translate

Szczęście po ludzku, a duchowa "ananda"


Jak można liczyć na osiągnięcie szczęścia ludzkiego, gdy wszystko co ludzkie przemija, ginie, obumiera.
Nie.
Nie o takie szczęście chodzi mistrzom wiedzy duchowej.
Szczęście w duchowym znaczeniu przechodzi przez przestrzeń skrajnego pesymizmu.
Faza zrozumienia, że to co ludzkie i w ludzki sposób doświadczane musi niechybnie prowadzić do utraty, jest etapem koniecznym do tego, aby przynajmniej zrozumieć ideę szczęścia duchowego.


Dlatego naiwne oddawanie się treściom nawołującym do bycia szczęśliwym, jest z duchowego punktu widzenia utopią.
Szczęście duchowe jest ostatecznym stanem, który uzyskuje się po przejściu przez gęstwinę smutku, żalu, tęsknoty i cierpienia związanego z akceptacją wszelkiej straty.
Każde inne szczęście lub stan pozytywnego nastawiania będzie tylko punktem na sinusoidzie zmiennych cyklofrenicznych, które muszą być zasilane określonymi bodźcami, aby móc być utrzymanymi w pożądanym położeniu.
I właśnie taka pogoń za bodźcami odbywa się w ciągu życia ludzi.
Tak jak mała kawa z rana nastraja na cały dzień, dając energię, tak pozytywne bodźce dostarczane poprzez rozmaite sceny z życia powodują, że człowiek może doświadczać szczęśliwych chwil.
Jest to jednak tylko i wyłącznie życie stanem bieżącym.
Bezmyślny, bezrefleksyjny i bezkrytyczny stan, który jest celem samym w sobie skrajnego egoizmu.
Chcę być szczęśliwy, bez względu na to, czy rozumiem cokolwiek z istoty mojej egzystencji, czy nie.
Czy rozumiem cokolwiek na temat istoty mojego bytu, czy nie.
Takie życie nauczyciele duchowi określają właśnie życiem nieświadomym.
Nie interesuje mnie nic poza moim samopoczuciem, i zrobię wszystko, oddam wszystko, aby tylko poczuć się satysfakcjonująco.
Z takich postaw wynikają nieporozumienia w ludzkich interakcjach, a więc na przykład.
Drużyna, której kibicuję przegrała mecz, a obok cieszy się ktoś, kto kibicował drużynie przeciwnej, dlatego czuję się źle.
Niepowodzenia w związkach (rozwody), a więc sytuacje kiedy następuje tzw. wypalenie miłości i związek nie przynosi już oczekiwanego zaspokojenia egoistycznych pragnień, dotyczących pożądanego doznania.
Jak i wiele innych.
W związku z tym można by wyciągnąć wniosek, że tylko człowiek bezmyślny, a więc głupi może czuć się po ludzku szczęśliwym.
(Nie jest to żadne novum, gdyż są to wnioski do jakich dochodziło wielu wybitnych ludzi w historii).
Lub ktoś, kto całkowicie poddał się nurtowi życia - co jest już zgodne ze wskazówkami nauk duchowych.
Taki ktoś, musi jednak odbyć długą drogę peregrynacji mentalnych, które pozwolą mu pogodzić się (poprzez zrozumienie) z tym z czym będzie musiał zetknąć się w czasie swojego życia, a co w żadnym razie nie będzie wywoływało w nim pozytywnych odczuć.
A więc z chorobą, śmiercią, bólem, niesprawiedliwością etc.
Dopiero wtedy, może wyłonić się stan, który w Jodze nosi nazwę "ananda" - a więc szczęśliwość bez względu.
To jednak nie jest łatwe z uwagi na istnienie elementu ego-świadomości, która nigdy nie pogodzi się ze swoją nieuchronną anihilacją.
I to są właśnie doświadczenia, które stanowią największą trudność na drodze duchowej. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Formularz kontaktowy - jeśli masz jakieś pytanie, zapraszam do korespondencji

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *