translate

Wdzięczność drogą do wyzwolenia strumienia miłości


Kochać siebie jest łatwo, kochać innych zdecydowanie trudniej (zwłaszcza, gdy się ich nie lubi).
Dlatego "kochać" jest duchowym wyzwaniem.
Wyzwaniem, gdyż tylko miłość powoduje wzrost duchowy.
Jednak co zrobić jeśli się nie kocha ?
Jeśli nie odczuwa się tego stanu, tego uczucia w stosunku do innych ?
Wielu "mądrych" powiada, że najpierw trzeba pokochać samego siebie.
Inni idą jeszcze głębiej i radzą, aby pokochać Boga w sobie, swoją Duszę, czy Jezusa, Krysznę, Buddę, którzy stanowią centralny punkt ludzkiego serca.
Jednak prawda jest taka, że są to tylko sofizmaty, czyli po prostu nieprzydatne banialuki.


Zasada duchowego rozwoju monadycznego polega na tym, aby dostarczać systemom duchowym tego najwyższego uczucia.
Innymi słowy to Dusza żywi się miłością, i Duszy, a nie człowiekowi służyć ma miłość.
Ktoś powie, ale co to za różnica ?
Różnica tkwi jak zawsze w imponderabiliach, czyli tym co stanowi o ezoteryczności wiedzy, a więc w sprawach nie do końca zdefiniowanych, niezauważonych na pierwszy rzut oka.
Trzeba najpierw zrozumieć zasadę duchowego funkcjonowania życia.
We wcześniejszych tekstach, po części te zasady były już opisywane.
Człowiek jest emanacją Duszy, a szerzej systemów duchowych, których matryce istnieją w innych wymiarach.
Jest ponadto narzędziem Duszy, które spełnia dla niej zadanie poznawcze z jednej strony, a z drugiej stanowi formę oczyszczającą - prostującą wiązania karmiczne.
To zasada podstawowa, która wyjaśnia sens egzystencji bytu ludzkiego.
Można w związku z tym napisać, że Dusze żywią się uczuciami, których doświadczają ludzie.
Jedne są korzystne, a inne powodują powstawanie negatywnych wzorców.
W tym wpisie skupiam się jedynie na miłości, uczuciu które powoduje wzrost duchowy.
Nie chodzi jednak o wzrost duchowy człowieka, ale Duszy właśnie.
Miłość do samego siebie nie prowadzi zatem do tego o co chodzi Duszom. 
Miłość może być dostarczana Duszy tylko poprzez uczucie skierowane w stronę człowieka, od drugiego człowieka (abstrahując od zwierząt, aby nie zaciemniać treści tego przekazu).
Innymi słowy.
Ludzie dzięki ludziom indukują miłość w Duszach.
I to właśnie stąd bierze się duchowe pouczenie o tym "abyśmy się wzajemnie miłowali".
Dlaczego tak jest i co zrobić jeśli się jednak nie miłuje i nie jest się miłowanym ?
Cała ludzka populacja stanowi jedność w tym znaczeniu, że cały system Dusz jest ze sobą powiązany w matrycy zbiorów.
W związku z tym, nawet bez jednostkowej świadomości tego, pomiędzy ludźmi stale istnieją wzajemne interakcje.
Interakcje te można nazwać sieciowymi, gdyż niekoniecznie muszą się odbywać bezpośrednio między jednym człowiekiem, a drugim.
Interakcja może przebiegać pośrednio, czyli za pośrednictwem innych osób.
Osoba A ma konflikt z osobą B, a osoba B zna osobę X187, która nie zna bezpośrednio osoby A, jednak zna osobę Z235, która była kochankiem matki A w młodości.
Interakcja między osobą A i X187 zachodzi więc pośrednio itd.

To tylko przykład oddziaływań międzyludzkich na poziomach i za pośrednictwem poziomów duchowych.
Wzrost duchowy Duszy dokonuje się w wyniku dostarczenia jej miłości czystej i szczerej.
Jak to zrobić, jak spowodować, aby inna osoba - ponieważ do tego się to sprowadza - skierowała w moją stronę taką miłość ?
Otóż miłość czysta i szczera bierze się z naturalnej wdzięczności.
I trzeba tutaj podkreślić, że żadne wmawianie sobie określonych stanów, w rodzaju:
'"wiem, że powinienem być wdzięczny, bo to jest właściwe" - nic nie da.
Nie da też nic zaklinanie rzeczywistości, udawanie, kreowanie.
Tak właśnie bezmyślnie powtarzają rozmaici, nauczając: "bądźcie wdzięczni za wszystko co otrzymujecie".
Nie sposób sztucznie wytworzyć uczucia.
Liczy się tylko powstanie szczerego i prawdziwego uczucia wdzięczności, które jest właśnie czystą miłością.
Dokonać tego można tylko czyniąc dobro innym, lub dobro które służy innym.
Jest to postawa mające wektor odwrotny do postawy egoizmu.
Czyniąc dobro drugiemu, powodujemy zaistnienie w nim postawy wdzięczności, a ta wyzwala strumień czystej miłości.
Jest to właśnie tym, czego pragnie Dusza.
Dlatego tylko poprzez innych możemy "karmić" własne Dusze.
To właśnie z tego powodu mistrzowie duchowości od setek lat nauczają o "służbie innym". 
Stosując analogię metaforyczną można powiedzieć, że ludzie niczym pszczoły kwiaty, wzajemnie zapylają się miłością, dzięki wyzwalaniu się uczuć wdzięczności za czynione dobro.
Dobro jest zatem kluczem do wyzwolenia miłości.
I tutaj mała dygresja.
Zazwyczaj gdy posługuję się pojęciem dobro, słyszę od ludzi: "a co to jest dobro", "każdy ma inne dobro", "co dla jednego jest dobrem, dla drugiego nie jest" itd.
Otóż dobrem jest to, co wywołuje szczerą wdzięczność drugiego człowieka, a co pociąga za sobą czystą miłość, która zasila Duszę.
To najprostsza z możliwych definicja dobra.
Reasumując.
U wielu czytających te słowa, zapewne pojawi się znak zapytania.
Jak to, przecież dotąd sądziłem, że to my ludzie mamy otwierać się na miłość Boga, czy Duszy, a tutaj piszą nam, że to my mamy dostarczać miłość w tą drugą stronę.
To całkiem zrozumiałe.
Istnieje wiele teorii dotyczących wiedzy duchowej, które w ten sposób postrzegają schemat egzystencjalny.
Jest on jednak błędny.
Człowiek chcący zrozumieć duchową zasadę budowy i funkcjonowania życia, powinien dokonać odwrócenia perspektywy.
To nie Bóg/Dusza jest dla człowieka, ale człowiek dla Duszy/Boga.
Przy pobieżnym rozeznaniu może to powodować nieprzyjemne refleksje, w rodzaju:
"jesteśmy jako ludzie zniewoleni", "jesteśmy uwięzieni w klatce, "jesteśmy niewolnikami systemu", lub w krańcowych sytuacjach można doprowadzać do wniosków, że "Reptilianie hodują nas na swoją karmę" ;)
Wszystko to lęki i projekcje ego.
I jest to zupełnie naturalne.
Kto odczuwa takie lęki lub rozterki, wynikające z takiego właśnie rozpoznania, ten musi wiedzieć, że to jego ego-ja, a więc świadomość zindywidualizowanego bytu ludzkiego drży o swoją egzystencję.
I co najistotniejsze, ze swojego punktu widzenia - ma rację.
Poddanie się jednak perspektywie ego, nie prowadzi do niczego innego jak do poczucia straty, co w konsekwencji wywołać musi traumy i jeszcze większy strach, gdyż wszystko co materialne, cały ludzki byt opiera się na przemijaniu, na utracie tego co się zdobyło.
Dlatego tylko czynienie dobra innym, a w konsekwencji doświadczanie wzajemności - gdyż właśnie w zasadzie wzajemności tkwi klucz do wzajemnego "zapylania się miłością" - w postaci doznawania dobra od innych, powoduje uwolnienie się od egoistycznych lęków, a w konsekwencji osiągnięcie duchowego spełnienia.
PS.
Czynienie dobra musi opierać się na czystej intencji, a więc musi być szczere i autentyczne (prawdziwe).
Nie może być działaniem z wyrachowania, gdyż wtedy przyniesie tylko odwrotny skutek.
Ludzie, którzy czynią coś dla innych, pogardzając jednocześnie tymi, dla których to robią, nie mogą się liczyć z wdzięcznością, a tym samym z wyzwoleniem strumienia miłości.
Dla przykładu.
Tak bywa w przypadku lekarzy, którzy leczą tylko dla pieniędzy czy kariery, prawników, którzy reprezentują ludzi z podobnych pobudek, lub opiekunów w zakładach pomocy społecznej, którzy nie pałają sympatią do swoich podopiecznych.
O wszystkich tych osobach można powiedzieć, że czynią dobro - jednak ich prawdziwe, wewnętrzne motywacje niwelują te czyny.

PS2.
Można założyć także metodę czynienia dobra bez szczerej intencji.
Tak się dzieje, gdy dana osoba jest szczególnie zatwardziała lub najzwyczajniej nie odczuwa potrzeby, ani chęci czynienia dobra innym.
Czyniąc mimo wszystko dobro, zachowując "bezinteresowność", uaktywnia się wdzięczność obdarowanych, co w konsekwencji budzi intencję dalszego czynienia dobra.
Można wtedy mówić o zapłodnieniu dobrem, poprzez wdzięczność obdarowanego.
Jednak w takim wypadku musi istnieć wola samego zainteresowanego i chęć podjęcia próby takiego postępowania, gdyż bez podjęcia działania nie można liczyć na jakiekolwiek konsekwencje.
PS3.
Wielu ludzi rozczarowuje się, twierdząc, że czyniąc dobro nie doświadczyli wdzięczności i wzajemności.
Takim osobom polecam przyjrzenie się uczciwie swoim prawdziwym wewnętrznym motywacjom.
Oraz dodam, że wdzięczność i wzajemność wcale nie musi wiązać się z podarowaniem kilku banknotów w kopercie ;)
Gdyż chodzi o wdzięczność duchową, która wzbudza uczucia, nie koniecznie podstawia pod dom nowy model mercedesa ;)  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Formularz kontaktowy - jeśli masz jakieś pytanie, zapraszam do korespondencji

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *