobie, nie czuję współczucia, nie czuję potrzeby pomagania innym, nie czuję, a nawet wcale nie chcę szanować innych.
Co ma zrobić człowiek, który doświadcza takiego stanu umysłu ?
Otóż ma zrobić dokładnie NIC !!!
Gdyż nic z tym nie można zrobić.
Każda rada w takim przypadku będzie tylko błazeństwem.
Wcale bowiem nie trzeba kochać, wcale nie trzeba być życzliwym, wcale nie trzeba szanować innych ... z naciskiem na słowo "trzeba".
Jedynym co trzeba, to rozumieć jak wygląda rzeczywistość i co mnie w związku z nią czeka, w przypadku, gdy postąpię tak lub inaczej.
Tak więc nie muszę kochać, szanować, współczuć ... ale jeśli wystąpię przeciwko drugiej istocie, to zapłacę za to adekwatną karę.
Rzeczywistość bowiem nie uznaje przewagi jednych nad drugimi, wymusza równowagę.
Prawa ludzkie są odbiciem praw uniwersalnych.
Ludzki wymiar sprawiedliwości napiętnuje i wymierza kary tym, którzy występują przeciwko innym.
I nie interesuje sądu, czy ktoś kochał, współczuł, szanował ... ważne jak postąpił w danej chwili.
Reasumując.
Nie skupiaj się na - być może dla ciebie - niedostępnych ideałach wyrażonych w postawach, które płyną z tego co czujesz w sobie.
Skupiaj się na tym, jakie owoce dla ciebie przyniosą takie, a nie inne twoje działania.
Nawoływania mędrków i "uduchowionych" do miłowania się, szanowania, współczucia sobie, są myśleniem życzeniowym i marzeniami ściętej głowy.
Ja nawołuję w kontrze do tego.
Nie uciekaj od tego kim jesteś, bez względu na to jaki jesteś.
Pamiętaj jednak, że odpowiadasz za swoje życie.
I nikt cię z tej odpowiedzialności nigdy nie zwolni.
Jak sobie pościelesz, tak i spać będziesz.
Nie musisz nikogo kochać, nie musisz nikogo szanować ... i nikt, ani nic nie będzie cię w związku z tym prześladował.
Ale jeśli w jakikolwiek sposób wystąpisz przeciwko innej jednostce ... poniesiesz srogą karę.
Tak z duchowego, jak i doczesnego poziomu.
Nie miłość, nie dobrotliwość, nie szacunek czy tolerancja wobec innych, powinny stanowić wyznacznik i stać się kierunkowskazem człowieka współczesnego.
Ten wyznacznik powinna stanowić odpowiedzialność za własne poczynania.
Bądź odpowiedzialny za samego siebie tak, ażeby tobie nie stała się krzywda - tak w duchowym jak i doczesnym wymiarze - a nie będziesz potrzebował miłości, tolerancji, szacunku dla innych.
Gdy będziesz żył z odpowiedzialnością za swoje życie, każda twoja relacja z innym człowiekiem będzie układała się właściwe.
Czasy pobożnych życzeń, marzeń o tym co teoretycznie dobre, słuszne, właściwe ... odejść muszą w cień.
Liczyć się powinno to co pragmatyczne, merytoryczne i zawsze dostępne dla każdego.
Dostępne jako potencjał osobisty, którego można w każdej chwili użyć, korzystając z tego co każdy posiada ... z własnej woli.
Nie frustruj się zatem, jeśli nie doświadczasz tej tajemniczej, magicznej miłości.
Nie martw się tym, że nie czujesz w sobie tolerancji, nie masz szacunku, nie odnajdujesz u siebie potrzeby bycia życzliwym w stosunku do innych.
Zawsze jednak pamiętaj, że poza tym co czujesz, jest jeszcze to co robisz.
I od tego co zrobisz (z tym czego nie czujesz), będzie zależała twoja egzystencja.
Gdyż poza tobą samym istnieją prawidła, którym jesteś podporządkowany (nawet gdy sobie z tego nie zdajesz sprawy, nawet, gdy tego sobie nie życzysz).
Te prawidła powodują, że rzeczywistość jest stale równoważona.
Wielu ludzi bije się pokątnie z myślami o tym, że nie dorastają do rozmaitych duchowych ideałów, że nie przejawiają w sobie i sobą tych nauk, które opiewają książki z kolorowymi okładkami, że choćby tak bardzo się starali, to jednak nie potrafią wykrzesać z siebie tej świętoszkowatości, która charakteryzuje pobożnych i uduchowionych.
Nie musicie się tego wstydzić, nie musicie sobie robić w związku z tym wyrzutów.
Gdyż żaden prawdziwie uduchowiony nigdy nie przejawiał takich cech - to tylko bajeczki.
Każdy jest taki jaki jest, a jest taki nie bez powodu.
Każdy posiada potencjał taki jaki posiada, i nie jest on bez znaczenia tak dla niego samego, jak i dla całości.
Jednak nie oznacza to, że ten, który nie odczuwa miłości, ten który nie doświadcza współczucia, ten który nie odnajduje w sobie potrzeby bycia życzliwym ... ma w związku z tym reprezentować postawy przeciwne tym cnotom.
Gdyż to spowoduje, że odda się działaniom sił porządku, które regulują poziom równowagi.
Jak już zostało powiedziane, w wymiarze ludzkiej wspólnoty, wyrazem tych sił są systemy wymiaru sprawiedliwości, które przy wielu różnicach (w porównaniu poszczególnych między sobą) zbudowane są na tych samych wartościach uniwersalnych, które dawni, a mądrzy ludzie, właściwie rozpoznali.
Bądźcie zatem sobą, ale tak, aby myśleć o swoim dobru.
Myślenie o swoim dobru, a więc o tym abym nie musiał dzięki własnym działaniom doświadczać cierpienia (a tego żadna zdrowa na umyśle jednostka dla siebie nie chce), powinno stać się zasadą współczesnego człowieka świadomego.
Bez konieczności wymuszania na sobie potrzeby kochania, szanowania, życzliwości etc.
Ktoś w tym miejscu zapyta.
A jaki to byłby ten świat, gdyby ludzie się nie miłowali, nie byli życzliwi wzajemnie, nie szanowali się ?

Odpowiedź jest oczywista.
Byłby uporządkowany, byłby oazą równowagi, byłby zbiorowiskiem istot wolnych, które dążą do samopoznania.
To świat rozumu, ale nie rozumu ukierunkowanego na li tylko utylitaryzm.
Świat, w którym zatriumfowałby rozum duchowy.
Ponieważ rozum jest przede wszystkim kategorią duchową.
Byt samopoznający się, poprzez rozpoznanie siebie i okoliczności jakie sam stwarza, a także obserwujący otoczenie w jakim egzystuje ... na wszystkich poziomach jego przejawiania.
Rozum mający charakter transcendentalnego poznania.
Istnieć świadomie, znaczy rozumieć czym się jest, dlaczego się jest, skąd się jest, i dokąd się zmierza.
Tego właśnie poznania dokonuje się za pośrednictwem rozumu.
I ten właśnie rozum może - i powinien - zastąpić u człowieka współczesnego, a także u człowieka przyszłości, te wszystkie egzaltowane termina, które przez setki (tysiące) lat mamiły człowieka niedościgłymi ideałami, które wyrażały.
Nie potrzeba czekać na to co być może się wydarzy, co ma szansę kiedyś nastąpić.
"Kiedyś dobry Bóg odmieni twoje serduszko i doświadczysz miłości"; 
"Kiedyś zrozumiesz co to szacunek, nauczysz się życzliwości".
Ale to kiedyś, nie nadchodzi ... bo wcale nie musi.
Wystarczy rozum, a dzięki niemu rozpoznanie rzeczywistości, rządzących nią praw i zasad, oraz podporządkowanie się im w reżimie dyscypliny własnej.
Taka postawa poprowadzić może człowieka współczesnego do przemiany, do osiągnięć jakie dzisiaj są niewyobrażalne.
Czytając te słowa może powiedzieć.
Przecież już dzisiaj, a nawet od dawien dawna ludzie, którzy kierują się li tylko rozumem krzywdzą innych, łamią wszelkie zasady, tworzą prawa pod siebie i dla siebie, wykorzystując masy.
Tak jest tylko pozornie, gdyż ludzie ci czynią w ten sposób, ponieważ nie są zdolni do właściwego pokierowania rozumem, do transcendencji rozumu, która dopiero pozwala zrozumieć naturę "rzeczy wyższych".
To ludzie, którzy operują rozumem niższego rzędu.
Tacy ludzie powinni być reedukowani, lub po prostu poprzez system kar, uczeni w jaki sposób pokierować swoimi wyborami, aby były one zgodne z prawami uniwersalnymi.
Według mnie najwyższą formą tego co określane jest mianem "miłości", jest zrozumienie spraw duchowych (boskich).
Nie ma innej miłości, niż poznanie, zrozumienie i życie wedle prawdy, którą się zrozumiało.
Wszystkie emocje, uczucia rozkładają się w tym zrozumieniu jak kryształki soli, które wpadły do szklanki z wodą.
A prawda jest tylko jedna.
Każdy kto odda się rozumowi, kto przeniesie ów rozum z rozpoznania jednostkowego, na wyższe poznanie, dotrze do tej samej, identycznej wiedzy.
Nie ma znaczenia punkt widzenia jednostki, nie mają znaczenia jej doświadczenia, traumy, cierpienia, ból egzystencji, nie ma znaczenia to co ktoś przeżył, jak, gdzie i z kim.
Prawda, do której prowadzi rozum jest jedna - niezmienna.
Opisuje ona porządek wszechrzeczy.
Gdy człowiek poznaje ów porządek, nie potrzebuje już żadnych pouczeń.
Nie interesuje go życzliwość, dobroć, miłość, współczucie ... gdyż rozumie jak żyć, jak żyć właściwie.
Wie jak postąpić w każdej chwili, aby to co zrobi było słuszne.
Tym jest poznanie duchowe.
Nie intuicyjne: "wydaje mi się, że jest tak jak mi się wydaje" lub "wierzę w to co mi się wydaje, że jest prawdą" - to absurdy i nonsensy, które tylko mącą ludziom w głowach.
Nie ma ci się wydawać, nie masz mieć przeczuć, nie masz się domyślać -
MASZ  W I E D Z I E Ć !!!

Wiele środowisk lub pojedynczych ludzi czekało przez wieki, a i czeka do dzisiaj, na nadejście Nowej Ery.
Miałaby być to epoka serca, która cechowałaby się powszechnym wzajemnym szacunkiem, tolerancją, życzliwością.
Kluczem do tego miałaby być jakoby miłość bezwarunkowa, rozumiana jako czucie sercem.
A nastąpić by to miało w skutek powszechnego wzniesienia planetarnego, lub (w innej wersji) ponownego przyjścia Jezusa Chrystusa (zwanego paruzją). 
Niestety ale coś takiego nigdy nie nastąpi.
To tylko pobożne życzenia i fantasmagorie biednych ludzi, których intencje są jak najbardziej zrozumiałe, jednak wynikają z braku wiedzy i niezrozumienia istoty spraw wyższych (duchowych).
Jedyną drogą dla człowieka, tak w wymiarze indywidualnym, jak i w jego emanacji zbiorowej, jest droga rozumu, który jest narzędziem możliwym do wykorzystania, dzięki woli jednostki.
Dlatego nie epoka serca, a era rozumu jest tym, co powinno nadejść, aby człowiek mógł wywindować swoją świadomość w niedostępne na dzisiaj rejony.
A jednocześnie, aby porzuciwszy romantyczne rojenia, pobożne uniesienia, czy wręcz nierealne wyznaczniki ... mógł panować nad samym sobą, a tym samym panować nad relacjami z innymi.
Niech żyje zatem era rozumu, który jest darem stwórcy dla samopoznania jednostki.

duchowość rozwój duchowy wiedza duchowa ezoteryka reinkarnacja karma duchowość rozwój duchowy ezoteryka 
duchowość rozwój duchowy wiedza duchowa ezoteryka reinkarnacja karma duchowość rozwój duchowy ezoteryka 
duchowość rozwój duchowy wiedza duchowa ezoteryka reinkarnacja karma duchowość rozwój duchowy ezoteryka 
duchowość rozwój duchowy wiedza duchowa ezoteryka reinkarnacja karma duchowość rozwój duchowy ezoteryka 
duchowość rozwój duchowy wiedza duchowa ezoteryka reinkarnacja karma duchowość rozwój duchowy ezoteryka 
duchowość rozwój duchowy wiedza duchowa ezoteryka reinkarnacja karma duchowość rozwój duchowy ezoteryka 

O "cierpieniu Duszy" - czym jest ów stan ?


Wielu ludzi używa sformułowania "chora lub zraniona Dusza".
Jeszcze inni opowiadają o uzdrawianiu Duszy.
Mają przez to na myśli negatywny stan samopoczucia własnego.
Cierpię, jest mi źle, a więc moja Dusza jest zraniona.
Nic bardziej mylnego.
Otóż nie zraniona, czy chora Dusza jest przyczyną cierpienia psychicznego człowieka.
Przyczyną tego cierpienia jest ego.
To ego cierpi, gdy nie może otrzymać tego, czego samolubnie pragnie.
To ego cierpi, gdy życie nie układ się po jego myśli.
Dusza nigdy nie cierpi.
Ten slogan jest zatem nieprawdziwy.
Dusza realizuje swoje zadanie w oparciu o programy i plany, które są dla ego nieznane i niezrozumiałe.
Stąd bunty ego, a w ich wyniku cierpienie.
Ego powstaje w wyniku wcielenia się Duszy, lub inaczej mówiąc, ucieleśnienia się Duszy.
Część owego Wyższego Ja, zwanego także Atmanem, ucieleśnia się, a w wyniku tego ucieleśnienia powstaje świadomość człowieka, której częścią jest jednostkowy mechanizm kontrolujący - ego świadomość.
Gdy ów mechanizm traci kontrolę nad wydarzeniami, lub przynajmniej nie potrafi logicznie wyjaśnić tego, co się w jego doświadczeniu dzieje, wtedy - mówiąc obrazowo - palą się jego obwody.
Zupełnie jak w przypadku filmowego, przeciążonego androida, który nie jest w stanie przetransformować zbyt dużej liczby danych, w wyniku czego następuje zwarcie w jego cybernetycznym umyśle ;)
Ego można porównać do takiego androida, który operuje w oparciu o ograniczoną ilość danych, które stwarzają tylko pozory percepcji.
Wracając jednak do zagadnienia głównego.
Posłużę się zdaniem, które zasłyszałem w moich medytacyjnych konwersacjach, w przestrzeniach atmanicznych.
"Gdy ego się cieszy, Dusza grzeszy".
Długo rozważałem tą zasadę.
Oczywiście zdanie to można też odwrócić, a wtedy będzie brzmiało tak: "gdy Dusza się cieszy, ego grzeszy".
Jak to rozumieć ?
Trzeba to rozumieć przeciwstawnie.
Otóż, to co jest dobrem dla Duszy, jest złem dla ego ... i odwrotnie.
Stąd od zarania ludzkiej aktywności w zakresie duchowym, powstają rozliczne nieporozumienia i dywagacje, z których wynikały (i wynikają) koncepcje trudne do przyjęcia dla ukształtowanego materialistycznie umysłu.
Na przestrzeni lat, w łonach poszczególnych religii oficjalnych (egzoterycznych) dominowały doktryny, które rozdzielały te dwa ośrodki.
Dobro Duszy, kontra dobro ego.
W wyniku takiego stawiania spraw, dochodziło do prześladowań tych ludzi, którzy podążali w swoich życiach za głosem ego, a więc za przyjemnościami swojego ciała, li tylko.
Wszystko co dawało człowiekowi uciechę, było przez przedstawicieli straży duchowej (kapłaństwa) napiętnowane, rugowane ... nawet i łącznie z niszczeniem ciała, które było nośnikiem egoizmu.
Stąd prześladowania za odstępstwa duchowe (kiedyś w religii chrześcijańskiej, a do dzisiaj w Islamie).
Źródłem tego jest właśnie ten rozdźwięk, a właściwie konflikt tych dwóch ośrodków:  ego i Duszy.
Jakkolwiek bowiem ego powstaje pod wpływem Duszy, jest jej niejako emanacją, a więc także - można by powiedzieć - sługą, to jednak wypadkowa, która istnieje pomiędzy Duszą, a ego - a jest to doczesna, bieżąca świadomość człowieka - posiada zdolność wyboru, a więc wolną wolę.
Wola ta sprowadza się de facto tylko do jednego.
Do wybrania pomiędzy podpowiedziami płynącymi z Duszy lub ego.
Od tego, z której podpowiedzi skorzysta "człowiek", będzie zależała jego egzystencja, ale też los samej Duszy i ego.
Kapłani wyposażeni w instrumenty wiedzy o naturze przejawiania się poszczególnych podpowiedzi, rozpoznawali u ludzi kierunki ich podążania.
I tak poszczególne przejawy ludzkiego działania, były od razu klasyfikowane jako pójście za głosem ego ( a więc ciała, szatana), lub pójściem za głosem Duszy.
Seks, zabawa, śmiech, oddawanie się wszelakiej uciesze, schlebianie ciału, a więc próżność, były klasyfikowane jako postawy, które wynikały z pobudek egoistycznych.
Asceza duchowa, dyscyplina moralna, rycerska uczciwość, posłuszeństwo prawom i zasadom powszechnym, były przynależne działaniu Duszy (Boga).
I pomimo tego, że sama klasyfikacja poszczególnych postaw jest jak najbardziej właściwa, to w praktyce dochodziło do wielu nadużyć i wypaczeń.
Innymi słowy wypędzano diabła ogniem, z takim tłumaczeniem, że choć ciało, a wraz z nim ego umrą w męczarniach, to Dusza zostanie uratowana, gdyż ego (a więc ów szatan) nie będzie dłużej wodził jej na pokuszenie.
Taki mechanizm działania przyjęła katolicka Święta Inkwizycja.
Tyle z historii.
Wracając do kwestii pierwotnej, a więc tego "cierpienia Duszy", które objawia się depresją, zaburzeniami umysłu etc.
Ludzie, którzy twierdzą, że cierpi ich Dusza, żyją - z przykrością muszę to wyznać - w nieuczciwości własnej.
Nie rozpoznają bowiem swoich postaw, nie chcą widzieć, a często nie posiadają zdolności rozeznania swoich działań oraz ich konsekwencji.
 "Gdy ego się cieszy, Dusza grzeszy" - oczywiście nie należy brać tego stwierdzenia dosłownie.
To zaledwie pewna wskazówka, która ma pokazać mechanizm działania tych dwóch ośrodków w kontekście istnienia świadomości wypadkowej, a więc człowieka.
Bo przecież tak naprawdę, w efekcie cierpi człowiek.
Doświadcza czegoś co może uczciwie nazwać złym stanem, złym nastrojem itp.
Ego nie znające planu Duszy dąży do samozadowolenia, Dusza "popycha" swoje ucieleśnienie do realizacji swojego planu.
Jednak człowiek dokonuje na końcu wyboru "samodzielnego".
Gdy posłucha impulsów ego, wtedy Dusza interweniuje - wcale nie cierpi, działa.
Działa tak, że sytuacja wymyka się ego spod kontroli.
Owo traci orientację i pobudza negatywne emocje.
Człowiek zaczyna odczuwać psychiczne cierpienie.
Mówi: "mam depresję" lub "mam doła".
Jednak to ego nie może zaspokoić swoich zachcianek i dokonuje sabotażu systemu - tak można to obrazowo przedstawić.
Ego grzeszy, gdy Dusza się cieszy.
Ego, które jak już zostało powiedziane, nie zna planu Duszy, kiedy człowiek, a więc świadomość teraźniejsza (doczesna) podejmuje działania w kierunku rozeznania planu Duszy, oraz wybiera drogę, która jest zbieżna z wyborem Duszy, zaczyna odczuwać niepokój.
Traci kontrolę nad wydarzeniami, traci kontrolę nad systemem ... aby bronić swojego status quo, zaczyna powodować takie stany umysłowe, które mają odwieść człowieka od dokonywania wyborów zgodnych z planem Duszy, a powrócić do znanych wyborów kierowanych dobrem ego.
Ten stan w duchowości religijnej nazywany był (i jest) kuszeniem szatana, lub działaniem złego ducha.
Tak to w największym skrócie wyglądają wzajemne utarczki tych dwóch ośrodków "władzy", które targają człowiekiem raz w jedną, a raz w drugą stronę.
No tak, ale co wobec powyższych wyjaśnień ma powiedzieć osoba, która faktycznie cierpi, i która jedynym co jest w stanie powiedzieć to, że ma "chorą Duszę".
Wyjście z tego stanu jest - niestety - niełatwym zadaniem.
Potrzebna jest niekiedy długa i ściśle ukierunkowana praca.
Praca nad rozpoznawaniem bodźców, nad podejmowaniem właściwych wyborów, w końcu nad tym co jest - i znowu dla wielu niestety - naczelnym wskazaniem duchowym, a więc nad dyscypliną i cierpliwością.
Ego w trakcie praktyki duchowej poddaje się.
Można nawet powiedzieć, że duchowa praktyka jest swoistym uplastycznianiem ego, poprzez stosowanie odpowiednich działań.
W miarę jak człowiek zaczyna rozpoznawać impulsy Duszy, jak nabiera wiary w siebie, w to, że jego wola ma znaczenie decydujące, ego ustępuje ... przeprogramowuje się.
Jest to faza wzrostu duchowego.
Określenie mówiące o "chorej czy zranionej Duszy"często można usłyszeć z ust dziewczyn, które rozstały się w nieprzyjemny sposób ze swoimi chłopakami, lub z ust chłopaków, którzy zostali zdradzeni przez swoje dziewczyny.
Powiadają wtedy: "ona zraniła moją Duszę" lub "on złamał mi Duszę" (serce jest w tym przypadku synonimem Duszy).
Cóż, to nie Dusza została złamana czy skrzywdzona, ale ego.
To brzmi tak romantycznie - mam złamaną Duszę, jednak prawda jest inna.
Egoizm, który chce tego czego sam chce, a chce tego na co ma ochotę, cierpi, gdy tego czego pragnie i w taki sposób jaki pragnie - nie otrzymuje.
Dusza nie ma z tym nic wspólnego.
Zrozumienie tego jest pierwszym krokiem do wydostania się z tego stanu, w który się popadło - poprzez niewłaściwe rozpoznanie życiowych okoliczności.
Nie będę opisywał innych przykładów, które zawierają w sobie ten sam mechanizm działania.
Chodzi o jego właściwe zrozumienie.
Reszta zależy od samego człowieka, który cierpi.
Od jego woli i chęci zmiany.
Nie zmiany siebie, jak to się często, a bezrozumnie powtarza (gdyż zmiana siebie nie jest możliwa - o czym czytelnicy tej strony już doskonale wiedzą) ... ale zmiany swojej postawy, która wynika z działania woli człowieka.
Zmiana postawy zaś, może (o ile jest trwała) doprowadzić do opuszczenia stanu cierpienia i przekodowania ego, lub mówiąc bardziej literacko - do przekonania go do zmiany swoich priorytetów.
I to jest właśnie celem rozwoju duchowego.

duchowość rozwój duchowy wiedza duchowa ezoteryka reinkarnacja karma duchowość rozwój duchowy ezoteryka 
duchowość rozwój duchowy wiedza duchowa ezoteryka reinkarnacja karma duchowość rozwój duchowy ezoteryka 
duchowość rozwój duchowy wiedza duchowa ezoteryka reinkarnacja karma duchowość rozwój duchowy ezoteryka 
duchowość rozwój duchowy wiedza duchowa ezoteryka reinkarnacja karma duchowość rozwój duchowy ezoteryka 
duchowość rozwój duchowy wiedza duchowa ezoteryka reinkarnacja karma duchowość rozwój duchowy ezoteryka 
duchowość rozwój duchowy wiedza duchowa ezoteryka reinkarnacja karma duchowość rozwój duchowy ezoteryka 

Z "podręcznika manipulacji" - uświadomienie mechanizmów kontroli !!!



Gdy choć tylko sprawisz wrażenie, że chcesz odebrać ludziom to czego oni pragną (choćby w swoich marzeniach czy wyobrażeniach), to zadziobią cię jak kury robaka ;)
Chcesz mieć rząd dusz, chcesz być bożyszczem tłumów ... daj ludziom to czego pragną, lub tylko daj im złudzenie tego, że chcesz im to ofiarować.
Oto na czym polega mechanizm manipulacji, lub inaczej mówiąc inżynieria socjotechniczna.
I to działa, gdyż zawsze jest tak, że ten manipulowany - nawet jeśli zrozumie samą  zasadę - uzna, że należy akurat do tej nielicznej grupy, która manipulować się nie daje.
Mało tego, on najlepiej manipulację wszelką rozpoznaje.

Faktycznie jest jednak tak, że ten, któremu tak się wydaje, jest najbardziej podatny na manipulację, gdyż jest najbardziej łasy na poddawanie się złudnej nadziei.
Wystarczy takiemu powiedzieć, że jest kimś wartościowym, a to w jaki sposób myśli jest słuszne ... a wtedy będzie jadł z ręki manipulatora.
Zrobi absolutnie wszystko ... zaprzeda duszę temu, kto stworzy tylko złudzenie tego, że chce ofiarować mu coś o czym tamten marzy ;)
Człowiek pospolity posiada bowiem taką tendencję (oprogramowanie umysłu), która każe mu wierzyć w pochlebstwa, zapewnienia o swojej cudowności, wspaniałości, rozsądku etc.
Odrzuca natomiast każdą sugestię, która pozbawia go, jego osobistego poczucia komfortu - nie bacząc na fakty.
Człowiek pospolity nie rozumie, że taką postawą niemalże maluje na własnym czole etykietę z napisem "jestem otwarty na manipulację".
I dlatego hasło "być dobrym dla innych", jest najlepszym narzędziem zwodzenia i okłamywania ludzi.
Bo kto nie uwierzy temu, który będzie mu kadził, będzie obsypywał komplementami, wysławiał pod niebiosa.
Komu przyjdzie do głowy aby się zastanowić jakie są faktyczne motywacje takiego działania.
W dziedzinie, w której sztuka manipulacji święci największe triumfy, a więc w polityce, można często usłyszeć zdanie: "nasz naród jest mądry i nie da się oszukiwać".
To zdanie jest szczytem manipulacyjnych osiągnięć i zobrazowaniem tego o czym mowa jest powyżej.
Wmów człowiekowi, że jest wspaniały i mądry, a on w podzięce za to, będzie cię wysławiał pod niebiosa.
Naturalnie każdy z tych polityków, którzy wypowiadają te słowa doskonale wie, że większość ludzi to idioci.
No ale przecież jeśli powie się ludziom, że są idiotami - wprost - to będzie tak jak z tymi kurami i robakiem, a przecież chodzi o pozyskanie ludzi dla własnych celów, a nie odwrotnie.
Oczywiście cały czas chodzi o człowieka pospolitego, a z takich w większości składa się społeczeństwo.
Ludzie ponadprzeciętni, a więc tacy, którzy rozpoznają owe mechanizmy, nie oczekują pochwał, a wręcz się nimi brzydzą, gdyż wiedzą, że jedynym certyfikatorem ich osiągnięć jest samo życie, a nie zapewnienia innych.
Jednym zdaniem, najdoskonalszymi obiektami dla wszelakiej manipulacji są ludzie pozbawieni zdolności krytycznego myślenia, a więc umiejętności analizy i syntezy argumentów, które do nich docierają.
W żadnym jednak razie nie jest przejawem zdolności krytycznego myślenia stwierdzenie, które wielokrotnie pojawia się na ustach takich ludzi, a mianowicie "bo ja mam swoje zdanie".
Swoje zdanie można mieć, kwestą zasadniczą jest jednak to, z czego to zdanie wynika, jakie jest jego źródło.
Człowiek pospolity nie zagłębia się jednak w takie dylematy.
I zazwyczaj to "jego zdanie" jest już tylko nieświadomym odbiciem manipulacji zewnętrznej.
Reasumując.
Jeśli nie chcesz być obiektem manipulacji, nie "miej swojego zdania" ... myśl, analizuj, poddawaj ocenie, dedukuj, potwierdzaj, sprawdzaj, dociekaj etc.
Nie oddawaj się egoistycznym potrzebom bycia docenionym i połechtanym, gdyż to zawsze jest zarzewiem przejmowania nad tobą kontroli.
Pamiętaj !!!
Diabeł nie ma rogów, kopyt, czerwonych kłów i wideł.
Ma często aparycję uśmiechniętego sprzedawcy telewizorów, który przekona cię, że jakość twojego życia całkowicie zależy od tego, że obejrzysz następny odcinek ulubionej telenoweli w formacie 4K.
Lub równie atrakcyjnie wyglądającej pani z telewizora, która uczesanym głosem powie ci, że celem twojego życia jest wyjazd do kurortu w zapyziałym arabskim kraju, gdzie jedynym przejawem luksusu jest odgrodzony od reszty kraju, wysokim płotem, ośrodek hotelowy.
Dużo bardziej wartościowa jest merytoryczna krytyka, niż egzaltowana kokieteria, której jedynym celem jest pozyskanie klienta, wyborcy, stronnika, klakiera itp.
Jaki to ma związek z Duchowością Ezoteryczną i jaki niesie przekaz dla tych, którzy chcą podążać ścieżką duchowego rozwoju ?
Oczywiście zasadniczy.
Nikt bowiem, kto poddaje się manipulacji, nie może zrobić jakiegokolwiek postępu na drodze rozwoju duchowego.
Nikt kto jest łasy na komplementy, słowa wynoszące go pod niebiosa, pochwały i kadzenia, nie będzie w stanie zrezygnować z egoistycznego komfortu, aby zmierzyć się z prawdą o sobie.
A ta bywa czasem trudna, i reprezentuje ją często brutalna merytoryczna ocena.
Człowiek podążający drogą duchowego rozwoju musi być całkowicie wolnym.
Gdyż wolność daje możliwość korzystania z jedynego narzędzia, które pozwala wzrastać ... narzędzia woli.
Człowiek poddający się manipulacji oddaje się iluzji, oddaje swoją wolę w ręce czynników manipulujących, a wtedy jego rozwój zostaje zaburzony.
I choć taka osoba doświadcza osobistego komfortu (może czuć się doskonale, żyjąc po swojemu), to żyje w oddzieleniu od tego co rzeczywiste, prawdziwe.
Człowiek chcący dokonać postępu na drodze rozwoju duchowego, nie może być człowiekiem pospolitym.
Musi wynieść swoją świadomość ponad poziom pospolitości.
Musi wznieść świadomość do poziomu nad-ludzkiego.
Środkiem do tego jest życie w prawdzie.
Nie można jednak żyć w prawdzie, gdy chce się widzieć tylko jedną stronę medalu ... tą pozytywną.
Istnieją jednak dwie strony medalu.
Lecz człowiek pospolity tej drugiej widzieć nie chce.
Ucieka przed nią ... prosto w szpetne łapy tego, który ofiaruje mu wszystko to, co zadowoli jego egoizm.
Tacy ludzie lgną do mamicieli tłumów, do "cacy" Guru duchowych, którzy pieją o bezwarunkowej miłości, którzy wyklejają serduszkami całą przestrzeń wokół siebie.
To jest jednak zwodzenie, to jest droga na manowce.
Jesteś wspaniały, cudowny, taki jaki jesteś ... miej swoje zdanie, bo ono jest najważniejsze (choćby to zdanie było bezdennie głupie i przepełnione ignorancją) - tak mawiają manipulatorzy.
Ale kury lubią, gdy takie ziarno sypie się pod ich dzioby ;)
Adept ezoterycznego rozwoju duchowego nie może być jednak kurą, musi być myślącym uczniem, dla którego nauczyciel jest autorytetem tylko wtedy, gdy dowiedzie swojego autorytetu i na niego zasłuży.
Osoby poddające się manipulacji, oddają się kontroli.
Kontrolerzy przejmują ich życie w swoje ręce, a sam manipulowany jest święcie przekonany, że "posiada swoje zdanie", a nawet, że "jego prawda jest najwłaściwsza", ponieważ manipulator powiedział, że "każdy ma własną prawdę".
W ten sposób mnożą się zasoby zmanipulowanych ... zmanipulowanych przede wszystkim własną głupotą i lenistwem.
Efektem tego jest świat wyglądający tak jak wygląda.
Dopóki masy ludzi pospolitych nie wyzbędą się własnego egoizmu, który popycha ich ku doznawaniu ciepełka manipulacji, dopóty obraz świata (wymiaru ziemskiego) się nie zmieni.
Nadzieją są adepci ezoterycznego rozwoju duchowego, który prowadzi poprzez wyzwolenie świadomości z okowów manipulacji, do życia w świadomości prawdy. 


duchowość rozwój duchowy wiedza duchowa ezoteryka reinkarnacja karma duchowość rozwój duchowy ezoteryka 
duchowość rozwój duchowy wiedza duchowa ezoteryka reinkarnacja karma duchowość rozwój duchowy ezoteryka 
duchowość rozwój duchowy wiedza duchowa ezoteryka reinkarnacja karma duchowość rozwój duchowy ezoteryka 
duchowość rozwój duchowy wiedza duchowa ezoteryka reinkarnacja karma duchowość rozwój duchowy ezoteryka 
duchowość rozwój duchowy wiedza duchowa ezoteryka reinkarnacja karma duchowość rozwój duchowy ezoteryka 
duchowość rozwój duchowy wiedza duchowa ezoteryka reinkarnacja karma duchowość rozwój duchowy ezoteryka 

Czym jest "miłość bezwarunkowa" i jak ją osiągnąć.



Miłość nie pochodzi z woli człowieka.
Dlatego pouczenia w stylu: 
- kochaj, a wszystko będzie dobrze
- kochaj i rób co chcesz
- wystarczy kochać, a wszystko dalej się ułoży
- trzeba się kochać wzajemnie
itd.
są niedorzecznością, gdyż człowiek sam z siebie nie jest w stanie zaprogramować się na miłość.
Ta jest, albo jej nie ma.
Pytaniem zasadniczym jest oczywiście to, skąd się ta miłość pojawia.
I tutaj trzeba zastosować rozróżnienie.
Istnieje Miłość i miłość (miłość mała i miłość duża).
Miłość mała to miłość "do", miłość do tego co się pokochało.
Najczęściej tym czymś jest inna osoba, ale taka, która pozwala na uznanie jej za "wyzwalacz miłości".
Człowiek wie, że kocha daną osobę, i to ta osoba jest przyczyną tej miłości.
Kocham ją ponieważ ... i tutaj pojawiają się różne stwierdzenia.
Jest to miłość warunkowa, a więc uwarunkowana obiektem miłości (adoracji).
W nawiązaniu do filozofii duchowych, można by powiedzieć, że jest to miłość dwubiegunowa, dualistyczna.
Takim rodzajem miłości jest też miłość jaką obdarowuje wielbiciel, określoną postać Boga (tzw. ścieżka Jogi zwana Bhakti Marga).
Innym rodzajem miłości jest miłość, która powstaje jako określone uczucie, a wywodzi się ze współczucia, które z kolei wynika ze współodczuwania.
W Buddyzmie taka miłość nazywana jest "Karuna".
Jednak i ten rodzaj miłości wymaga istnienia obiektu, który wyzwala nasze współodczuwanie, a następnie współczucie, które zamienia się w życzliwość.
Ta miłość również (a więc miłość "buddyjska") nie może być nazwana miłością bezwarunkową.
Dopiero stan, który przekracza dwie powyższe formy miłości, a więc stan spontanicznego, "samoistnego" poczucia życzliwości, która nie rozeznaje już przedmiotów uwielbienia i adoracji, a postrzega tylko same idee, może zostać uznany za tę miłość, którą wielu nazywa "bezwarunkową", jednobiegunową - niedualną.
Nie może ów stan jednak wyniknąć li tylko z chcenia człowieka, z jego pragnień, a nawet dążeń.
Jest to stan dopuszczenia człowieka do obcowania ze sferą najwyższych uczuć.
Ta sfera staje się dostępna tylko i dopiero, po pełnym oczyszczeniu umysłu z zabrudzeń karmicznych (lub używając innej nomenklatury - z grzechów), które samo w sobie też nie leży tylko i wyłącznie w gestii samego człowieka.
Dlatego mawia się, że osiągnięcie "otwarcia serca" (w znaczeniu metaforycznym, duchowym), a więc doświadczenie stanu miłości bezwarunkowej, jest wynikiem łaski Boga.
Pragnienia, oczekiwania, a nawet afirmacje odnośnie miłości bezwarunkowej, które można dzisiaj spotkać u wielu ludzi, są zasadne tylko i wyłącznie po zaakceptowaniu przez nich, powyższych wyjaśnień.
Oraz podjęciu działań, które mają do tego doprowadzić.
Wmówienie sobie miłości bezwarunkowej, próby życia miłością bezwarunkową, w sytuacji gdy nie wyczyszczone zostały tendencje umysłowe ... musi skończyć się rozczarowaniem.
Nie tędy bowiem droga.
Jedyną drogą do osiągnięcia tego (przez wielu oczekiwanego) stanu, jest całkowite poddanie się woli Boga - rozumianego jako Wyższa Jaźń (Atman).
Oczywiście wspomniana powyżej ścieżka miłości do Boga osobowego (jogiczna Bhakti Marga, ale też wielbienie Jezusa Chrystusa w katolicyzmie) jest etapem prowadzącym do osiągnięcia tego samego ... choć samo miłowanie Kryszny czy Jezusa nie jest jeszcze miłością bezwarunkową.
Gdy taka wola (wola poddania Bogu) zostaje wypowiedziana, wtedy rozpoczyna się proces, który staje się szkoleniem, polegającym na doświadczaniu takich stanów i zjawisk, które poprzez interakcję z nimi, będą prowadziły adepta do oczyszczenia.
I ten proces nazywa się właśnie "rozwojem duchowym".
Ostatnim stadium tego procesu jest miłość do wszystkiego jednocześnie, bez ukierunkowania.
Tylko taki stan ma prawo być określany mianem "miłości bezwarunkowej" ... i tego doświadczali mistrzowie i mędrcy duchowi.
Dopóki jednak istnieją egoistyczne wrażenia w umyśle, dopóty miłość bezwarunkowa jest dla człowieka - niedostępna, a mówienie o niej ma li tylko charakter pragnień lub oczekiwań.
Życie pragnieniami czy oczekiwaniami, jest z duchowego punktu widzenia jedynie fantastyką.
Duchowość, rzeczywista duchowość zawsze jednak nastawiona jest na faktyczne doświadczenia.
Dlatego każdy kto marzy o osiągnięciu miłości bezwarunkowej, winien najpierw podjąć ku temu starania.
Powinien podjąć duchową praktykę, gdyż bez niej zawsze pozostanie w przestrzeni dwubiegunowego postrzegania.


duchowość rozwój duchowy wiedza duchowa ezoteryka reinkarnacja karma duchowość rozwój duchowy ezoteryka 
duchowość rozwój duchowy wiedza duchowa ezoteryka reinkarnacja karma duchowość rozwój duchowy ezoteryka 
duchowość rozwój duchowy wiedza duchowa ezoteryka reinkarnacja karma duchowość rozwój duchowy ezoteryka 
duchowość rozwój duchowy wiedza duchowa ezoteryka reinkarnacja karma duchowość rozwój duchowy ezoteryka 
duchowość rozwój duchowy wiedza duchowa ezoteryka reinkarnacja karma duchowość rozwój duchowy ezoteryka 
duchowość rozwój duchowy wiedza duchowa ezoteryka reinkarnacja karma duchowość rozwój duchowy ezoteryka 

Formularz kontaktowy - jeśli masz jakieś pytanie, zapraszam do korespondencji

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *